Kiedy bylo najwiecej zlotow? Na przelomie lat 90 i 00. Jesli nie pamietasz, spojrz sobie w kalendarze z poczatku dekady. Sztum (jeszcze wtedy fajny) pod 500 Garbow, Poznan 300, Wroclaw podobnie, do tego w Krakowie tez cos bylo, do Lachy przyjezdzalo od 200 zalog, byly juz wtedy Garby, tez duzo wieksze niz opozniej i inne, mniejsze zloty, gdzie sie gromadzilo kolo setki. Generalnie miejsca kalendarzu trzeba bylo zaklepywac duzo wczesniej i tak bylo za duzo imprez zeby uniknac dubli. Teraz? Sam zobacz ze sa jeszcze puste miejsca w sierpniu.
Jesli chodzi o zloty vs spotkania to nie wiem co sie burzysz - podzial miedzy zlotem a spotkaniem kiedys byl - zloty byly wieksze i bardziej oficjalnie zorganizowane, spotkania byly mniejsze i uczestnicy musieli sami troszczyc sie o duza czesc atrakcji. Sek w tym ze teraz "zlotem" nazwiesz cos na 30 samochodow, organizowane u kogos na dzialce. Niezaleznie od tego jak fajna by byla atmosfera, to nie jest zlot, a spotkanie i wliczanie czegos takiego w poczet zlotow zeby pokazac ze ciagle jest ich duzo to oszukiwanie sie.
Co do zlotow na wschodzie, to tu sie malo dzieje teraz i tak bylo zawsze. Prawie wszystkie zloty dzialy sie na zachod od Wisly, a w Warszawie byl jeden i to nie za duzy. Mieszkajac w Warszawie zawsze musiales duzo jezdzic i nigdy nie miales pieciu imprez w sezonie w promieniu 100 km od domu, tylko jedna. O tych co zyja dalej na wschod nie wspomne.
Ludzie sie nie zmieniaja tak jak kiedys. Sa Ci, ktorzy siedza w tym od lat i sie nie wykruszyli (bo wielu odeszlo). Pojawiaja sie i znikaja nowe twarze, ale nie tyle zeby zapewnic wymiane pokolen.
Rozejrzyj sie wokol siebie - mniej Garbusow, mniej ludzi i mniej zlotow. To fakt. I to sie bedzie poglebiac, bo musi.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.