zawleczka z dźwigni pompki przyspieszacza spadła i nie mógł się wkręcić na obroty. Szpilka z zestawu żony załatwiła sprawę.
Na ukraińskich drogach ( jeśli można je tak nazwać

) straciłem niskie obroty. Rozkręciłem gaźnik , przedmuchałem WD60 ( taki jest na Ukrainie w sprzedaży

) i ogór wrócił do życia.
Więcej awarii nie było chociaż rumuńskie serpentyny przez wioski są o wiele gorsze niż cała trasa Transfogarska. Są bardzo strome ( powyżej 10%) i kręte, a w temperaturze ok 40stC trzeba uważać żeby silnika nie przypiec i szybko redukować do biegu drugiego, a czasem i pierwszego. Mało było podjazdów ,które dało się zrobić na trzecim biegu. Podjazd max 40km/h na dwójce najczęściej, a z górki wychładzanie na 2 lub 3 biegu.
Przejechałem Czechy, Słowację, Węgry, Ruminuję, Mołdawię i do dróg nie można się przyczepić ,bo nie są gorsze od polskich, są naprawdę w przyzwoitym stanie. Wszędzie równy asfalt , w większości głównych tras jest nowy lub bardzo dobrze utrzymany.
Na Ukrainie …#$%^&* - garby, koleiny i rosnące bałwany z asfaltu na środku drogi ( o dziurach nie wspominając)
Przy nas jechał traktor z bębnem do frezowania ( konstrukcji chyba z lat 30tych), zrywał tylko te największe garby, za nim szli panowie z łopatkami ,którzy wybierali spod zebranego garba stary podkład czy co tam było , a kolejni panowie z taczki zasypywali łopatą nowym kruszcem zmieszanym z lepikiem gradacji 1-2cm po czym uklepywali taką "gulaję" łopatą i szli do kolejnej dziury. Zostawiali to do rozjeżdżania autami żeby się lepiej uklepało . Ukraina rozczarowała mnie pod każdym względem. Może kiedyś wycieczka lotem do Lwowa na weekend ,ale chyba nic więcej.
Strona trójmiejskich garbusiarzy.
www.oldvw.pl