rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie01 300x199Liczyliśmy na odrobinę śniegu, kolejny etap „rajdu 4000” upłynął jednak pod znakiem błota. Zbytnio nas to jednak nie zmartwiło. Zacznę jednak od początku.

A zacząć należy od tego, że po jesiennym etapie, który odbył się w październiku ubiegłego roku, przyszła kolej na następną porę roku i kolejne zakątki Polski do zwiedzenia na kółkach naszych poczciwych klasyków. I tak w czwartek, 21 lutego 2008, wraz z kilkoma innymi śmiałkami znaleźliśmy się na parkingu pod słynnym warszawskim Stadionem X-lecia. Miejsce to, dość charakterystyczne w starszej i nowszej historii Warszawy było miejscem naszego startu.

Na początku, jeszcze przed wyruszeniem w trasę, uczestnicy połączeni w „drużyny” składające się z dwóch samochodów każda, otrzymali arkusze ze specjalnie przygotowanymi opisami najciekawszych miejsc na trasie oraz zadaniami do wykonania podczas pierwszego epizodu (dnia) rajdu. Główną funkcją zadań było po pierwsze „zmuszenie” uczestników do zapoznania się z różnymi atrakcjami na trasie, a po drugie pobudzenie w nich odrobiny zdrowej konkurencji.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie02 300x199Startując w czwartek rano znaliśmy nasz cel, który mieliśmy zdobyć dopiero w sobotę późnym wieczorem. Była nim miejscowość Wiżajny, czyli miejscowość położona na północno-wschodnim krańcu Polski, innym znana jako polski biegun zimna. Ale droga do celu nie była prosta, gdyż do Wiżajn mieliśmy dojechać dopiero po przebyciu około tysiąca kilometrów i to nie w linii prostej. Wiedzieliśmy także, że pierwszy epizod rajdu skończy się czwartkowym wieczorem w Białowieży.

I tak parę minut przed dziewiątą rano wszystkie auta były już w drodze i każda drużyna, dowolnie wybraną przez siebie drogą zmierzała do pierwszego punktu, czyli oddalanego od Warszawy o około 40 kilometrów Sufczyna. Zadaniem w Sufczynie było odcyfrowanie daty umieszczonej na zegarze słonecznym w parku otaczającym podupadający już klasycystyczny dworek. Okazało się, że o ile znalezienie samego dworku mogło nastręczać pewne trudności i mogło wymagać „zasięgnięcia języka” u miejscowych, o tyle samo odczytanie daty nie było zbytnio trudne i wszyscy sprostali temu zadaniu, po czym wyruszyli w dalszą trasę. To było tylko rozgrzewką, nieznający dotychczas zasad rajdu mogli zobaczyć „jak się to je” i na czym polega rajd 4000. I okazało się, że nie taki diabeł straszny…

W czwartek uczestnicy rajdu mieli jeszcze okazję zwiedzić kilka ciekawych miejsc. Po Sufczynie przyszła kolej na Muzeum Zbrojownię w Liwie, a następnie węgrowski kościół, w którym znajduje się słynne lustro Twardowskiego. Pojawiwszy się w Węgorowie zmartwiliśmy się, gdyż okazało się, że kościół jest zamknięty, ale nasze miny się zmieniły, gdy zupełnie nieoczekiwanie pod kościołem pojawił się Pan Marek i oprowadził nas po nim ubarwiając nasz pobyt ciekawymi i czasami tajemniczymi opowieściami i historii tego miejsca.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie03 300x199Następnym miejscem, do którego należało dotrzeć była Święta Góra Grabarka będąca najsłynniejszym polskim miejscem prawosławnego kultu. Tam czekało na uczestników kilka mniej lub bardziej trudnych zadań, w tym jedno wymagające dobrej znajomości cyrylicy. Pomimo tego, że poszczególne drużyny nie przemierzały razem trasy, po raz kolejny ich auta stanęły obok siebie.
Podczas rajdu czas nie odgrywał żadnej roli, można było więc spokojnie wymienić spostrzeżenia, pozwolić sobie na zaczerpnięcie świeżego podlaskiego powietrza oraz na łyk herbaty z termosu. Jedynie ukradkiem wszyscy wpisywali do specjalnych arkuszy znalezione na miejscu odpowiedzi na pytania przygotowane przez organizatorów.

