Hura! Gdy zachoruję, NFOZ jeszcze 4 lata będzie mnie leczyć

20 lutego 2011, 11:31
Zgodnie z Cenną Radą z innego wątku, przejechałem się z menelami w podmiejskim autobusie. Co tam były za dyskusje o padatkach, ruskim spisku i Marsjanach!
Ale znalazłem tez powód do zadowolenia: w gazecie wyczytałem, że gdybym na coś tam zachorował NFOZ będzie płacić za moje leczenie nawet do czasu, aż ociągnę wiek 60 lat. A dopiero poźniej odmawia się leczenia takich staruchów.

http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,913348…kutecznego_leku.html

7 lutego skończyłem 56 lat. Prawie pełne 4 lata przede mną :P
20 lutego 2011, 14:40
Nie bądź taki pewien. Jak zabraknie Ci punktów za pochodzenie społeczne to możesz mieć problem. Ważne by chorować na to co NFZ ( Narodowy Fundusz Złodziejski) refunduje.


:-D
ogórek "Lord von Hannower edition" 1978, 2000 CJ
garb 67
http://aircooled-hearse-fanatic.skynetblogs.be/
20 lutego 2011, 17:20
Ale ja od prawie od trzydziestu lat choruję na to, co za złej komuny było po prostu chorobą ( takie tam zwyrodnienie rogówek) i było normalnie leczone, a za NFZ nie jest już w spisie chorób, więc leczenie, soczewki kontaktowe po 1400 zł za parę i środki do ich utrzymania w czystości nie podlegają jakiejkolwiek refundacji. Jestem więc cudownie uzdrowiony ( w statystyce), jak trędowaty z Żywotu Briana.
Konsekwentnie więc zlikwidowano kilka lat temu jedyną w Polsce specjalistyczną placówkę przy AM w Gdańsku, która opiekowała się takimi jak ja. Nie szkoli się lekarzy, a jedynym źródłem wymiany wiedzy na temat schorzenia jest strona w necie założona przez samych chorych.

Jestem więc przygotowany na dalszy konsekwentny rozwój Służy Zdrowia iśwaidczeń oferowanych w ramach NFZ :twisted:
20 lutego 2011, 17:46
Na szczęście wciąż mnie stać na prywatne wizyty u byłej szefowej tego zlikwidowanego ośrodka w Gdańsku. Wycieczka raz na pół roku nad morze też może być miłym urozmaiceniem egzystencji.
A mniej więcej dwa tygodnie pobytu w klinice okulistycznej w Hamburgu - to były moje najdroższe wakacje w życiu. Było całkiem miło. Nigdy nie uczyłem się niemieckiego, ale pod koniec pobytu doszedłem z moim współlokatorem - emerytowanym elektrykiem z Uboota do szczegółów awaryjnego przewijania silników trójfazowych w zanurzeniu. W PL bym tego nie doświadczył.
20 lutego 2011, 18:35
W każdym razie od lat spogladam na świat okiem, w którym jest kawałek trupa - całkiem dobrze się zrosło. Może mieli stare zapasy z wojny. O koszcie tych wakacji nie wspomnę, w każdym razie drugiego oka sobie nie wyreperuję.

Za to widzę na tyle dobrze, że sklejam właśnie ruski model garbusa typ 230/2.

PS
Jacku - moje koty pozdrawiają Waszego kota.

← Luźne dyskusje