My też dziękujemy wszystkim za znakomitą zabawę. Mimo że byliśmy organizatorami również i dla nas 95% rzeczy na trasie było nowością

. Wiele odpowiedzi na przygotowane przez nas pytania zaskakiwało także i nas, ba, nawet w wielu przypadkach sami nie znaliśmy odpowiedzi wcześniej i nie wierzyliśmy nawet że komukolwiek uda się do nich dotrzeć. Ale udało się, bo startujące załogi okazały się lepsze od naszych przewidywań
Tak jak qubek napisał, trudno teraz streścić jakąś fotorelację, tyle tego wszystkiego było. Tak na prawdę to musielibyśmy przedstawić cztery fotorelacje, bo co drużyna to inne przygody.
Napiszę pokrótce co i jak wyszło tak od strony ogólnej.
W rajdzie wzięło udział osiem samochodów. Jeden Garbus dołączył się w trzecim dniu rajdu, czyli było dziewięć.
Ekipa "83 km/h", czyli Karo i qubek Buńkiem oraz Danon i Bożenka Skodą.
Ekipa nr 14, dwa Garby, czyli Mat i Oktawia z Gdyni z Jaśkiem z Bartoszyc
Ekipa "Warszawiaków", czyli Kazio i Witek Warszawą 200 z 1957 r. oraz Jasiek z Wrocławia Polskim Fiatem 125p z 1977 r.
Plus my organizatorzy dwoma Garbami.
Do mety w Bieszczadach dotarli wszyscy, chociaż było ciężko, bo dziennie do przejechania wyszło nawet i 400 km (drugiego dnia), a w między czasie jeszcze gdzieś trzeba zmieścić zwiedzanie i wykonywanie zadań.
Na naszej drodze były szersze i węższe drogi, każdy jechał jak chciał i jak widać na zdjęciach nie koniecznie były to głównej drogi. Widzieliśmy też wiele ciekawych miejsc i nie koniecznie w sposób sztampowy. O tym później.
Z ostatniej chwili mam informację, że niestety nasza Warszawka (której ekipa każdego dnia nagradzana była brawami za dotarcie na miejsce) po przejechaniu przez metę, przejechaniu 1000 km trasy, w okolicach Leska odmówiła posłuszeństwa Kaziowi i Witkowi. Awaria z aparatem zapłonowym podobno, a w związku z brakiem części zamiennych chłopaki właśnie w tej chwili wracają do domu autobusem i są w okolicach Tarnobrzega. Autko stoi w bezpiecznym miejscu w Tarnobrzegu, w tygodniu Kazio jedzie znowu do Leska, naprawi Warszawę i wróci nią do Warszawy...

Trzymajmy wszyscy kciuki...

Dla niewtajemniczonych dodam, że chłopaki w Warszawie mieli tylko trzy biegi... Ale Kazio mówił, że nie jest zniechęcony, bynajmniej, już się szykują z Witkiem na następny etap...
Trochę zdjęć niedługo, pisać by się jeszcze trochę dało... Ale może opisze się chwilę później...

Trzeba wrażenia ułożyć w głowie trochę.
Tymczasem wielkie podziękowania dla organizatorów Kas i Barzanta za wkład w organizację rajdu, a także dla wszystkich którzy przyczynili się lub w jakikolwiek inny sposób motywowali nas do wdrożenia w życie tego fajnego pomysłu
No i dzięki dla uczestników za wspólną zabawę!
