Wrócilem sobie moim kundelkiem 1200 z Kryspinowa do Poznania na trzech garach (i z upaloną prądnicą).
Mądry wystawił diagnozę: sorki - ale problemy z tym silnikiem będą się nasilać i Pan jedyny wie, co go jeszcze trafi. A powodem tegoż przykrego stanu jest to, że w ubiegłym roku udało mi się brutalnie i z głupoty "przegrzać" silnik na autostradzie, gdy nie zauważyłem, że wychlustało mi olej. Samochód faktycznie stracił wówczas moc, a jak dojechałem do benzynowni chciałem sprawdzić poziom oleju. Nie było ani poziomu, ani oleju. Jak silnik nieco ostygł, wlałem olej i prawie od razu odpaliłem, a poźniej spokojnie dojechałem ostatnie 50 km do domu.
Wyciek oleju został usunięty i wszystko niby grało prawie przez rok. Prawie...
Moje pytania:
1. czy ktoś z Was miał do czynienia z takowym "przegrzaniem" silnika?
2. czy po tak brutalnym potraktowaniu silnik faktycznie może mnie zaskoczyć przykrymi i podstepnymi dalszymi awariami? Jeśli tak - to jakimi?
3. czy warto w takiej sytuacji:
a) remontować całe to ustrojstwo?
b) szukać "nowego" silnika?
