Zawsze jeździmy na BGC. Tzn. byliśmy już kilka razy. BGC to rajd cyklu mistrzostw okręgu warszawskiego pojazdów zabytkowych (wszystko z dużej litery). To sugeruje nudę, ale nudno nie jest, bo ten rajd organizują Barany.

No i tym razem było ciekawie. Trasa wiodła przez fajne regiony gdzieś za Grójcem. Po drodze można było zobaczyć ślady świadczące o tym, że kiedyś istniała tam cywilizacja – ruiny pałaców i folwarków, na początku ubiegłego stulecia otoczonych siatką utwardzonych dróg (drogi pozostały do dziś, tylko ich stan się trochę od tamtego czasu pogorszył), niszczejący sprzęt i infrastrukturę zlikwidowanych armii, mosty, które wbrew temu co pisze złomnik nie zostały sklecone z byle czego, tylko wyglądały na solidnie wykonane i obliczone konstrukcje…. tyle że te obliczenia zakładały określony czas użytkowania, który to czas został przekroczony na oko siedmiokrotnie. Albo siedemnasto.

Rajd kończył się w Drzewicy, miasteczku, którego istnienia wcześniej nie rejestrowałem. Kto by się spodziewał że w takiej okolicy znajdzie się dość zgrabna miejscowość z rynkiem, zamkiem (prawdziwym), rzeczką, zaporą i pozostałościami fabryki, która jeszcze niby produkuje noże. Kto w młodości łamał sobie paznokcie próbując otworzyć scyzoryk Gerlach, ten od razu kojarzył jej nazwę.

Pod względem technicznym impreza była bez zarzutu, czego można się spodziewać, biorąc pod uwagę doświadczenie organizatorów. Brak błędów w itinererze poprawianych na odprawie trochę nas jednak zasmucił. Zgodnie z zapowiedziami rajd był łatwy i nie było w nim podchwytliwych elementów. Co oczywiście nie znaczy że nie można było czegoś schrzanić, czego nie omieszkaliśmy z resztą uczynić. I co nie oznacza również że było nudno – nie było. No, może poza obowiązkowym konkursem elegancji na końcu, ale zdaję sobie sprawę że jest to element niezbędny i goszczącym nas Drzewiczanom też się jakaś atrakcja z naszej strony należy.

Słyszałem kilka narzekań, że rajd było trochę „za długi pod koniec”. Bawiąc się czasem u układanie tras wiem, że brak takich opinii jest czerwonym światłem oznaczającym trasę poważnie za krótką. Ta była git.

Jedną z większych atrakcji rajdu była drzewiczańska ochotnicza straż pożarna. Straż ta ma w swoim składzie prawdziwego artystę („On jest mechanikiem w Gerlachu. No ale ma kilka obrabiarek w domu. No i jest mechanikiem u nas w straży. Jego ojciec był mechanikiem u nas w straży. I dziad też”). Wspaniały ten człowiek, widząc potrzebę posiadania porządnego wozu bojowego załatwił z wojska dwa transportery opancerzone SKOT. Jeden gnije sobie za domem, a drugiego…. podrasował. Tak tak, panie i panowie, mistrz ów uznał, że seryjny SKOT jest za słaby w terenie i dlatego musi mieć większe koła, oraz jeszcze jedną skrętną oś. Bo seryjne balony, napęd 8×8 i dwie skrętne osie nie wystarczą. Muszą być trzy. Oprócz tego modyfikacje obejmowały też normalny w tego typu przeróbkach montaż instalacji gaśniczej i kabiny kierowcy z prawdziwego zdarzenia. Tyle że tutaj ta kabina była nie tylko funkcjonalna i porządnie zaprojektowana, to jeszcze…. zgrabna. Mieliśmy przyjemność przejechania się tym wynalazkiem i nie da się tych wrażeń opisać. Powiem tylko tak – wolne to to nie jest, prowadzić to się źle nie prowadzi (a swoje pierdyliard ton przecież waży), skręca nie gorzej niż Garbus a teren… teren się nagle wypłaszcza.

Oprócz SKOTa straż miała też kilka Żuków, bojową Tatrę, wyciągnięta z krzaków gdzieś w Radomiu (w trakcie remontu, którego jakość remontu zasługiwała na szacun przez duże Sz) oraz nowiutkiego Mercedesa („No dostaliśmy. Jak jest jakiś wypadek na drodze czy coś, to się jeździ. Ale tak to nie, lakier się rysuje, delikatne….”)

Podsumowując: Dziękujemy Baranom za kolejna dawkę wrażeń z kosmosu. Mamy nadzieje że jeszcze przez lata będziemy mogli zawsze jeździć na BGC.

PS. Jak widać na załączonym wyżej obrazku, dwie załogi z małymi dziećmi, uczestniczące z sukcesami w rajdzie są dowodem, że dziecko nie musi być kotwicą, ani wymówką usprawiedliwiająca zostanie zwykłym zgredem. Powiedziałbym: „Brawo!”. Ale nie powiem. Zamiast tego powiem: „To powinna być norma”.

No i trochę luźnych fotek: