Start arrow Wydarzenia arrow Nasze relacje z imprez arrow Rajdowanie w strugach deszczu, czyli VII BGC
Rajdowanie w strugach deszczu, czyli VII BGC Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: garbaty   
19 kwietnia 2009
Ufff... Buty jeszcze schną pod kaloryferem a w chłodnicy mojego angielskiego Miniaka jeszcze stygnie Borygo, podczas gdy ja próbuję nakreślić Wam, co się dzisiaj takiej działo. Podkreślam to, że samochód był angielski, gdyż mieliśmy dzisiaj iście wyspiarską pogodę. A na dodatek ekipa Stada Baranów wciągnęła nas w sam środek tych chmur deszczowych wiszących nad okolicami Wołomina, Otwocka i dalej rejonów położonych w kierunku Garwolina.

Mam oczywiście na myśli znany już dobrze większości miłośników rajdowania VII Rajd BGC . Ekipa Garbiarni również pojawiła się na starcie w Wołominie w składzie trzech aut: dwóch Garbusów (Karo, qubek, Liska + d.bois) oraz jednego Mini (czyli ja, Kas i Barzant).

Jak już wspomniałem, na starcie rajdu pogoda się nie stawiła, jednakże z min uczestników rajdu wynikało jednoznacznie, że nie była ona elementem tego dnia niezbędnym. Oczywiście, mogło by być miło gdyby zaświeciło słońce, szyby w samochodzie przestały parować, a do chłodzenia silnika nie były potrzebne litry lejącej się na niego wody - niewątpliwie wystarczyłby mechanizm przewidziany przez producenta. Ale gdyby było tak miło, czy byłoby to tym, co tygrysy lubią najbardziej? ;-)

Z pewnością nie... Jakże miło po rajdzie poklepać samochód po błotniku i powiedzieć mu (oczywiście po angielsku): "Dobra robota". Jak miło, że w tak trudnych warunkach załoga nie zawiodła i dzielnie walczyła nie tylko z zadaniami przygotowanymi przez organizatorów, ale i również z pogodą.

Ale od początku, zaczęliśmy przed urzędem starostwa powiatowego w Wołominie. Sprawna organizacja, szybka odprawa i około siedemdziesięciu załóg w ciągu mniej więcej godziny znalazło się na trasie. Mimo wypuszczania załóg co minutę, po przejechaniu kilku skrzyżowań spotkaliśmy kolumnę aut przed barem, w którym zorganizowane zostało pierwsze zadanie polegające na rzucie rybą do balii (dla obrońców zwierząt, była to ryba plastikowa). Za chwilę jechaliśmy dalej, ale już... w grupie około pięciu aut. No cóż, wiadomo, że w przypadku rajdu, w którym uczestniczy siedemdziesiąt załóg niewiele da się zrobić, abyśmy mieli tę przyjemność jechania samemu, a nie w kolumnie. No bo przecież jadąc za kimś tracimy ten urok możliwości samodzielnego "rozwiązywania" itinerera. No i właśnie przez tę jazdę w kolumnie wyjeżdżając z Wołomina trochę pobłądziliśmy. Postanowiliśmy więc jak najszybciej porzucić wszelkie narzucające się nam kolumny i po prostu jechać samodzielnie. Wszak to przecież daje największą przyjemność.

Może dzisiejszego ranka straciłem trochę poczucie czasu, ale wydaje mi się, że po samym Wołominie kręciliśmy się ze dwie godziny. Po rzucie rybą jeszcze w bliskich okolicach Wołomina (a może to był jeszcze Wołomin?) trafiliśmy na ciekawy punkt kontrolny z zadaniem polegającym na określeniu, który z przedstawionych motorowerów jest najstarszy, a który najmłodszy. Potem natomiast na trasie było jeszcze kilka punktów, w których mieliśmy do rozwiązania kilka zadań związanych z motoryzacją, niektóre były łatwe, niektóre trudne, ale tego chyba oczekuje się od rajdów samochodowych.

Były również dwie próby sprawnościowe, dość sprawnie przeprowadzone i dające uczestnikom naprawde dużą frajdę. Myślę, że bez tych elementów rajd BGC nie byłby tym samym rajdem. I nawet mokra nawierzchnia nie przeszkodziła uczestnikom w pokazaniu możliwości swoich samochodów.

W sumie przejechaliśmy około 130 kilometrów. Dotarłszy do Osiecka stwierdziliśmy, że ostatnie wskazówki itinerera dla wielu mogły wydawać się niejednoznaczne. Jednakże jakoś to nas nie przestraszyło, bo wiadomo, że w takich sytuacjach organizator liczy na inteligencję uczestników, którzy i tak znajdą sposób, aby odnaleźć właściwą trasę. Tym bardziej, że trasa przebiegała obok... punktu mety. Na mecie czekała na nas gorąca grochówka, którą dość szybko spałaszowaliśmy w lokalnej świetlicy.

Trzeba się przy okazji pochwalić, że jedna ekipa Garbiarni (Karo, Liska, qubek) zajęła pierwsze miejsce w klasie "post 1965". My natomiast miejsce 30.

Wypadałoby w tym miejscu pogratulować doskonałej organizacji. W sumie absolutnie do niczego w tym zakresie nie można się przyczepić, wszak osoby wchodzące w skład ekipy organizatorów organizują nie pierwszy rajdu w życiu. I ten profesjonalizm dało się odczuć. No i również, co ważne, VII Rajd BGC skłonił do zainteresowania się rejonami północno-wschodnich obrzeży Warszawy. Oczywiście, o wiele lepiej byłoby wiedzieć co nieco na ten temat już w momencie startu w rajdzie, ale nigdy nie jest za późno. A następnym razem startując w VIII edycji rajdu trochę bardziej się przygotuję z historii i ciekawostek regionu, wtedy na pewno udział w rajdzie będzie nieco "pełniejszy". Tylko że w przyszłym roku na pewno będzie trzeba spieszyć się z rejestracją... :-)

Zmieniony ( 02 lutego 2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2010 Garbiarnia
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.