Normalnie kilka razy w tygodniu jeżdżę do pracy i po mieście garbusem. Już się w firmie przyzwyczailil i nie wydziwiają. A i tak mam więcej chromów niż Mercedes AMG i Volvo szefów
No i w końcu tylko na bagażniku dachowym garba mogę przewieźć drewniane płotki, słupki i inne takie długaśne rzeczy do wykańczania ogródka.
Myślę, że o to chodzi, żeby ludziom pokazać, że stare auto to niekoniecznie niebezpieczny szmelc i rdza, tylko normalne ( w zasadzie) sprawne samochody.
I że to niektórym się w głowach poprzestawiało, bo kilkanascie lat temu pieścili swoje maluchy i duże fiaty, a teraz co kilka lat muszą zmieniać samochody, które spłacają przez kolejne kilka lat. Do czasu kupna nowego modelu, chociaż na sprzedaży starego stracę 60% wydanej kasy.