Mniej więcej od okolicy Siemiatycz zaczęło się prawdziwe Podlasie. Przede wszystkim mało innych uczestników dróg. Raz na kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt minut spotykaliśmy inne auto jadące z naprzeciwka. Jeden z uczestników, jadący Polskim Fiatem 125p Jasiek z Wrocławia, zaliczył nawet bliższe spotkanie z jakimś miejscowym audi, niestety tracąc przy tym ładne chromowane lusterko.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie05 300x225Im bliżej granicy z Białorusią, tym więcej spotykało nas lotnych kontroli Straży Granicznej. Tym więcej bocznych gruntowych dróg, które na mapie wyglądały jak asfaltowe, a w rzeczywistości podróżowanie nimi wymagało sprawnego zawieszenia. Oczywiście każdy z uczestników, samodzielnie obierając plan podróży mógł spokojnie ominąć tego rodzaju drogi, jednakże… nikt z tej możliwości nie korzystał.
Przed noclegiem w Białowieży uczestników spotkała jeszcze wizyta w kopalni kredy, w Koterce, gdzie znajduje się urokliwa mała cerkiew i gdzie uczestnicy mieli zaczerpnąć „świętej wody”.

Po pierwszym dniu podróży mieliśmy na licznikach ponad 350 kilometrów.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie06 300x225W piątek ruszyliśmy dalej, tym razem punktem docelowym były okolice Augustowa. Od samego rana pogoda nas nie rozpieszczała, na szybach naszych niezbyt czystych aut osiadała mżawka. Od czasu do czasu mżawka przechodziła w lekki deszcz. Dzięki temu nikt nie musiał się martwić wyglądem brudnych, ubłoconych (zwłaszcza po wizycie w kopalni kredy poprzedniego dnia) samochodami. Po prostu w nocy deszcz umył nam samochody prawie idealnie, chociaż niektórzy i tak postanowili (zupełnie słusznie) zatroszczyć się o swoje auto i rano zdecydowali się na szybkie mycie.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie07 300x225O dziewiątej rano, w kilkunastominutowych odstępach uczestnicy skierowali się do pierwszego punktu docelowego jakim było położone w leśnej głuszy „Miejsce Mocy”. Tam, na błotnistym parkingu, trzeba było (pod okiem organizatorów) zostawić samochody i wyruszyć na piechotę do oddalonego o kilkaset metrów tajemniczego miejsca kultu prasłowian. W zadaniu tym liczyła się nie tylko umiejętność dostrzeżenia różnych znaków, ich właściwej interpretacji, ale i również szybkość wykonania zadania. A zadanie zajęło prawie godzinę, po której uczestnicy chętnie wsiedli do aut i ruszyli dalej.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie08 300x225Po drodze, co było nieplanowane przez organizatorów, wszyscy zwiedzili pokazową hodowlę żubrów. Mogliśmy sobie na to pozwolić, bo czas nas nie gonił, więc jeżeli spotkaliśmy coś ciekawszego na drodze po prostu zwiedzaliśmy i oglądaliśmy. Taka była idea rajdu.
Potem, uczestnicy znaleźli się między innymi w Kruszynianach, gdzie spotkali się z kulturą polskich Tatarów i mieli okazję skosztować pysznej kuchni tejże mniejszości narodowej.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie04 300x199W tym miejscu uczestnicy mieli również okazję wziąć się za bary z lokalnymi drogami, na co dzień przemierzanymi przez ciągniki lub w najlepszym przypadku Łady Niwy. Za Kruszynianami, kiedy zapadła już noc, jedno z zadań wymagało bowiem niezwykle umiejętnego przedarcia się przez leśną, bardzo bagnistą i grząską drogę, na której jazda pod górę wymagała uprzedniego rozpędzenia się i nieprzerwanej jazdy do osiągnięcia wzgórza.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie15 300x226

