Wczoraj na zlocie wszystkie auta miały przywiązane do lusterek wstążki w papieskich kolorach. Gdy dowiedzieliśmy się, co się stało, poszliśmy wszyscy do pobliskiego kościoła. To było coś, czego nie zapomnę do końca życia: kościół wypełniony po brzegi, ludzie modlący się na głos i ... ten płacz...
Strasznie mi przykro. Odszedł największy Polak, największy Garbusiarz. Człowiek, który w Watykanie narobił najwięcej zamieszania, tyle też zamieszania wywołał w sercach ludzi wierzących, niewierzących, Katolików, Protestantów, Muzułmanów, Żydów...
Był Wielkim człowiekiem, oddanym Bogu. Pocieszmy się tak: dla Karola Wojtyły najlepsza przygoda dopiero się zaczyna
