Ludzie, nie mieszajcie w tym temacie listów z Nigerii, Iraku i innych tego typu propozycji. Od czasu do czasu coś sprzedaję w internecie i prawie zawsze dostaję super propozycję finalizacji transakcji pod warunkiem podania numeru konta ( a w kolejnym mailu PINów i innych danych) na które maja wpłynąć pieniądze od prawnika z Nigerii albo sierżanta z Iraku.
Nawet na fejsbuku zgłosił się rzekomy prawnik z Konga, który mnie poinformował, ze w jego depozycie jest 3,5 mln$ należnego mi spadku, a pieniadze te wyśle mi jak tylko podam numer konta itd.
Trzeba być upośledzonym, aby nie odrózniać takich prób wyłudzenia danych osobowych od zwykłych odpowiedzi na ofertę zawarcia transakcji przez internet.
Według prawa cywilnego nie istnieje potrzeba zawierania umowy sprzedaży rzeczy ruchomych w formie pisemnej. Inna sprawa, że brak takiej umowy stwarza problemy z wyrejestrowaniem auta w Wydziale Komunkacji i ubezpieczalni. Ale to są kwestie wtórne i do opanowania.
To co pisze Doniecki jest po prostu bajecznie proste. Pay pal i inne podobne systemy całkowicie zabezpieczają interesy obydwu stron umowy. I nie dziwi mnie to, że kupujący nie chce obejrzeć auta, tylko zapłacic za przewóz przed swoją chałupę. Przeciez na tej zasadzie sprowadza się stare i całkiem nowe auta ze Stanów i z Kanady. Nie sądzę, aby każdy polski nabywca Audi Q7, czy innej wielgaśnej limuzyny jechał do USA osobiscie wybierać auto w autokomisie.
