czyje to??

16 grudnia 2007, 23:04
LUQU napisał(a):Ulatwie ci zadanie :D Jadac ul. Pileckiego w kierunku kabat skrecasz w lewo w ul. I. Gandhi i mniej wiecej w polowie drogi do nastepnego skrzyzowania patrz w lewo to go zobaczysz na parkingu.. Powodzenia

Misja spełniona :) Odnalazłem Garba i jestem z tego bardzo rad.
Wrażenia? Jak mówił Gino autko kompletnie wybebeszone łącznie z fotelami i kanapą. Została tylko kierownica ale sama 'rama'. Natomiast są zderzaki i to w dobrej kondycji, z tyłu otwory na galeryjkę. Myślę, że garb nie został doszczętnie zrabowany, tylko właściciel wymontował wszystko, by temu zapobiec i może kiedyś odbudować. W nocy przymrużony delikatnie śniegiem mimo braku wszelakiej galanterii i świateł, tudzież lamp prezentuje się dostojnie i w pełnej majestatu klasy. Musiał pięknie wyglądać sunąc bezdrożami w późnych latach 60'tych. Ech chciałoby się odratować....
MagnusMM
16 grudnia 2007, 23:52
renegat napisał(a):
jacekk napisał(a):Straszyć konserwatorem można, ale kota. Aby pojazd mógł być wpisany na listę dóbr kultury (nie zabytków) potrzebny jest wniosek lub zgoda właściciela.

Ale dziadzio o tym nie wie, ale na pewno wie że autko to zabytek (prawie). Co za różnica, postraszyć można, nic nie kosztuje, a nuż dziadziunio pęknie :wink:

Mam nadzieje, że nie mówiesz tego serio... Nie ma to jak pozbawić kogoś rzeczy, do której ma sentyment następnie ją wyremontować i sprzedać. Oczywiście za kupe euro :shock: To nie jest ratowanie zabytków i uświadamianie obywateli, to biznes. Ja oczywiście rozumiem prawa rynku i boom na stare aukta i inne takie ale żeby zabierać coś pod pretekstem ratowania? Gino ma racje, każdego można urobić, a jeśli naprawde komuś zalezy na aucie i będzie starał się o nie, rozmawiał z właścicielem bo chce je miec dla siebie, bo jest pasjonatem to powinno sie udać.
A co do zabawy w odkrywców... Mówimy o autach ale PYRUS pruszył kwestie dóbr materialnych i durnych przepisów... Studiuje archeologie i nie będe sie wypowiadał na temat tych złodziei, bo na tego typu zabytki wole patrzeć przez gablote :wink:
17 grudnia 2007, 07:38
1. Sprawa zasiedzenia była już szczegółowo opisywana. I nie powinna budzić emocji. Przepisy są jasne, procedura przećwiczona.

2. Sprawa własności "skarbów" i zabytków też jest jasno uregulowana w przepisach. Między innymi w ustawie, do której link jest wyżej.

3. Problemy zaczynają sie w praktyce. Czy Niemiec, który zakopał coś w piwnicy swego domu zrobił to po to, by wyzbyć się własności? A może po to, żeby zabezpieczyć swą własność, do której ma nadal prawo? Mimo, że granice się ciut zmieniły. Czy mienie np jakiejś tam armii innego panstwa celowo ukryte przestaje być włanoscią tego państwa albo jego następcy prawnego? Te kwestie są ciut bardziej skomplikowane i nie zasługują na nazwywanie je zwykłym złodziejstwem. :P

4. Spory pomiędzy archeologami a poszukiwaczami oraz liczne przykłady zaplanowanej i zrealizowanej bardzo dobrej współpracy amatorów z zawodowcami były przedmiotem wielu dyskusji i opisów. Polecam lekturę, bo temat jest niezykle obszerny.
17 grudnia 2007, 09:11
Ad.3
Granice Państw mają duże znaczenie i to właśnie w stosunku do nich obowiązuje dane prawo!!!
Jeżeli coś zostało zakopane (!) i nie jest nieruchomością to z mocy prawa (!) należy do Państwa na którego terenie się znajduje. Co najwyżej inaczej rozwiązana jest kwestia znaleźnego.
Czym róznią się złodzieje, z których jeden wywiózł dobra kultury za granicę od tego co zwinął Ci radio z samochodu? Według mnie niczym.
I jeden i drugi kierował się chciwością a nie zdrowym rozsądkiem.
17 grudnia 2007, 11:55
Felek napisał(a):
renegat napisał(a):
jacekk napisał(a):Straszyć konserwatorem można, ale kota. Aby pojazd mógł być wpisany na listę dóbr kultury (nie zabytków) potrzebny jest wniosek lub zgoda właściciela.