Zatrzymanie się lub jeden niewłaściwy manewr mógł zakończyć się zawieszeniem się na wysokiej koleinie lub przymusowym parkowaniem w błocie, o czym przekonał się jeden z uczestników rajdu. Dla niego tą wieczorową porą jedynym wybawieniem okazał się ciągnik okolicznego rolnika.

Drugi dzień również się zamknął po prawie czterystu kilometrach drogi. Nocleg mieliśmy w miejscowości Płaska, w okolicy Augustowa.
Trzeci dzień był podobny i pogoda również nas nie rozpieszczała. Przejechaliśmy bocznymi, gruntowymi drogami wzdłuż kawałka kanału Augustowskiego. Wielokrotnie trzeba było się zastanawiać, czy akurat przez tę kałużę da się przejechać. W sumie słowo „kałuża” to dosyć eufemistyczne określenie, gdyż w niektórym miejscach to były małe, grząskie bajorka, przez które trzeba było się po prostu prześliznąć przy odpowiednim rozpędzie.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie09 300x225rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie10 300x225

Następnie odwiedziliśmy między innymi klasztor w Wigrach, leśnymi błotnistymi drogami, które jakby nie chciały się kończyć, dotarliśmy do Puńska, gdzie każdy miał okazję dostrzec ciekawą cechę tych okolic, a mianowicie to, że zdecydowaną większością mieszkańców są Litwini, którzy w sklepie i na ulicy rozmawiają ze sobą po litewsku.

W dalszej drodze, kiedy coraz mocniejszy deszcz umilał nam drogę stukając w dachy naszych aut, dotarliśmy do miejscowości Przełomka, gdzie z góry Leszczynowej ujrzeliśmy przepiękną panoramę najgłębszego polskiego jeziora, czyli Hańczy. Dotarcie na górę Leszczynową, podobnie jak do okolicznych Wodziłek (gdzie było do wykonania inne zadanie), także wymagało od uczestników żelaznych nerwów i wiary w to, że uda im się przedrzeć przez grząskie, błotniste drogi.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie11 225x300rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie12 300x225rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie14 300x225

Wieczorem pomimo przenikliwych ciemności udało się nam jeszcze, w zarysach świateł drogowych naszych aut, zobaczyć zarysy słynnych mostów w Stańczykach.

rajd 4000   Przez błota Podlasia podlasie15 300x226I w ten właśnie sposób, zwiedzając ciekawe miejsca oraz wykonując zadania, a przede wszystkim czerpiąc ogromną przyjemność z podróżowania naszymi poczciwymi autami, dotarliśmy do Wiżajn. I tutaj, w polskim biegunie zimna niestety nie znaleźliśmy śniegu, a jedynie wszechogarniające i oblepiające nasze samochody błoto. W zasadzie jedynym zimowym akcentem, po tej tysiąckilometrowej trasie, było jezioro skute lodem oraz panująca wokół temperatura trzech stopni Celsjusza, podczas gdy kilkaset kilometrów na południowy-zachód, w domu, do którego wracaliśmy było tych stopni aż dziesięć.

W sumie w trakcie całej trasy zrobiliśmy około 1000 kilometrów, zobaczyliśmy kilkanaście lub może więcej ciekawych miejsc, poznaliśmy życie mieszkańców Podlasia, a przede wszystkim pokazaliśmy, że taka wyprawa to dla naszych aut „pestka”.

 

Fotografie: garbaty, Kas, Maciej Wiechecki, Janusz Plich