Choczewo to zlot specyficzny. Pierwszą cechą go wyróżniająca jest to, że
organizowany jest latem nad morzem. Wiele osób wpisuje go w swój wyjazd
urlopowy, albo traktuje jako pretekst do wypadu nad Bałtyk, zostając na
miejscu dłużej. Drugą specyficzną cechą jest to, że zlot ten powstaje
przy wsparciu miejscowej gminy, która wykorzystuje go do swojej promocji
i organizuje zawsze przy okazji zlotu festyn. Tu słowo wyjaśnienia.
Słowo "festyn" jest używane współcześnie jako pejoratywny epitet. Tu
jest inaczej. Trudno nazwać imprezę gminy Choczewo "festyniarską" czy
"wiejską" bo jest to 100 procentowy, w pełnym tego słowa znaczeniu,
bezpretensjonalny wiejski festyn. I tyle. W sobotę tuż przy zlocie można
kupić watę cukrową na patyku, balonik, wiatraczek, ustrzelić pluszaka na
oszukanej strzelnicy, zjeść grochówkę. Widać, że impreza jest bardziej
świętem miejscowych, a nie turystów, którzy w tym czasie raczej smażą
się na plaży albo siedzą w pizzerii w Łebie. Tu można spotkać raczej
ubranych na galowo gminnych notabli, strażaków, leśników i lokalnych
myśliwych, wystrojone gospodynie itd. Paradoksalnie atmosfera jest
całkiem niekomercyjna i autentyczna - prawdziwy, wiejski, nieskansenowy
folklor. Do tego można zostawiać otwarte namioty i buty przed nimi, a to
już coś. Musze przyznać, ze zatykając uszy na graną tam muzykę (na
szczęście w piątek są koncerty dla garbusiarzy) - mam do tego festynu
słabość.
Streszczając tegoroczny zlot:
Postanowiliśmy wziąć w piątek wolne i wyjechać w czwartek po pracy,
spokojniejszą trasą przez Brodnicę i Grudziądz. To pozwoliło nam mieć
cały piątek dla siebie, no i uniknąć szalejących na południu burz.
Piątek poświęciliśmy głównie na plażowanie a potem biwakowanie połączone
z witaniem przybywających stopniowo znajomych i oglądaniem kolejnych
samochodów, spośród których, niektóre były bardzo ciekawe. Wieczorem,
jak wspomniałem wcześniej, odbyły się koncerty muzyki strawnej dla
przeciętnego garbusiarza.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Sobota rozpoczęła się o 12tej paradą poprzez okolice (te okolice są
kolejnym atutem Choczewa) na plażę koło Lubiatowa. Tam mieliśmy trochę
czasu na surfowanie, po czym udaliśmy się na start rajdu turystycznego.
Rajd zakończył się na terenie zlotu, gdzie rozkręcał się już opisany we
wstępie festyn. W tym roku głównym tematem byli wąsaci leśnicy i drwale.
Gdy festyn zaczął przygasać, zaczęły się typowe dla Choczewa konkursy -
zakręcone biegi, slalomy i gwoździe. Wieczór skończył się dla nas
względnie wcześnie, bo ziąb zniechęcał raczej do nocnych wędrówek
Oczywiście nie dotyczyło to wszystkich.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
(wlasciciel budy z oszukana strzelnica nie przewidzial obecnosci Jaska Pogromcy. Oszukane pilki to dla niego pikus
)
Zdjęcie nie zachowało się
Niedziela to ogłoszenie wyników, rozdanie nagród i rozjazdy. Nam udało się
zając pierwsze, trzecie i czwarte (egzekwo z samym Jaśkiem Pogromcą) miejsce w rajdzie oraz drugie miejsce w damskim gwożdziu. Scooty i Renifer zdobyli nagrodę za swoją brawurową podróż - na zlot przyjechali z Rzeszowa najpierw
Ogórkiem, potem kupionym po drodze Garbusem. Sęk w tym, że Garbus został
kupiony w częściach, w stanie "nie-skończony-remont", poskładany u
sprzedającego na druty, a na zlocie powzmacniany trytytkami. Oczywiście
dzielnym podróżnikom w niczym to nie przeszkadzało.
Zlot po raz kolejny uznaję za udany. Pogoda była jak to nad Bałtykiem -
zmienna. Trochę deszczu, trochę zimna, ale z morza udało się skorzystać.