Ale dziadzio o tym nie wie, ale na pewno wie że autko to zabytek (prawie). Co za różnica, postraszyć można, nic nie kosztuje, a nuż dziadziunio pęknie :wink:

Mam nadzieje, że nie mówiesz tego serio... Nie ma to jak pozbawić kogoś rzeczy, do której ma sentyment następnie ją wyremontować i sprzedać. Oczywiście za kupe euro :shock: To nie jest ratowanie zabytków i uświadamianie obywateli, to biznes. Ja oczywiście rozumiem prawa rynku i boom na stare aukta i inne takie ale żeby zabierać coś pod pretekstem ratowania? Gino ma racje, każdego można urobić, a jeśli naprawde komuś zalezy na aucie i będzie starał się o nie, rozmawiał z właścicielem bo chce je miec dla siebie, bo jest pasjonatem to powinno sie udać.
A co do zabawy w odkrywców... Mówimy o autach ale PYRUS pruszył kwestie dóbr materialnych i durnych przepisów... Studiuje archeologie i nie będe sie wypowiadał na temat tych złodziei, bo na tego typu zabytki wole patrzeć przez gablote :wink:
A czy ja gdziekolwiek napisałem o remoncie i sprzedaży za grubą kasę :?: Jeżeli właściciel ma sentyment i daży autko uczuciem to Twoim zdaniem powinien pozwolić żeby go rdza zżarła, zamiast ratować, choćby przez sprzedaż komuś, kto odratuje ten samochód? Nie czytałeś uważnie -- jeżeli dziadek jest tak zatwardziały, woli żeby zgniło niż poszło w obce ręce, to postraszenie może coś zdziałać.
sex, bug and rock'n'roll
17 grudnia 2007, 11:59
Ale moze tez sprawic ze dziadek zaraz po twoim odejsciu wezmie lawete i szybko na zlom, albo sam za siekiere zlapie, bojac sie ze zeczywiscie zechcesz grozby zrealizowac i chcac Cie uprzedzic. Zalezy od sytuacji, niektorzy ludzie sa naprawde niezle popaprani.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
17 grudnia 2007, 12:52
Mówiąc o złodziejach miałem na myśli bezprawne przywłaszczanie sobie artefaktów archeologicznych. A, że wszystko co wykopane zgodnie z metodyką badań artefaktem jest to już problem poszukiwaczy skarbów. Żeby było jasne napisze starą znaną prawde: Są ludzie i taborety :)
Dlatego nie każdy łowca skarbów to złodziej. A dlaczego akurat użyłem słowa złodziej? Bo okrada wszystkich obywateli ten ktoś z możliwości podziawiania zabytku ruchomego, bo zabiera i sprzedaje dla swojej korzyści, bo wyrywając zabytek z kontekstu w jakim sie znajdował okrada badaczy z możliwości ustalenia wszystkich faktów. Zabytki zawsze są połączone z człowiekiem więzami historii, a to jest w tym najciekawsze :wink:
Pisałem tu już nie o samochodach i innych na 4 kołach, ale ogólnie o zabytkach :wink:
17 grudnia 2007, 13:01
qubek napisał(a):Ale moze tez sprawic ze dziadek zaraz po twoim odejsciu wezmie lawete i szybko na zlom, albo sam za siekiere zlapie, bojac sie ze zeczywiscie zechcesz grozby zrealizowac i chcac Cie uprzedzic. Zalezy od sytuacji, niektorzy ludzie sa naprawde niezle popaprani.
hehe, Kuba jak często :D dobrze mówi.
Jeden dziadek potnie inny na złom odda, a trzeci reześmieje Ci sie w twarz i powie: Panie za komuny nie ztakimi jak konserwator sie walczyło i wygrywało :D
A konsetwator jak to konserwa, wiecznie zajęty "poważnymi" sprawami.
17 grudnia 2007, 18:52
Tak jakoś przypadkiem włożyłem sobie kija w mrowisko. I dobrze!Temat zabytków i "zabytków" powraca i powracać będzie ze względu na durnowate prawo. Pamiętacie dyskusję o  teoretycznym zatrzymaniu na granicy "zabytkowych" garbów? Bo ja tak.Temat jest uboczny i na dłuższą dyskusję akurat nie przy tym wątku. Żeby było jasne - cieszę się z każdego uratowanego starocia, samochodu, obrazka i pocztówki. A zwłaszcza uratowanego garba. Lub nawet prawie uratowanergo, który dzięki czyjemuś zainteresowaniu ma szansę ożyć.Ale przy okazji  zwracam uwage na to, że obecna ustawa o zabytkach jest niejasna, nieprecyzyjna i daje administracji możliwość uznania za zabytek nieomal wszystkiego, co komu przyjdzie do głowy (przykład - długopis Wałęsy).Problem zasiedzenia też nie jest tak prosty, jak o tym się powszechnie sądzi. Zasiedzieć ruchomość można po trzech latach posiadania w dobrej wierze, którą trzeba udowodnić przed sądem. Natomiast nabycie własności rzeczy ruchomej posiadanej w złej wierze - jest z mocy prawa wykluczone.Podobnie jest z
17 grudnia 2007, 19:20
:shock: sorki coś mi się za szybko wysłało - więc ciąg dalszy mojego przesłania:

