|
Zaśnieżony środek zimy wydawać by się mógł okresem najbardziej odległym od zlotowego sezonu. Jednak początek roku to też początek planowania tegorocznych wyjazdów. A to przypomina o kilku zaległych relacjach ze zlotów zeszłorocznych. Tę lukę może uda się stopniowo wypełnić. Na pierwszy ogień idzie I Spęęd Wypasionych Garbusów Kaczarnica 2009 . 
Jak sama nazwa wskazuje, jest to pierwszy pełnowymiarowy zlot organizowany przez podkarpacki Kafer Klub . Jeśli do tego dodać fakt, że decyzja o jego zrobieniu zapadła bardzo późno, spodziewaliśmy się raczej skromnego spotkania, a nie wielkiego zlotu, ale jako że chłopaki i dziewczęta z Rzeszowa to świetni gospodarze, kompletnie nam to nie przeszkadzało. Zresztą na miejscu okazało się, że nasze przewidywania co do formatu imprezy okazały się błędne. Ale od początku:
Na miejsce zajechaliśmy w piątek po pracy, a więc o dość późnej porze. Przywitała nas wesoła ekipa przy super profesjonalnej bramce zlotowej. 
Po rozlokowaniu się w domku o dużo wyższym niż przeciętny zlotowy standardzie, zostaliśmy skierowani na karaoke do bardzo wygodnej imprez-wiaty. Spędziliśmy tam czas do późnych godzin nocnych, co jak na nas, narkoleptyków, jest wyczynem godnym odnotowania.
Następnego dnia obudził nas Rzeszowski Prezes, jedząc kanapkę z pomidorem. 
Powodem pobudki była tworząca się całkiem pokaźna parada. Wesoły wąż po okrążeniu paru okolicznych miejscowości zajechał na zapyziałą stację kolejową, po czym skierował się wprost na dziurę w skale. 

Dziurą tą okazał się strzyżowski schron kolejowy, zbudowany przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej. Wydrążyli oni na linii kolejowej skrót, prosto przez największą w okolicy górę. Do schronu wjeżdżał pociąg-salonka i w ten sposób powstawała luksusowa norka dla Hitlera.


Po wojnie schron używany był jako garaż dla geesu i wygodny skrót dla mieszkańców. Po krótkim postoju w tej dość nietypowej scenerii parada zawinęła jeszcze wokół rynku Strzyżowa i wróciła na teren zlotu, gdzie niezwłocznie skierowano nas na rajd na orientację. Tutaj rzeszowska ekipa po raz kolejny dała dowód na to, że Spęęd robią co prawda pierwszy raz, ale nie na jednej bramce zlotowej już zjedli zęby. Rajd był ful profeska, z czytelnym i bezbłędnym (nam się to jeszcze nigdy nie udało) itinererem, precyzyjnymi pytaniami i pięknymi, wiodącymi szczytami okolicznych wzniesień trasami. Takich dróg to na Mazowszu nie uświadczysz. 

Nie da się też u nas przejechać całego, kilkukilometrowego odcinka trasy z kilkoma pytaniami po drodze samym rozpędem, bez użycia napędu. Oczywiście jest to nieprawidłowa i naganna technika jazdy, ale szliśmy za przykładem miejscowego jeźdźca na motocyklu krajowej produkcji wyposażonego w bak zrobiony ze starego, plastikowego baniaka. On musiał wiedzieć lepiej.
Powrót z rajdu oznaczał następne konkurencje: strzelanie z wiatrówki, rallycrosowy przejazd po ósemce i odcinek rajdowo-slalomowy.

Podczas przejazdu tej ostatniej próby odbył się widowiskowy, ale jakimś cudem niegroźny wypadek. Zach, jadąc w slalomie zdecydowanie zbyt szybko Garbem na mokrych półosiach, stracił kontrolę nad swoim bolidem i wypadł na pełnej prędkości z trasy. Przebił się przez gęsty żywopłot, muskając prawym bokiem rosnące w nim drzewko, odbił lekko w prawo, omijając stojącą po lewej wiatę z kutego żelaza i rozwalając przyczepiony do niej śmietnik, minął znowu z prawej zaparkowanego Yarisa i zatrzymał się po kilkunastu metrach. Straty – wgięty kołpak, pobrudzony niebieskim lakierem ze śmietnika błotnik i zderzak.

Co więcej? Wiecman upiekł pyszny tort. A wieczorem były tańce. Tańce niebylejakie. Nie dość że tanc-buda w Kaczarnicy jest bardzo wygodna, to nie było normalnego stania po kątach i pustego parkietu. U Rzeszowiaków tańczą wszyscy, z płcią męską włącznie. Do tego właściciele ośrodka rozpalili ekoognisko, które podgrzało i tak wystarczająco gorącą atmosfere… to była noc. 







Następnego, rześkiego poranka odbyło się rozdanie nagród wdzięcznym zlotowiczom. Część z nich trafiła do nas – dziękujemy. 


Bogato obdarowani, żegnani słynnym rzeszowskim pomnikiem boskiej kobiecości, wróciliśmy do domu.
Więcej zdjęć znajdziecie w galerii Przyjeżdżajcie do Kaczarnicy! |