Krew tryska spod kamieni

29 kwietnia 2008, 07:50
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,5164952.html
Skwerek Berek kontra nazewniczy patos

Przedszkolaki i uczniowie podstawówki zdecydowali: chcą, by plac zabaw na Grochowie nazywał się "skwerkiem Berkiem". Proszą o to radnych, a ci wyciągają własne pomysły np. plac Wiary albo Matki Polki

"Jordaniak" - tak mówią mieszkańcy Kinowej, Rozłuckiej i Turbinowej o ogrodzonym skwerze położonym wśród grochowskich bloków. Składa się z trawnika, kilku drzew i trzech zabawek do wspinania i chodzenia. W pobliżu są dwa przedszkola, kilka ulic dalej - podstawówka. - Zastanawialiśmy się, jak najlepiej nazwać ten placyk - opowiada Maciej Pawłowski, wiceprzewodniczący rady osiedla Grochów-Kinowa. Emeryci wybrali patos i zaproponowali "skwer im. gen. Stanisława Sosabowskiego", dowódcy polskich spadochroniarzy, którzy walczyli pod Arnhem. Inni podsunęli "skwer Rozłucka".

Rozwiązanie zaproponował Adam Grzegżółka, wiceburmistrz Pragi-Południe. - Poradził, żeby nazwę wymyśliły dzieci - mówi pan Maciej. Przedszkolaki z ul. Kinowej 10a, Chroszczewskiej 3/5 i uczniowie ze szkoły przy Międzyborskiej 70 podrzucili kilkadziesiąt radosnych nazw: "Słoneczne podwórko", "Skwer małych ludków", "Zaczarowany świat". Spośród nich wybrano osiem, w tym "skwerek Berek". To pomysł Kuby Chojnackiego z przedszkola przy Kinowej. - Błysnęło mi w głowie i wymyśliłem - powiedział nam wczoraj rezolutny sześciolatek.

Nazwanie skweru popiera lokalna społeczność. Od początku pomysłowi kibicuje też dzielnicowa gazeta "Mieszkaniec". Głosowanie nad nazwą odbyło się na początku marca. - Z zachowaniem wszelkich standardów: była urna, tajne głosowanie w podstawówce, a w przedszkolu przez podniesienie rąk - relacjonuje Maciej Pawłowski. Głosowanie wygrał "Skwerek Berek". Nazwa tak spodobała się burmistrzowi Pragi-Południe, że polecił kupić Kubie wielką ciężarówkę z klocków lego. Wczoraj rano chłopiec dostał ją razem z dyplomem. Obiecał, że samochodem będzie bawił się z Grzegorzem, bratem bliźniakiem.

- A my zaczęliśmy już działać. Wysłaliśmy pisma do burmistrza, rady dzielnicy i Rady Warszawy z prośbą o nadanie skwerkowi takiej właśnie nazwy. Pięknie umotywowane zasadami społeczeństwa obywatelskiego - podkreśla pan Maciej.

Jednak dziecięce marzenia mogą się zderzyć ze światem dorosłych. - Mamy wiele znaczących osób, które należy uhonorować, i deficyt wolnych miejsc - słyszymy od Marioli Rabczon (PO), przewodniczącej komisji nazewniczej w Radzie Warszawy. Ratusz ma "bank nazw" proponowanych przez prywatne osoby, stowarzyszenia, fundacje itp. Urzędnicy posiłkują się nim, gdy mają nadać nazwę nowym ulicom czy placom. W kolejce czekają setki propozycji. Wśród nich plac Kawalerii Narodowej, plac Wiary, plac Wyznań, al. Przykościelna, ulice Krwawnikowa, Łaskawa i Miedza, ulica Matki Polki czy słowackiego poety Pavola Orszagha Hviezdoslava. - Do tego dochodzą nazwy nadawane z powodu rocznic, tak jak przyszłe mokotowskie Rondo Jasienicy w setną rocznicę urodzin pisarza - przekonuje radna Rabczon.

Dlatego uważa, że "jordaniakowi" trudno będzie zamienić się w "skwerek Berek". - A ja się roześmiałam, kiedy przeczytałam pismo od rady osiedla. Piękna, lekka i zabawna nazwa - chwali Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca Rady Warszawy, w której zapadnie ostateczna decyzja.

- Jestem przeciw oficjalnemu nazywaniu każdego trawniczka - protestuje prof. Kwiryna Handke, przewodnicząca Zespołu Nazewnictwa Miejskiego. Tego samego, który w ostatnich latach pod presją kombatantów godził się, by dziesiątkom warszawskich skwerów patronowały oddziały, pododdziały, bataliony, pułki i dowódcy z czasów drugiej wojny światowej.

