Witam
Wczoraj okręciło mnie garbusem na oblodzonym wiadukcie i postawiło tyłem do kierunku jazdy na chodniku. Na szczęście było po północy i nie maszerowali tamtędy żadni piesi. Wpadłem w poślizg przy prędkości może 35km/h zapewne tylko dlatego, ze tuż przede mną zaczął tańczyć na lodzie duży bus (postawiło go w pewnym momencie w poprzek jezdni a potem wbiło w barierkę oddzielającą pasy), zdjąłem wtedy nogę z gazu i poczułem się tak jak bym na lodowisku zaciągną ręczny. Wszystko działo się jak na zwolnionych obrotach zapewne z powodu małej prędkości, ale i tak napędziło mi niezłego stracha. Wygiąłem poza tym rant tylnej lewej felgi wskakując na krawężnik ale niezbyt poważnie, bo powietrze nie schodzi a koło nie bije.
Mam dwa pytania:
Po pierwsze jak się w takiej sytuacji zachować w garbusie, żeby wyprowadzić samochód z poślizgu? Dodam ze do tej pory nigdy nie jeździłem samochodem z napędem na tył, bez abs-u i systemu kontroli trakcji, jestem więc zapewne nieco upośledzonym kierowcą.
Po drugie czy przy takiej prędkości podczas wskakiwania na krawężnik mogło dojść do jakiś ukrytych uszkodzeń, nie objawiających się biciem koła a nie zauważalnych przy pobieżnej inspekcji z zewnątrz i czy można na owym kole zrobić kilka kilometrów skoro nic się dzieje.
Pozdrawiam
Zdrowo wystraszony garbusiarz (i od wczoraj stanowczy przeciwnik podróżowania po wiaduktach)
F.
Wczoraj okręciło mnie garbusem na oblodzonym wiadukcie i postawiło tyłem do kierunku jazdy na chodniku. Na szczęście było po północy i nie maszerowali tamtędy żadni piesi. Wpadłem w poślizg przy prędkości może 35km/h zapewne tylko dlatego, ze tuż przede mną zaczął tańczyć na lodzie duży bus (postawiło go w pewnym momencie w poprzek jezdni a potem wbiło w barierkę oddzielającą pasy), zdjąłem wtedy nogę z gazu i poczułem się tak jak bym na lodowisku zaciągną ręczny. Wszystko działo się jak na zwolnionych obrotach zapewne z powodu małej prędkości, ale i tak napędziło mi niezłego stracha. Wygiąłem poza tym rant tylnej lewej felgi wskakując na krawężnik ale niezbyt poważnie, bo powietrze nie schodzi a koło nie bije.
Mam dwa pytania:
Po pierwsze jak się w takiej sytuacji zachować w garbusie, żeby wyprowadzić samochód z poślizgu? Dodam ze do tej pory nigdy nie jeździłem samochodem z napędem na tył, bez abs-u i systemu kontroli trakcji, jestem więc zapewne nieco upośledzonym kierowcą.
Po drugie czy przy takiej prędkości podczas wskakiwania na krawężnik mogło dojść do jakiś ukrytych uszkodzeń, nie objawiających się biciem koła a nie zauważalnych przy pobieżnej inspekcji z zewnątrz i czy można na owym kole zrobić kilka kilometrów skoro nic się dzieje.
Pozdrawiam
Zdrowo wystraszony garbusiarz (i od wczoraj stanowczy przeciwnik podróżowania po wiaduktach)
F.

( Ćwiczył tam wiele lat temu mój tata ś.p. Moskiwczem dziadka