ADI napisał(a):qubek napisał(a):Felek napisał(a):Rozmawiałem na temat emerytur z jednym ze swoich pracowników. Mówię do niego: syn twój jedynak już 5 rok pracuje w Irlandii, wracać nie planuje. Kto zapracuje na twoją i twojej żony emeryturę? A On mi na to: pracowałem na nią sam, 23 lata w poprzednim ustroju, w zakładach pracy, które odprowadzały składki... Naiwne? Moim zdaniem tak. Tylko, że rzeczywiście On pracował i składki miał odprowadzane. Dlatego błogosławieni ci, którym zostało do emerytury 2-3-5 lat, więcej ten system nie pociągnie.
Zastanawiam sie po co przytaczasz jako glos w dyskusji opinie twojego pracownika, skoro ten czlowiek nawet nie zadal sobie trudu sprawdzic, jak system emerytalny dziala? Bo mylisz sie mowiac ze jego opinia wynika z naiwnosci. Ona wynika z ignorancji. Z grubsza sens wypowiedzi twojego pracownika jest taki: "Mam w dupie skad sie biora pieniadze na emerytury, ja mam je dostac. Niech rząd da"
Owszem ten człowiek jest ignorantem w stosunku do systemu emerytalnego i ma do tego pełne prawo na zasadzie: " Płacę=wymagam".
To,aby system emerytalny działał i fundusze do niego wpłacane pozwalały zapewnić emeryturę jest właśne rolą rządzących tym Państwem,a nie naszą-podatników.Na nas nałożono obowiązek comiesięcznych wpłat do ZUS, więc mamy pełne prawo wymagać takiego zarządzania tymi środkami,aby miały szansę procentować na przyszłość w postaci wypłacanej co miesiąc emerytury. To,że najwyraźniej rząd nie będzie w stanie tego zapewnić poniekąd jest już inną sprawą...
Ja mowie ze nie ma sensu uzywac w dyskusji argumentow ludzi, ktorzy nie rozumieja tematu. Takie argumenty nic przeciez nie moga wniesc, ani pomoc znalezc dobre rozwiazanie. Ty piszesz, ze ludzie maja prawo do ignorancji - nie neguje tego, ale niech wtedy nie uczestnicza w dyskusji.
Druga kwestia ze rzadzacy panstwem sa naszymi przedstawicielami i ich pomysly sa wypadkowa naszych. Skoro ludzie wybieraja ignorancje, to niech sie nie dziwia, ze w rezultacie powstaja nietrafione, zle koncepcje.
ADI napisał(a):grzesieksiek napisał(a):Mam nadzieję ,że Tuskowi nie przyjdzie do głowy nowy błyskotliwy pomysł na miarę wybitnych osiągnięć męża stanu,aby kierowców po spożyciu kastrować chemicznie, pozbawić środków w OFE i ZUS i ostatecznie wypalać na czole znak.
Myślę,że te pomysły są znacznie lepsze od obecnej błyskotliwej idei obowiązkowego alkomatu. Przynajmniej służą ukaraniu winnych. Tymczasem obowiązkowy zakup alkomatu, nie tylko uderza w kieszeń wszystkich, a więc głównie niewinnych kierowców, to na dodatek wprowadza coś na kształt przyzwolenia do jazdy po alkoholu. Bo czemu innego miałby służyć taki alkomat niż sprawdzeniu czy po małym piwku mogę jeszcze pojechać, czy muszę "odczekać" pół godzinki...
I to jest to, co i mnie najbardziej wkurza w tej dyskusji. Nie uzywam alkomatow, bo alkomat to urzadzenie zawodne. Nawet jednak gdyby nie byl, to zasada jest prosta:
Pilem - nie jade. Alkomat to tylko usprawiedliwienie dla ludzi, ktorzy kombinuja ze "po 1 piwie to nie problem". Albo po dwoch. Albo po czterech, ale jadlem przeciesz kielbase i odczekalem ... i tak zacieraja sie roznice, a konczy sie to smutno. No chyba ze "szwagier zawsze po dwoch piwach jezdzi i nie mial wypadku".
Nie wiem po co komu alkomat, skoro kazdy przeciez wie czy pil alkohol, czy nie.