Podobnie jest z powszechnie rozumianym nabyciem przez Państwo własności tego, co jest zakopane w ziemi.
Chyba nie do końca: Każdy sobie intuicyjnie znajdzie odpowiedź na pytanie, czy przedmioty znalezione w grobach Polaków pomordowanych na terenie b. ZSRR należą do Rosji, czy do spadkobierców zamordowanych. Czy gdybym w obozie w Austrii znalazł pamiątki po moim dziadku, który tam zginął - musiałbym się zgodzić na ich pozostawienie w Austrii, czy może raczej mógłbym się domagać ich wydania mnie i pozostałym spakobiercom?

Na koniec: własności rzeczy ruchomej można się wyzbyć porzucając tę rzecz na śmietniku lub gdziekolwiek, np. zakopując. Ale tylko wtedy, gdy w ten sposób realizuje się świadomy zamiar wyzbycia własności.
Jeżeli jednak zakopuje się coś w skrytce, ale w celu ukrycia przed osobami niepowołanymi, czyni się to właśnie w celu zachowania własności przed sąsiadami, armią czerwoną albo komornikiem. Z zamiarem skorzystania ze swej własności w sprzyjajacych okolicznościach.

Akademicki przykład: pozostawienie wędki w krzakach nad jeziorem może oznaczać dwie sytuacje:
1/ miało na celu w celu pozbycia się sprzętu przez wk...nego wędkarza
2/ a może jednak miało na celu schowanie wędki do nastęnego wędkowania.

Nie jest to wszytsko tak proste, jak sie wydaje na pierwszy rzut oka. A niektóre procesy o ustalenie rzeczywistego właściciela ruchomości bywają też baaardzo długie i skomplikowane. Zwłaszcza, gdy chodzi o zabytki. Podobnie z nieruchomościami: Jakieś 10 lat temu udało mi się odzyskać dla Wielkopolskiego PCK własność budynku, który został dosłownie skradziony przez władze miasta i przygotowany był już do sprzedaży w prywatne ręce. Taka sobie ciekawostka dla ilustracji zasygnalizowanych kwestii
17 grudnia 2007, 20:24
Co do żołnierzy i pamiątek, znam jeden konkretny przykład.
Wykolpaliska ratunkowe na planowanej autostradzie, znaleziono 3ech (chyba) Niemieckich żołnierzy, zgineli od wybuchu, leżeli w leju. Jeden z nich posiadał nieśmiertelnik. Zkontaktowano sie z jakąś niemiecką fundacją, nie interesowały ich rzeczy żołnierzy tylko ich kości aby pochować je jakoś z szacunkiem. Przedmioty, światnie zakonserwowane przez rozkładające się ciała zostały w Polsce, a były naprawde ciekawe. Oprócz stanadrdowego wyposażenia pamiątki zapewne rodzinne.
18 grudnia 2007, 07:47
PYRUS, zaden z przytoczonych przypadkow nie wydaje mi sie absurdalny. Ani dlugopis walesy, ani zamiar wyzbycia sie wlasnosci. A to ze od rozstrzygniecia tego jaki ten zamiar byl sa sady, jest jak najbardziej normalne - od tego sluza zeby podobne kwestie rozpatrywac. Nie prowadzmy tylko dyskusji o ich wydajnosci w Polsce - jest jak jest, wszyscy wiemy.
A co do tego ze konserwator moze uznac za zabytek wiele rzeczy - gdyby to lezalo w gesti wlasciciela, to okazaloby sie ze nagle nie mamy zabytkow, wszystkie kamienice sa ruderami do wyburzenia pod bloki
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
18 grudnia 2007, 10:09
Witam,
Gratuluję znalazcy Garba i życzę powodzenia w negocjacjach z Właścicelem.


Dodając swoje trzy grosze chciałem tylko zwrócić uwagę, że nie wszystko jest tak klinicznie czyste, a poglądy w stylu: "co zakopane - to Skarbu Państwa" są nieco uproszczone. Co chyba mi się udało. :-D

A odszukanie Garba na ulicy - to może byc dopiero początek dłuuuugiej drogi do jego prawnego nabycia przez Znalazcę. W końcu ten Garbek stoi sobie na ulicy tak długo i w takim stanie nie bez konkretnej przyczyny. Jak mówi Ferdek K. - są sprawy o których się fizjologom nie śniło.

Jeszcze raz -powodzenia!
18 grudnia 2007, 19:35
ludziska nie mają serca stoi niszczeje ale nie sprzeda , przecież to cacko można uratować i cieszyć się że jeżdzi :?

← Luźne dyskusje