Relacja z XI BGC BGC 2013  1 300x200

XI Rajd BGC zaczynał się i kończył w Żyrardowie. Nie dało się w ten sposób osiągnąć efektu, który lubimy, kiedy to po kilku godzinach jazdy bocznymi drogami z nosem w itinererze ląduje się w jakimś kompletnie nieznanym miejscu. Jednak Żyrardów wart był tej straty. To bardzo specyficzne miejsce. Dziewiętnastowieczne miasto przemysłowe, stworzone od zera na podstawie planu z fabryką, osadą robotniczą, kierowniczą i willą szefa w pięknym parku nie rozwinęło się zbytnio, przez co oryginalny układ jest w małym stopniu zatarty. Gdy odwiedzaliśmy Żyrardów kilka lat temu podczas Rajdu Strucla sprawiał przygnębiające wrażenie, z obszarami upadłych zakładów i innych budynków popadających w ruinę i – zdawało się – bez ratunku. Teraz jest lepiej. Co prawda wielki projekt loftów upadł i stare hale znowu są atrakcją dla miejskich eksploratorów, ale miasto wygląda jakby wychodziło z dołka. Część obiektów jest odnowionych, reszta na to czeka. Pewnie się doczeka, bo dzięki autostradzie do tego miasteczka, niegdyś w środku niczego, dojechać jest łatwiej niż do niektórych prawobrzeżnych regionów Warszawy.
Wracając do samego rajdu, wystartowaliśmy z głównego miejskiego placu i po krótkiej rundzie po przemysłowo-kierowniczej części miasteczka dotarliśmy na tor kolarski (dość ciekawy obiekt sam w sobie) na szybką (pomijając mały korek) pachołkolandię. Następnie szybka pętla poza miastem doprowadziła nas powrotem w pobliże startu, gdzie wizyta w odrestaurowanym centrum muzealno-rozrywkowym rozpoczęła drugi etap.

 

Relacja z XI BGC BGC 2013  24 300x199

Trasę, częściowo znaną z jednego z etapów E-rally urozmaiciły wiosenne roztopy. Odcinków nieasfaltowych było mało, ale za to były ciekawe.  Najlepiej podsumowuje je zdjęcie zrobione przez załogę jadącą na Warszawie. Według nas jest to idealna droga dla tego samochodu. Właśnie do takich warunków został stworzony. Innego zdania była jednak załoga jednego z przybyłych na lawecie pojazdów, która po umoczeniu kółek w błocie postanowiła zawrócić na start. No cóż, wydaje nam się, że nie powinno się mylić RAJDU zabytkowych samochodów z wystawą. BGC to nie Auto Nostalgia, a zawody, które mają przetestować sprawność załogi i auta. Oczywiście nie chcemy przez to powiedzieć że rajd był trudny. Wręcz przeciwnie, nawet groźnie (dla dzisiejszych kierowców) wyglądające odcinki nie należały do tych, które sprawiły by jakiekolwiek problemy nawet delikatniejszym autom. Ani razu nie trzeba było wychodzić w celu zmierzenia głębokości kałuży patykiem, wedle zaleceń wpajanych onegdaj na kursach na prawo jazdy. Organizatorzy oszczędzili też uczestnikom zagwozdek nawigacyjnych i podchwytliwych pytań. Oczywiście niektórzy podchodzili do imprezy bardziej ambitnie. Rozbawiła nas zwłaszcza załoga na Syrenie, która na wiosennej pełnej wypłukanych dołków drodze stwierdziła, iż nasze tempo jest dla niej zbyt powolne (trzeba szanować wóz) i postanowiła nas wyprzedzić przy akompaniamencie ryku dwusuwu i fontann błota (nie szkodzi, nie szkodzi, to rajd nie wystawa). Po chwili oglądaliśmy oddalający się tył chluby rodzimej motoryzacji, której amortyzatory przy zwiększającej się prędkości ewidentnie przegrywały walkę z oscylacjami o rosnącej amplitudzie, co zaowocowało efektownym wystrzałem klapy bagażnika.

Relacja z XI BGC BGC 2013  291 300x199

Z zadań na trasie wspomnieć można test z rozpoznawania marek na podstawie przedwojennych reklam samochodów i pytanie o oznaczenie różnych gatunków etyliny („Zaraz, zaraz, jak ojciec w latach 80tych tankował żółtą do Malucha to ta gorsza, której nie brał to była niebieska czy zielona? Bo ta trzecia to była jeszcze gorsza ale to było wcześniej…”). Trzeba też było odgadnąć nazwy miejscowości na podstawie otrzymanych rebusów. Pierwsze zdjęcie przedstawiało jesionkę i przez taką też miejscowość prowadziła trasa, choć my – nie wiedzieć czemu – spodziewaliśmy się nazwy nawiązującej do słowa „gargamel”. Nie zabrakło przystanku w OSP, w którym tym razem królował Hydromil i – ma się rozumiec – sam Król w wersji „smutek” z podbitym na dodatek oczkiem.

Relacja z XI BGC BGC 2013  31 300x200

Na koniec wróciliśmy do Żyrardowa, tym razem do robotniczej części, gdzie organizatorzy mieli okazję sprawdzić czy stosujemy się do znaku stop. Do tego standardu rajdowego dołączyła wcześniej kolejna pułapka – pomiar prędkości. Jako że Stado otrzymało w zeszłym roku suszarkę, należy się spodziewać że i ta atrakcja wejdzie do stałego repertuaru szykan, jakie stosują na swoich rajdach. Przy okazji chcieliśmy nadmienić, iż nasza załoga widziała „patrol” zanim on zobaczył nas, trafnie przewidując jego lokalizację i przejechała przed radarem z przepisową prędkością, na dodatek wesoło machając, więc ten jeden punkt karny to jakaś pomyłka. Nikt nam nie wmówi, że radar został zmylony przez wentylator chłodnicy. W Garbusie?
Nie, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. Dzięki spóźnieniu na mecie spadliśmy o prawie 20 miejsc w klasyfikacji generalnej, nie licząc się w końcowej punktacji. Może wreszcie ludzie przestaną nam zarzucać, że wciąż wygrywamy? Taką mamy nadzieję.