Wracając ostatnio z Torunia, ze ślubu własnego, auto spisywało się całkiem fajnie. Spaliło jakoś lekko poniżej 8l przy bardzo spokojnej jeździe. Zresztą nie było sensu się śpieszyć.
Postanowiłem jednak zrobić porządki w komorze silnika i wszystko przeczyściłem i zabrałem się za regulacje (ostatnie robiłem wiosną). W pewnym momencie podczas testowej jazdy gaźniki dellorto tak mocno warczały, że zastanawiałem się czy nie mam pod maską orkiestry jakiejś.
Teraz pytanie: tak mam być? To jest dobrze zestrojony sprzęt? Czy może wręcz przeciwnie... Temat może śmieszny ale przeszedłem od dźwięków głośnych po prawdziwy heavy metal
Pamiętam, ze jak miałem pojedynczego dellorto też czasami tak przeraźliwie warczał i już zgłupiałem. Sam tu jestem na tym łez padole i nie mam porównania. Chyba, że kiedyś odwiedzę w Olsztynie Yogiego.
Postanowiłem jednak zrobić porządki w komorze silnika i wszystko przeczyściłem i zabrałem się za regulacje (ostatnie robiłem wiosną). W pewnym momencie podczas testowej jazdy gaźniki dellorto tak mocno warczały, że zastanawiałem się czy nie mam pod maską orkiestry jakiejś.
Teraz pytanie: tak mam być? To jest dobrze zestrojony sprzęt? Czy może wręcz przeciwnie... Temat może śmieszny ale przeszedłem od dźwięków głośnych po prawdziwy heavy metal
Pamiętam, ze jak miałem pojedynczego dellorto też czasami tak przeraźliwie warczał i już zgłupiałem. Sam tu jestem na tym łez padole i nie mam porównania. Chyba, że kiedyś odwiedzę w Olsztynie Yogiego.
