Na organizowanym przez naszego kolegę z klubu Entera rajdzie Kołami Historii Przez Warszawę spotkaliśmy się wczoraj już po raz piąty. Tym razem przyszła kolej na powtórkę z dzielnicy Żoliborz, która na drugim etapie nie została w całości "przerobiona". I w sumie dobrze, że Enter zdecydował się na tę powtórkę, bo bez sensu byłoby zostawiać ciekawe miejsca tylko dla tego, że już raz odbywał się etap na Żoliborzu. Dlaczego więc nie odgrzać tego kotleta, tylko w trochę innym wydaniu?
Ale po kolei... 14 marca 2009 r., znaleźliśmy się naszym czarnym Miniakiem przy Powązkowskiej w okolicach Fortów Bema. Po krótkiej rejestracji, na której otrzymaliśmy numer 15, ustawiliśmy się na parkingu, aby czekać na przyjazd pozostalych załóg. Wydaje mi się, że pojawiło się około 40 aut. Sporo było Garbusów i Ogórków, ale należy również przyznać, że motoryzacja rodem z byłego NRD nie pozostawała zbytnio w tyle, gdyż - nie licząc za dwa samochody Trabanta przerobionego na długa limuzynę - na linii startu pojawiło się może z dziesięć enerdowskich aut, czyli Wartburgów i Trabantów. Ale była i dosyć oryginalna Warszawa 223K, były Fiaty 125p, był Fiat 126p, no i wyjątkowy Fiat 124 Super Coupe. Międzynarodową mieszankę, wliczając w to mojego angielskiego Austina Mini 1000, włoskiego Fiata Pandy, ubarwiało stare szwedzkie Volvo, polski Tarpan, francuskie Renault. Mógł się również podobać bardzo ładnie odrestaurowany niemiecki Golf I. :-)
Ale przejdźmy do samego rajdu. Jakoś wpół do dwudziestej trzeciej auta powoli zaczęły ustawiać się w ogonku do startu. Wyjazd na trasę odbywał się w kolejności, według numerów jakie otrzymaliśmy podczas rejestracji.
W kończu wyruszyliśmy na trasę. Sposób przejazdu trasy określany był w sposób opisowy poprzez podawanie ulic, w które należy wjechać i sposobu, w jaki należy je przejeżdżać. Po drodze, na trasie umieszczone były tzw. "czekpointy", tam należało otworzyć kopertę ze specjalnie przygotowanym pytaniem. Jeśli chodzi o pytania to było tak, jak na poprzednich etapach, czyli raczej niemożliwością było odnalezienie odpowiedzi na pytanie w terenie. Normalną więc praktyką, po cichu akceptowaną przez Entera, było więc wspomaganie się bądź to podręcznym dostępem do internetu przez telefon (niektórzy zabierali nawet laptopy), bądź popularnym ze środków masowego przekazu "telefonem do przyjaciela". Może to dziwnie zabrzmiało, ale niestety inaczej rozwiązywać pytań się nie dało, chyba że ktoś poświęcił kilka dni na "wykucie" historii Żoliborza i Śródmieścia, było bowiem trochę pytań zarówno dotyczących początków historii Żoliborza, jak i dosyć szczegółowe pytania związane z przebiegiem walk na terenie Warszawy w czasie Powstania Warszawskiego (nie tylko na Żoliborzu). A do tego raczej trudno byłoby się przygotować. Ale ponieważ każdy już wiedział, z czym je się pytania przygotowane przez Entera, nikt nie narzekał. Wręcz przeciwnie, wszyscy bawili się doskonale. Trasa na początku wiodła ulicą Powązkowską, Elbląską i Włościańską. Na Włościańskiej był pierwszy czekpoint dotyczący tego, co mieściło się dawniej na terenie obecnych zakładów autobusowych. Potem ruszyliśmy dalej, kawałek Słowackiego, a potem w lewo Gdańską. Dalszy przebieg trasy zobaczycie poniżej:
Wyświetl większą mapę Z odwiedzanych miejsc zapadły mi w pamięci stare dzielnice domków jednorodzinnych w okolicach ulicy Fortecznej i Krasińskiego. Ciekawym miejscem, o którym do tej pory nie miałem pojęcia był Plac Słoneczny, co którego pierwotnie były plany aby był on niejako zegarem słonecznym (stąd nazwa placu, o której pochodzenie było pytanie). Po tym jak wyrwaliśmy się w niecodziennych okolic Żoliborza, wśród którego zabudowy można poczuć się jak zupełnie gdzieś indziej, a na pewno nie w Warszawie, znaleźliśmy się przy Wisłostradzie, gdzie zrobiliśmy krótki wypad po stromych schodach, żeby zobaczyć Bramę Straceńców. Po cytadeli Wisłostradą szybko przenieśliśmy się do Śródmieścia, a dokładniej rzecz biorąc na Plac Konstytucji, czyli dawny MDM. Taki szybki przejazd ze starego Żoliborza w okolicę Placu Konstytucji miał tę zaletę, że można było odczuć na własnej skórze istnienie dwóch Warszaw. I nie mam tu na myśli samochodów. Najpierw, stary, spokojny, Żoliborz, gdzie widzieliśmy właściwie tylko niskie zabudowania jednorodzinne, i to takie zabudowania bardziej wiekowe, raczej nic współczesnego, obszerne ronda, od których ciasne uliczki rozchodziły się promieniście, sporo zieleni, jakiś taki emanujący spokój. Chwilę potem gwarna, rozświetlona światłami ulicznymi przebudowana po wojnie Warszawa, typowe budownictwo z czasów w PRL-u, betonu, szerokie ulice, chodniki tętniące życiem. Różnica zdumiewa i uświadamia, że Warszawa jest tak na prawdę miastem różnic, których niestety na codzień nie dostrzegamy, gdyż zwykle przebywamy w tych samych miejscach bądź przemieszczamy się tymi samymi trasami, widzimy główne ulice, rzadko kiedy zapuszczamy się gdzieś wgłąb miasta.
Wyświetl większą mapę Na Placu Konstytucji było bardzo trudne pytanie "dobijacz" dotyczące hotelu MDM (za błędną odpowiedź otrzymywało się ujemne punkty), potem szybko Marszałkowską na Zielną pod zabytkowy wieżowiec PAST-y, następnie pytanie dotyczące wysokości i ilości pięter Pałacu Kultury i Nauki (bez iglicy). No i długi powrót na Bemowo, gdzie - gdy dotarliśmy - część osób już stała i czekała, a reszta powoli docierała. Przejechaliśmy "tylko" około 40 kilometrów. Na miejsce mety dotarliśmy jednak chyba jakoś koło 2:00. Ale dokładnie nie powiem, bo czas na rajdzie straciłem poczucie czasu. A to chyba dobrze... :-) Tutaj znajdziecie trochę zdjęć z rajdu...
|