W zeszłym tygodniu zaserwowaliśmy wam relacje z rajdu na orientację. Ale Garbusem można się bawić na różne sposoby – w ten weekend uczestniczyliśmy w wyścigach na ¼ mili.

Na zachodzie Garbusy są powszechnie używane do tego sportu od kilkudziesięciu lat. Ze względu na swoją konstrukcję dobrze się do tego nadają, a przy okazji drag racing jest – jak na sport motorowy – dość przystępny dla przeciętnego entuzjasty. U nas Garbusy to margines, a o zawodach tylko dla nich można na razie tylko pomarzyć, ale to nie przeszkadza grupce entuzjastów pojawiać się dość regularnie na różnych ogólnych imprezach, takich jak cykle organizowane przez SSS albo WST.

Nie inaczej było na rozegranej 22 kwietnia na lotnisku Bemowo pierwszej rundzie wyścigów SSS. Spośród interesujących nas pojazdów zjawiło się 5 Garbusów i 1 Maluch z garbowym silnikiem. Nie oznacza to, że na zawodach nie było innych ciekawych samochodów. Pierwsze wyścigi na ¼ mili w Polsce, około 10 lat temu, przypominały bardziej wystawę samochodów egzotycznych i luksusowych sponsorowaną przez magazyn Logo. To się zmieniło i obecnie znaczną część zgłoszonych aut stanowią takie zbudowane według zasady „weź jak najlżejszą budę i wsadź w nią jak najmocniejszy silnik”, co z natury rzeczy oznacza, że wiele z nich to samochody stare. Odnoszę też wrażenie, że znacznie poprawiła się atmosfera zawodów, zwłaszcza w parku maszyn, co zresztą nie musi pozostawać bez związku z poprzednio omawianą kwestią. Jest to warte podkreślenia, bo Bemowo, zlokalizowane w środku miasta jest miejscem pod tym względem ryzykownym, jako łatwo dostępne dla nienajbardziej wyrafinowanej części publiczności, którą wysiłek, jaki trzeba włożyć w dostanie się np. do Ułeży czy Modlina automatycznie by eliminował. Także organizację zawodów wypada ocenić pozytywnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę startujących samochodów.

Wracając jednak do naszej grupki to składały się na nią następujący zawodnicy:

  • Qcyk, który od lat regularnie startuje z tym samym dwugaźnikowym silnikiem 1600, metodycznie poprawiając swojego „Bałagana”.
  • Trzy solidne, 15tkowe samochody: Tomka Tyki, Rebela i piszącego te słowa.
  • Dabtuner, który nie był zadowolony ze swoich 14tek, co nie zmienia faktu, że gra już w zupełnie innej lidze jeśli chodzi o osiągi niż wcześniej wymienieni i nie zajmuje miejsc pod koniec tabeli. Dla tych, którym czasy osiągane na ¼ mili niewiele mówią podpowiem, że 14tki to są czasy na poziomie samochodów w rodzaju Subaru Imprezy
  • Jaqo, swoim Maluchem z silnikiem Garbusa. To ciekawa konstrukcja. Z jednej strony używanie nadwozi z tylnosilnikowych Fiatów przez zawodników-Garbusiarzy na zachodzie było (i jest) popularne. Powód był prosty – te Fiaty były lekkie i przy okazji tanie. Tam używano do tego głównie modeli 500, 600 i 850. Jaqo, przenosząc pomysł na grunt polski, użył jako bazy Malucha. Realizacja nie była taka prosta. Główną trudnością była zapewne konieczność opisywania „projektu” na dwóch forach – garbusowym i fiatowym. Ale chyba było warto: samochód, ukończony (prawie) o trzeciej w nocy przed wyścigami spisał się bez większych zarzutów (nie licząc usterek w rodzaju zegarów wypadających podczas przyspieszania na kierownicę) i nie tylko udało się ukończyć wszystkie cztery wyścigi eliminacyjne, ale też i zakwalifikować do półfinałów i – w efekcie – uzyskać trzecie miejsce w klasie, z wynikiem 12,7. A to, moi drodzy, jest już wynik na poziomie dobrych, współczesnych supersamochodów. Dobrych, bo te gorsze są już wolniejsze.

Podsumowując, zawody należy uznać za udane. Wszystkie samochody przyjechały i wróciły na własnych kołach, a większości z nas udało się osiągnąć założone cele – zarówno te mniejsze, jak i większe, a przy okazji nasza grupka prezentowała się kolorowo, a wszyscy, zarówno kierowcy, jak i osoby towarzyszące zarobili solidną, wyścigową opaleniznę.


Więcej zdjęć tutaj: klik