Wiesz,nie był moim idolem,bo na to jestem za stary,więc łez nie ronię;-)ale... szkoda...nastroj mam refleksyjny...zmarł utalentowany facet,o którym mało kto pamięta....miał 53 lata, od 80 roku przebywal za granicą, a od 88 w NY,gdzie utrzymywał się z grania na gitarze na ulicach,w metrze itp...WPolsce bywał dłużej lub krócej,okazjonalnie/WW niedzielę odbedzie sie jakimś klubie w wawie wieczór poświęcony Jego pamieci...tacy polscy muzycy jak Staszewski,Brylewski czy Lipiński lub folkowi/wiesław orłowski.Maciej pietracho-z grupy jak wolność to wolność-niegdyś z nnim grywali/darzyli
go wielkim szacunkiem....Wielokrotnie wspominali w wywaiadach,jak słuchali jego songów granych w warszawskich przejściach podziemnych pod koniec lat 70tych....pisał ciekawe literacko teksty,grał raczej liryczne kawałki w stylu Dylana,zagrał dwa czadowe koncerty,które wspomina się od 30 tu lat i uwaza się za początek pankroka w polsce...piesniarz,literat-człowiek drogi....trochę poeta,trochę muzyk-wrażliwa dusza...Nie był jakimś rozwydrzonym ,skretyniałym rokmanem...można o nim poczytać na wszystkichpolskich stronkach pankowych w necie...chyba nie miał lekkiego zycia,więc niech odpoczywa w pokoju...
P.S.A Cobaina ceniłem i lubiłem,szkoda,że stał się ofiarą własnej wrazliwości i nałogu...