Maszynista - zawod ekstremalny

23 listopada 2007, 08:26
W morde

http://wiadomosci.onet.pl/1646259,11,item.html
"Super Express": 57-letni Sławomir Świątkowski ponad połowę swojego życia przepracował na kolei. Prowadząc pociągi, przejechał ponad milion kilometrów, był katem dla 12 samobójców i 3 ofiar wypadków.
- Droga hamowania pociągu to 300 do nawet 600 metrów, nie ma szans, żeby maszyna się zatrzymała, opowiada pan Sławek. - Włączam syrenę, staram się za wszelką cenę zahamować i odwracam głowę... Najgorsze jest to, że przez długi czas na pudle (czoło pociągu) widać odciśnięty ślad głowy człowieka. Jeździmy z nim, dopóki blacha nie zostanie wyklepana.

Takich jak on są tysiące, bo tylko kilkudziesięciu maszynistów w Polsce ma "czyste konto". Rekordzista ma na swoim koncie około 40 osób. Według oficjalnych statystyk prowadzonych przez Polskie Linie Kolejowe tylko w 2006 roku 25 Polaków rzuciło się pod nadjeżdżający pociąg; do końca października tego roku już 16.

I o ile historie ludzi decydujących się na tak desperacki krok są nagłaśniane, o tyle nikt nie zastanawia się nad tym, co czuje maszynista, który mimo woli wykonuje wolę samobójcy.

Wierzyc sie nie chce (i to nie tylko ze wzgledu na niewiarygodnosc zrodla).
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
23 listopada 2007, 09:05
qubek napisał(a):W morde

http://wiadomosci.onet.pl/1646259,11,item.html
"Super Express": 57-letni Sławomir Świątkowski ponad połowę swojego życia przepracował na kolei. Prowadząc pociągi, przejechał ponad milion kilometrów, był katem dla 12 samobójców i 3 ofiar wypadków.
- Droga hamowania pociągu to 300 do nawet 600 metrów, nie ma szans, żeby maszyna się zatrzymała, opowiada pan Sławek. - Włączam syrenę, staram się za wszelką cenę zahamować i odwracam głowę... Najgorsze jest to, że przez długi czas na pudle (czoło pociągu) widać odciśnięty ślad głowy człowieka. Jeździmy z nim, dopóki blacha nie zostanie wyklepana.

Takich jak on są tysiące, bo tylko kilkudziesięciu maszynistów w Polsce ma "czyste konto". Rekordzista ma na swoim koncie około 40 osób. Według oficjalnych statystyk prowadzonych przez Polskie Linie Kolejowe tylko w 2006 roku 25 Polaków rzuciło się pod nadjeżdżający pociąg; do końca października tego roku już 16.

I o ile historie ludzi decydujących się na tak desperacki krok są nagłaśniane, o tyle nikt nie zastanawia się nad tym, co czuje maszynista, który mimo woli wykonuje wolę samobójcy.

Wierzyc sie nie chce (i to nie tylko ze wzgledu na niewiarygodnosc zrodla).
To naprawdę przerażające.Gośc widzi co się zaraz stanie,ale nic nie może zrobic .
Nieznośna lekkość butów
23 listopada 2007, 09:24
Czytałem takie relacje także w innych tytułach, więc chyba prawda. To jak z korupcją :lol:
Każda zna kogoś, kto zna kogoś, kto skoczył pod pociąg.
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
23 listopada 2007, 10:30
Coz, mam kuzyna maszyniste. Chyba sie lapie do tych kilkudziesieciu.
Wprawdzie ma krotszy staz, bo jakies 15 lat ale jedyne co rozjechal to Poldka, ktory sie zepsul na przejezdzie niestrzezonym. Kierowca zdazyl uciec, chociaz On tego nie wiedzial dopoki sie nie zatrzymal i nie wysiadl. Faktem jest ze psychike to troche ora
23 listopada 2007, 12:57
Tak to prawda - mój sąsiad od ponad 10 lat prowadzi pociągi towarowe i czasem ekspresy - ma "na koncie" 2 śmiertelne zdarzenia - wypadek na przejeździe i samobójcę.
"My hovercraft is full of eels"
23 listopada 2007, 15:11
Najbardziej durny wypadek jaki znam:
na niestrzeżonym przejeździe kolejowym k. Granowa na trasie Poznań Zielona Góra duża wywrotka z piaskiem wjechała pod nadjeżdżający pociąg. Obydwie maszyny rozbite w drobiazgi. Maszynista się uratował, kierowca też. Natomiast piachu z wywrotki nasypało się do lokomotywy tyle, że zasypało (zadusiło) na śmierć przebywającego w kabinie kolejarza, który po pracy podwoził się do domu.

Zapiaszczoną lokomotywę oglądałem kilka dni po wypadku na własne oczy w ZNTK w Poznaniu.
23 listopada 2007, 15:13
Nadaje się do nagrody Darwina.
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
23 listopada 2007, 17:00
PYRUS napisał(a):Najbardziej durny wypadek jaki znam:
na niestrzeżonym przejeździe kolejowym k. Granowa na trasie Poznań Zielona Góra duża wywrotka z piaskiem wjechała pod nadjeżdżający pociąg. Obydwie maszyny rozbite w drobiazgi. Maszynista się uratował, kierowca też. Natomiast piachu z wywrotki nasypało się do lokomotywy tyle, że zasypało (zadusiło) na śmierć przebywającego w kabinie kolejarza, który po pracy podwoził się do domu.

Zapiaszczoną lokomotywę oglądałem kilka dni po wypadku na własne oczy w ZNTK w Poznaniu.

przeżył zderzenie a zasypał go piasek... :evil:
www.garbi.pl - Ogólnopolski Garbaty Portal
23 listopada 2007, 23:36
Kiedyś jechałem pociągiem jako pasażer i koleś rzucił sie pod lokomotywę. Pocią nagle hamuje w szczerym polu. Stoi. Pomału ludzie zniecierpliwieni wychodzą z pociągu i ktos oznajmia , że przejechano delikwenta. Dużo z niego nie zostało. Trochę strzępek ubrań zawieszonych pod składem. Trzeba było czekać jak pogotowie przyjedzie i oznajmi zgon poszkodowanego (serio taka procedura)
24 listopada 2007, 13:09
Nurek napisał(a): Trzeba było czekać jak pogotowie przyjedzie i oznajmi zgon poszkodowanego (serio taka procedura)

Nie no u nas w kraju prawo to jakaś PARANOJA!!!!!
www.garbi.pl - Ogólnopolski Garbaty Portal
24 listopada 2007, 13:28
Skąd, po prostu to kraj cudów i trzeba się upewnić, czy na pewno strzępek nie przeżył.
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
24 listopada 2007, 13:51
Kiedyś pod pociąg, którym wyjeżdżałem ze stacji Duszniki Zdrój rzuciła sie desperatka. Nawet przy tak małej prędkości pokroiło ja na kilka kawałków. Mimo, że wszystko było w obrębie stacji, a kawałki denatki były rozłożone tu i tam przy torach w dość sporej odległosci - procedura jak wyżej. Przesiadłem się do autobusu, bo sami kolejarze mówili, że pociąg ruszy najwczesniej za godzinę, dwie..

← Luźne dyskusje