H!
postaram się uściślić rzuconą garść porad, żeby były czytelne dla początkującego Garbusiarza, ale nie tylko...
1. Zasypywany śniegiem, może stać i stać...
Owszem w miejscach korozji proces będzie postępował, ale na pewno nie jest to tak szkodliwe (bezporówania
mniej szkodliwe), niż jazda po zasolonej drodze i co najgorsze późniejsze zostawienia na długi postój bez zmycia soli.
Niezapomnę koszmarnego widoku Stefanka, kiedy przeholowałem go kilka lat temu w styczniu (w sumie niezła pogoda, czarne drogi, dawno bez opadów śniegu) z Janek do Rembertowa, myśląc, że na drodze nie ma już soli, więc pozostawiłem bez mycia do... maja. Gdy wiosną otworzyłem garaż, myślałem, że się zapłaczę...
Sól
d o s ł o w n i e zżarła, co tylko mogła, chromy przestały istnieć, nawet na niemieckich (!!!) zderzakach pojawiła się ruda wredota a podszybie, progi, podłoga miały koszmarne miejsca korozji, którą sól błyskawicznie przyśpieszyła "wyciągając" na zewnątrz...
Tak więc, jeśli tylko jest to możliwe, to należy ją zmywać z auta, a także płucząc spód!
Dla porównania gdy Stefanek stał ponad dwa lata(!!!) pod chmurką, nie ruszany, ba! nawet w tym czasie nie myty, nic się nie stało!!! Owszem lakier troszkę przyblakł, ale wystarczyło dokładne mycie i ręczne woskowanie (polecam pastę TEMPO) i znów błyszczał jak za dawnych, dobrych czasów.
Owszem ma też znaczenia jakość lakieru (ja mam DuPoint).
2. Nawoskowanie
bardzo pomaga, ale miejsca korozji dobrze jest samemu (najlepiej u lakiernika - kompleksowo - ale wiemy jak jest) zabezpieczyć...
- odrdzewić (np. pędzelkiem - odrdzewiaczem), ewentualnie przetrzeć delikatnym papierem lub większe miejsca korozji usunąć np. odpowiednią szpachelką,
- odtłuścić (np. pędzelkiem - benzyną ekstrakcyjną),
- zamalować (np. pędzelkiem - farbą antykorozyjną).
Tak zabezpieczony, choć "piegowaty" Garbusek będzie mógł spokojnie przetrwać najgorszy solny czas.
3. Odpalanie przy długich postojach powinno wyglądać w ten sposób, żeby choć raz na kilka tygodni zapalić silnik i pojechać na przejażdżkę, choćby kilkunastu minutową, żeby silnik się w miarę nagrzał, olej krążył po całości a poszczególne elementy popracowały, smarując się jednoczesnie. Samo odpalania na chwilę, na postoju jest bardzo złym rozwiązaniem, bo w momencie odpalenia zużycie silnika jest porównywalne do przebiegu kilkuset (lub kilkudziesięciu - nie pomnę - km).
Do tego w cięższych warunkach zimowych (zalecana, wcześniejsza zmiana oleju, nawet jak nie będziemy jeździć z letniego 20w/50 na 15w 40 lub syntetyk
tylko do _nowo_kompleksowo_wyremontowanych_silników) krótkie odpalanie powoduje znacznie szybsze zużycie.
P.S. Odpalanie Garbusa zimą, nawet przy bardzo niskich temperaturach nie stanowi żadnego problemu (oczywiście przy założeniu, że wszystko jest sprawne) ze względu na duże koło zamachowe i łatwość zaskoczenia silnika już po min. ilości obrotu wału, dlatego tak łatwo zapalić Garba z pychu.