Michał2 napisał(a):Qubek,coś "nadinterpretujesz" moją wypowiedż.
Po prostu twoja wypowiedz daje olbrzymie pole do popisu w dziedzinie nadinterpretacji. Bardzo latwo odczytac ja "skrajniej" niz znajac Cie miales na mysli. A jako ze zyjemy w kraju ze znacznym procentem ludzi ktorym kazde wspomnienie o dziadowaniu w rodzaju zakladania uzywanych elementow ukladu hamulcowego uruchamia wrodzone i bardzo silne sklonnosci ku temu, uwazac trzeba bardzo
Michał2 napisał(a):Tarcza hamulcowa i klocki nie są "materiałem eksploatacyjnym" To części podlegające zużyciu
Tak, to sa czesci podlegajace zuzyciu, tak jak opona, a nie tak jak np klapa silnika albo wykladzina podlogowa. Czyli sa elementami eksploatacyjnymi dla mnie
Michał2 napisał(a):.To zużycie jak najbardziej da się ocenić i zweryfikować ,czy nadają się do dalszego używania czy już do wymiany. Za każdym razem gdy wymieniasz klocki wymieniasz również tarcze bez względu na stopień zużycia ?
Nie
Michał2 napisał(a):A po co jeśli wolno wiedzieć ? Klocki wymieniasz gdy ci się tylko przypomni ? Po konkretnym przebiegu ? czy może jak zetrą się i osiągną przewidzianą do wymiany grubość (a raczej ciękość:wink: )Wyjaśnij jakimi kryteriami się kierujesz decydując się lub nie na wymianę. Bo dla mnie jest to skuteczność hamulca i dane dotyczące dopuszczalnego zużycia w/w elementów. A jeżeli mam na półeczce używane klocki które są o 2-3 mm cieńsze od nowych, to czym grozi ich ponowne użycie ?
No i wlasnie tu jest odpowiedz na to twoje pytanie o tym ze zuzycie tych elementow mozna zmierzyc. Zalozenie troche cienszych od nowych a troche grubszych od starych klockow konczy sie tym, ze zaraz bedziesz je wymienial znowu, w porownaniu do zakladania nowych, ktore da Ci tysiace kilometrow spokoju. Mi tez sie nie przelewa, a w czasach studenckich bylo jeszcze gozej. Z tego tez wzgledu po prostu nie stac mnie na takie dziadowanie. Pomijam fakt ze dobieranie klockow z roznych kompletow tez jest chore - nie zmierzysz w zaden sposob ich wspolczynnika tarcia
Michał2 napisał(a):Też lubię wyjmować nowe rzeczy z kolorowych pudełeczek. Ale nie zawsze mnie stać i nie ukrywam że często zdarza mi się podpierać używkami. W hamulcach też. I jeżdże . I żyję. I chyba trochę dłużej od Ciebie.(I jeżdżę i żyję
)
Ja mieszkam na wsi i tam jest kiku pijaczkow co to cale zycie jezdza po pijaku, gratami takimi ze ja pewnie nie ujechal bym nimi kilometra. I tez zyja i tez dluzej ode mnie. Noł ofęs, nie chce Cie z nimi porownywac, ale pokazac tylko ze to zaden argument.
Michał2 napisał(a):Nie popadajmy w skrajności.Ani nowe nie jest super z racji że nowe(choć powinno)ani używane do d.. tylko dlatego że używane.
Hamulce (jak i cała reszta) mają być sprawne.A czy na częściach nowych czy używanych to już sprawa drugorzędna.
Nie, to nie jest kwestia drugorzedna. Jesli ktos zaklada nowe, to ma dzialac. Czasem sie zdaza (mialem tez takie przypadki) ze dziala zle, ale wtedy jest to wyrazne - zalozylem nowe, nie dziala, trzeba cos z tym zrobic, wymienic, zrobic awanture w sklepie itd. Poszukac przyczyny, zlikiwdowac ja i bedzie dzialac jak nowe.
Jesli zaczniesz kombinowac z uzywkami, to przechodzisz w strefe roznych odcienie szarosci. 'Troche sciaga, ale ogolnie jest ok, wiec zostawie, czego sie spodziewac po uzywkach". "Jest prawie dobrze, jak na uzywki moze byc". I takie tam. A potem Ci taki żul oszczedzajacy 50 zl na zestawie klockow kasuje samochod albo dzieciaka. Czesc ludzi potrafi wyczuc granice miedzy tym co jeszcze dobre a tym co juz nie. Ale wielu nie potrafi. Dlatego w dziedzinie hamulcow sa sztywne i jasne zasady. Tak samo jak jest okreslone ile opona ma miec bieznika i nie ma tlumaczenia ze jeszcze troche go zostalo i ze przeciez na tym mi calkiem dobrze sie jezdzi. Bo pelno ludzi jezdziloby na calkiem lysych. Nie zgodzisz sie?