Znów potwierdziło się powiedzenie, że jak Garb się musi zepsuć, to stanie... pod domem... 
H!
Niedzielne senne popołudnie...
Wracam sobie spokojnie (lans pełna gębą)
Garbuskiem kabrio '67 (od Gino) po weselichu Agencików do Wawy... 
U Gino wśród przeglądania VWgratów ucinamy sobie pogawędkę, zamieniamy z powrotem na bryki...
Wsiadam do Stefanka, pakuję manele, już mam ruszać i pierwsza "wpadka"...
Przyłapałem się na tym, że po kilku dniach jazdy automatem chcę wrzucać
biegi na odwrót...
Gęba się śmieję, Gino też ma ze mnie polewkę, ale zapinam (poprawną)
jedynkę, żegnamy się i ruszam...
Kilkanaście metrów dalej zapinam (ha! też poprawną) dwójkę i... łup!
Stoję...
Pedał w podłodze... myślę, że pewnie linka trzasła, ale...
Nie było wcześniejszych objawów, że się urywa, i to mnie trochę
zaniepokoiło...
Nic to wymiana linki, to nie jest trudna sprawa, choć słonko grzeje a ja po
weselichu świeży nie jestem...
Trudno do roboty!
Na szczęście mam w zwyczaju wozić różne "przydaśki" w skrzynce, to i linki (powinny być) w kpl...
Tyle, że... skrzynkę zostawiłem doma (jakieś 30 kilo dalej)... ;D
Hmm.... Gino ma pełno gratów, więc zagaduję, ale... akurat... nie ma...
Hmm... kontakt do Vegetków co niedaleko byli na niedzielnym obiadku u
rodziców, ale... nie mają.
Pada propozycja, że mnie zaholują (ale wstyd!!!) za nic w świecie, nie chcę
się "pokazać" sąsiadom, ale trudno, nie ma wyjścia. Mam czekać 30 minut i "śmigać"...
Dla zabicia czasu, bo Gino pomknął z dzieciakami w "miasto" ślę sms do
Agencików, że wracam po ich weselichu na krawacie...
I zaraz telefon, "mamy linkę i akurat jesteśmy w Radości". WOW! Szczęście w nieszczęściu! ;D
Za kilkanaście minut linka została dostarczona, skrzynka z narzędziami
pożyczona i do dzieła.
W tym samym zasie przyjeżdżają Vegetki, ale już hol odwołuję i walczę
dalej...
Odkręcam motylka z linki, chcę ją wyjąć i... du...pa linka jest cała!!!
Kur...a padły łapki sprzęgła, pomyśleliśmy a to du...pa po całości...
Nic to wyjmuję pedały, bo wszyscy stawiali, że zsunęła się linka z ucha, ale ja mam patent na zawleczkę z drutu i jest to praktycznie niemożliwe...
Ale...
Wykręcam i... linki niet... a ucha w pedałach... też niet... Urwało się a
linka z pędu wbiła w tunel!
Uff... łapki sprzęgła całe, ale... skąd teraz wziąc pedały...???
Zrezygnowany pytam znajomków, ale nikt nie ma, ślę do Gino i... jarzy się
światełko w tunelu - "mam"!!! WOW!!!
Czekam na powrót Gino który mówi... "a teraz dopiero się zdziwisz" i wraca za chwilę z piwnicy niosąc... paczkę...
Rozpakowuję a tam... kupione kilka miechów temu na allegro piękne pedały!
))
Patrzę na nadawcę i... kojarzę adres... To adres... kumpla - Klocka z Gdańska, który właśnie te pedały opchnął Ginowi kilka miechów nazad.


Montuję wsio z małymi poprawkami, jak to w Garbie, zwłaszcza z wyszarpaniem wbitej linki w tunel, ale dało radę, by w końcu znów z uśmiechnetą gęba wracać doma...

Lans trwa dalej 


Jak tu nie wierzyć w dusze Garbola, który jak już musi "przysiąść" to robi,
to w tak ujmujący i sprzyjający mimo wszystko losowi sposób...


P.S. Wiem, że można Garbem jechać bez sprzęgła, ale po pierwsze nigdy tego się dobrze nie naumiałem a poza tym miałem spory kawał do przejechania miastem i z nieprzełączonym z wachy silnikiem na której mi szwankują wolne obroty wolałem już nie ryzykować.
Dziękuję:
Ginowi za całokształt i... wodę i... pedalską niedzielę!
Vegetkom za błyskawiczną chęć pomocy!
Agencikom za narzędzia!
Klockowi, za... sprzedanie... Gino... pedałów...


