Niestety, z tym "genialnym" sposobem wyjaśniania Urzędowi Skarbowemu ekstra dochodów przychodami z prostytuowania się, to nie jest tak łatwo. Ze złośliwego ustawowego założenia to podatnik ma udowodnić skąd uzyskał przychody. Jest więc z założenia podejrzany o uzyskiwanie lewych dochodów. Musi wykazać, że dochody uzyskał legalnie. Jęli urzędnika nie przekona - grozi mu owa gilotyna w postaci owego 75% podatku od przychodów z nieujawnionych źródeł. Co do ewentualnych dowodów - wszystko zależy wyłącznie od swobodnej (czytaj "dowolnej") oceny dowodów przedstawianych w takiej sytuacji przez podatnika.
Rozsądnie myślacy podatnik powinien zgłosić się sam do Urzędu z podaniem o opodatkowanie dochodów, które wkrótce będzie uzyskiwać z prostytucji, bo na razie robi to i owo za darmo, ale za jakiś czas będzie to chyba jego stałe źródło dochodów. Urząd prawdopodobnie wyśle go na drzewo, gdyż faktycznie taka działalność jest legalna, ale nie jest opodatkowana. Jednak wzorowy podatnik uzyska w ten sposób potwierdzenie, że jego źródło utrzymania nie jest źródłem nieujawnionym.
Jeszcze bardziej upierdliwy podatnik może zwrócić się do własiwej Izby Skarbowej z podaniem o wydanie decyzji w sprawie interpretacji przepisów podatkowych (to znaczy nieopodatkowania usług seksualnych świadczonych osobiście). Jeśli uzyska glejt z korzystną interpretacją jego sytuacji podatkowej - będzie to święte i praktycznie niewzruszalne.
Skończyło się natomiast tłumaczenie, że fortuna została wygrana w pokera w pociągu z przypadkowymi graczami. Poker (na pieniądze) jest od czasu wprowadzenia debilnej ustawy antyhazardowej faktycznie zakazany, bo został uznany za grę losową. Jest to durnota absolutna, gdyż zgodnie z nią krajowe, czy też światowe zawody pokera sportowego mają za zadanie wyłonienie tego zawodnika, która przypadkowo ma najwięcej szczęścia. Co myślą na ten temat zawodnicy i sędziowie pokera sportowego - nie wypada pisać.
Znalezienie na działce Bursztynowej Komnaty albo Złota Wrocławia, też nie da - według polskiego prawa - nawet uprawnienia do żądania tzw znaleźnego w wysokości 10%. zdarzały się dyplomy od ministra kultury, zegarek na rękę i zdjęcie w gazecie i g... więcej. No chyba, że poszukiwacz zaliczy serię przesłuchań i rewizji w mieszkaniu. Co dotknęło wielu poszukiwaczy skarbów. (Samo poszukiwanie skarbów bez zgody własciciela terenu też jest nielegalne.)
Gdyby natomiast któryś z Was dokopał się na swej działce do ropy naftowej albo i gazu łupkowego - to niech to szybko zasypie i zasadzi rzodkiewkę, bo te złoża i tak należą z zasady do naszego pazernego Państwa...
Powyższe refleksje naszły mnie przy wypełnianiu PITa za ubiegły rok