Do zobaczenia za rok, mam nadzieję.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Pelna ralacja i galeria juz niedlugo na stronie glownej.
organizowany jest latem nad morzem. Wiele osób wpisuje go w swój wyjazd
urlopowy, albo traktuje jako pretekst do wypadu nad Bałtyk, zostając na
miejscu dłużej. Drugą specyficzną cechą jest to, że zlot ten powstaje
przy wsparciu miejscowej gminy, która wykorzystuje go do swojej promocji
i organizuje zawsze przy okazji zlotu festyn. Tu słowo wyjaśnienia.
Słowo "festyn" jest używane współcześnie jako pejoratywny epitet. Tu
jest inaczej. Trudno nazwać imprezę gminy Choczewo "festyniarską" czy
"wiejską" bo jest to 100 procentowy, w pełnym tego słowa znaczeniu,
bezpretensjonalny wiejski festyn. I tyle. W sobotę tuż przy zlocie można
kupić watę cukrową na patyku, balonik, wiatraczek, ustrzelić pluszaka na
oszukanej strzelnicy, zjeść grochówkę. Widać, że impreza jest bardziej
świętem miejscowych, a nie turystów, którzy w tym czasie raczej smażą
się na plaży albo siedzą w pizzerii w Łebie. Tu można spotkać raczej
ubranych na galowo gminnych notabli, strażaków, leśników i lokalnych
myśliwych, wystrojone gospodynie itd. Paradoksalnie atmosfera jest
całkiem niekomercyjna i autentyczna - prawdziwy, wiejski, nieskansenowy
folklor. Do tego można zostawiać otwarte namioty i buty przed nimi, a to
już coś. Musze przyznać, ze zatykając uszy na graną tam muzykę (na
szczęście w piątek są koncerty dla garbusiarzy) - mam do tego festynu
słabość.
Streszczając tegoroczny zlot:
Postanowiliśmy wziąć w piątek wolne i wyjechać w czwartek po pracy,
spokojniejszą trasą przez Brodnicę i Grudziądz. To pozwoliło nam mieć
cały piątek dla siebie, no i uniknąć szalejących na południu burz.
Piątek poświęciliśmy głównie na plażowanie a potem biwakowanie połączone
z witaniem przybywających stopniowo znajomych i oglądaniem kolejnych
samochodów, spośród których, niektóre były bardzo ciekawe. Wieczorem,
jak wspomniałem wcześniej, odbyły się koncerty muzyki strawnej dla
przeciętnego garbusiarza.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Sobota rozpoczęła się o 12tej paradą poprzez okolice (te okolice są
kolejnym atutem Choczewa) na plażę koło Lubiatowa. Tam mieliśmy trochę
czasu na surfowanie, po czym udaliśmy się na start rajdu turystycznego.
Rajd zakończył się na terenie zlotu, gdzie rozkręcał się już opisany we
wstępie festyn. W tym roku głównym tematem byli wąsaci leśnicy i drwale.
Gdy festyn zaczął przygasać, zaczęły się typowe dla Choczewa konkursy -
zakręcone biegi, slalomy i gwoździe. Wieczór skończył się dla nas
względnie wcześnie, bo ziąb zniechęcał raczej do nocnych wędrówek
Oczywiście nie dotyczyło to wszystkich.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
(wlasciciel budy z oszukana strzelnica nie przewidzial obecnosci Jaska Pogromcy. Oszukane pilki to dla niego pikus
Zdjęcie nie zachowało się
Niedziela to ogłoszenie wyników, rozdanie nagród i rozjazdy. Nam udało się
zając pierwsze, trzecie i czwarte (egzekwo z samym Jaśkiem Pogromcą) miejsce w rajdzie oraz drugie miejsce w damskim gwożdziu. Scooty i Renifer zdobyli nagrodę za swoją brawurową podróż - na zlot przyjechali z Rzeszowa najpierw
Ogórkiem, potem kupionym po drodze Garbusem. Sęk w tym, że Garbus został
kupiony w częściach, w stanie "nie-skończony-remont", poskładany u
sprzedającego na druty, a na zlocie powzmacniany trytytkami. Oczywiście
dzielnym podróżnikom w niczym to nie przeszkadzało.
Zlot po raz kolejny uznaję za udany. Pogoda była jak to nad Bałtykiem -
zmienna. Trochę deszczu, trochę zimna, ale z morza udało się skorzystać.
Do zobaczenia za rok, mam nadzieję.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Pelna ralacja i galeria juz niedlugo na stronie glownej.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.
i ma na to trzy certyfikaty.
to VIII Zlot w Choczewie zapowiadamy na 23-25 lipca 2010 r.