H!
Niedzielne senne popołudnie...
Wracam sobie spokojnie (lans pełna gębą)
U Gino wśród przeglądania VWgratów ucinamy sobie pogawędkę, zamieniamy z powrotem na bryki...
Wsiadam do Stefanka, pakuję manele, już mam ruszać i pierwsza "wpadka"...
Przyłapałem się na tym, że po kilku dniach jazdy automatem chcę wrzucać
biegi na odwrót...
Gęba się śmieję, Gino też ma ze mnie polewkę, ale zapinam (poprawną)
jedynkę, żegnamy się i ruszam...
Kilkanaście metrów dalej zapinam (ha! też poprawną) dwójkę i... łup!
Stoję...
Pedał w podłodze... myślę, że pewnie linka trzasła, ale...
Nie było wcześniejszych objawów, że się urywa, i to mnie trochę
zaniepokoiło...
Nic to wymiana linki, to nie jest trudna sprawa, choć słonko grzeje a ja po
weselichu świeży nie jestem...
Trudno do roboty!
Na szczęście mam w zwyczaju wozić różne "przydaśki" w skrzynce, to i linki (powinny być) w kpl...
Tyle, że... skrzynkę zostawiłem doma (jakieś 30 kilo dalej)... ;D
Hmm.... Gino ma pełno gratów, więc zagaduję, ale... akurat... nie ma...
Hmm... kontakt do Vegetków co niedaleko byli na niedzielnym obiadku u
rodziców, ale... nie mają.
Pada propozycja, że mnie zaholują (ale wstyd!!!) za nic w świecie, nie chcę
się "pokazać" sąsiadom, ale trudno, nie ma wyjścia. Mam czekać 30 minut i "śmigać"...
Dla zabicia czasu, bo Gino pomknął z dzieciakami w "miasto" ślę sms do
Agencików, że wracam po ich weselichu na krawacie...
I zaraz telefon, "mamy linkę i akurat jesteśmy w Radości". WOW! Szczęście w nieszczęściu! ;D
Za kilkanaście minut linka została dostarczona, skrzynka z narzędziami
pożyczona i do dzieła.
W tym samym zasie przyjeżdżają Vegetki, ale już hol odwołuję i walczę
dalej...
Odkręcam motylka z linki, chcę ją wyjąć i... du...pa linka jest cała!!!
Kur...a padły łapki sprzęgła, pomyśleliśmy a to du...pa po całości...
Nic to wyjmuję pedały, bo wszyscy stawiali, że zsunęła się linka z ucha, ale ja mam patent na zawleczkę z drutu i jest to praktycznie niemożliwe...
Ale...
Wykręcam i... linki niet... a ucha w pedałach... też niet... Urwało się a
linka z pędu wbiła w tunel!
Uff... łapki sprzęgła całe, ale... skąd teraz wziąc pedały...???
Zrezygnowany pytam znajomków, ale nikt nie ma, ślę do Gino i... jarzy się
światełko w tunelu - "mam"!!! WOW!!!
Czekam na powrót Gino który mówi... "a teraz dopiero się zdziwisz" i wraca za chwilę z piwnicy niosąc... paczkę...
Rozpakowuję a tam... kupione kilka miechów temu na allegro piękne pedały!
Patrzę na nadawcę i... kojarzę adres... To adres... kumpla - Klocka z Gdańska, który właśnie te pedały opchnął Ginowi kilka miechów nazad.
Montuję wsio z małymi poprawkami, jak to w Garbie, zwłaszcza z wyszarpaniem wbitej linki w tunel, ale dało radę, by w końcu znów z uśmiechnetą gęba wracać doma...
Jak tu nie wierzyć w dusze Garbola, który jak już musi "przysiąść" to robi,
to w tak ujmujący i sprzyjający mimo wszystko losowi sposób...
P.S. Wiem, że można Garbem jechać bez sprzęgła, ale po pierwsze nigdy tego się dobrze nie naumiałem a poza tym miałem spory kawał do przejechania miastem i z nieprzełączonym z wachy silnikiem na której mi szwankują wolne obroty wolałem już nie ryzykować.
Dziękuję:
Ginowi za całokształt i... wodę i... pedalską niedzielę!
Vegetkom za błyskawiczną chęć pomocy!
Agencikom za narzędzia!
Klockowi, za... sprzedanie... Gino... pedałów...
(Po)zdrówka!falco
NiP-Nieodpowiedzialni i Przypadkowi
NiP-Nieodpowiedzialni i Przypadkowi