Maciej Pawłowski apeluje: - Dzieci przeszły lekcję demokracji, same głosowały nad nazwami skwerku. Uszanujmy ich wolę, choć nie pytały dorosłych, czy przypadkiem nie planują już innej nazwy dla ich placu zabaw.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

No i zyjemy w miescie w ktorym jedzie sie trasa armii miedzy rondem zeslancow a placem pomordowanych* (serio), a piwo saczy sie pod pomnikiem ofiar na skwerze masakry. Juz nie mowie o tym ze nazwy naturalne, miejscowe (Rondo Babka, ul. Stoleczna) juz dawno pozamieniali na bardziej patriotyczne.
W ten sposob uczymy mlodziez szacunku, nie?





*w nazewnictwie warszawskim slowa "zamordowanych", "zabitych" itd zostalo calkowicie wyparte przez tego potworka".
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
29 kwietnia 2008, 08:01
skwerek berka skojazył się radnym z Berkiem Joselewiczem,postać niby pozytywna ale mająca "nieodpowiednie" pochodzenie.
Patrz równiez Brzechwa i inni.
29 kwietnia 2008, 08:23
lepiej się umartwiać, nie? niż wymyślać jakieś pozytywne nazwy... Byłem tam ostatnio w ramach pracy środowiskowej i nazwanie tego miejsca czymkolwiek związanym z wojną, krwią, czy innym gównem mija się z celem...
Rustnfast

www.facebook.com/rustnfast
29 kwietnia 2008, 08:28
Ale Skwer Kawalerii Narodowej bylby niezlym kompromisem. Kombatantom by sie spodobal, mocherowym beretom i dzieciom tez, zwlaszcza jakby ustawic kilka konikow na sprezynie:

Zdjęcie nie zachowało się
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
29 kwietnia 2008, 12:19
http://www.nie.com.pl/art7306.htm

Przez tyle lat było rondo Babka :x Niech jeszcze zlikwidują rondo Żaba, bo jeszcze kilku dziadków czeka na jakąś ulicę.
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
18 listopada 2008, 09:50
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,5958…zy_KL_Warschau_.html
Nowa nazwa dla skrzyżowania przy ul. Kasprzaka i al. Prymasa Tysiąclecia ma rozstrzygnąć się na dzisiejszej sesji wolskiej rady. Michał Kubiak (PO), szef dzielnicowej komisji oświaty i kultury, zaproponował "rondo Wolnego Tybetu". - Możemy liczyć na głosy kolegów z klubu lewicy - mówi burmistrz Woli Marek Andruk (PO). - Nie wiadomo, jak zachowa się PiS. Z ich strony słychać propozycje, by to rondo nazwać na cześć ludzi pomordowanych w Konzentrationslager Warschau.
(...)
Z tego co wiem, nazwa rondo KL-Warschau na Woli była już rozważana i upadła. Po jej przetłumaczeniu, a to jest obowiązkowe, mielibyśmy rondo Obozu Koncentracyjnego "Warszawa" - mówi Michał Kubiak.
(...)
Jan Nowak, szef klubu PiS w wolskiej radzie. - Takie uchwały powinny być jednomyślnie. Wtedy wiadomo, że chce ich cały naród (...)

Przypominam ze to rondo byloby pomiedzy juz istniejacymi Rondem Zeslancow Syberyjskich i Rondem Ofiar Zbrotni Katynskiej. Na trasie Armii Krajowej/Prymasa Tysiaclecia jest jeszcze kilka skrzyzowan pomiedzy tymi 3 rondami ktore mozna by tez odpowiednio nazwac.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
18 listopada 2008, 11:11
A można inaczej? Inne miejscowości pokazują, że można.

Pomyślmy ekonomicznie... Czy więcej klientów znajdzie się na budynek przy ulicy VW Garbusa, Amidali, Pippi Pończoszanki czy poległych/pomordowanych/wywiezionych/męczenników/zesłanych/więzionych/katowanych?
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
19 listopada 2008, 08:27
rogacek napisał(a):we wrocku to samo

plac czerwony zmienili na solidarności a czerwony był i za księcia józefa, hitlera i stalina

t=To jak Stoleczna u nas. Ta nawet nie musiala sie kojazyc.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
3 czerwca 2009, 14:54
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6681…_Jana_Pawla_II_.html
Koparki firmy Pol-Aqua już co prawda wjechały na teren budowy kilkanaście dni wcześniej, ale dzisiaj dokonano oficjalnej inauguracji budowy mostu Północnego. Łopatę w ziemię wbijała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz. W inauguracji budowy udział wziął też między innymi minister infrastruktury Cezary Grabarczyk i przedstawiciele firmy Pol-Aqua. Prezydent Gronkiewicz Waltz zapowiedziała, że zwróci się do Rady Warszawy z propozycją nadania mostowi Północnemu nazwy most Jana Pawła II.

Stadion czeka w kolejce?
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
3 czerwca 2009, 17:12
hahaha, no wiecie, w Łodzi z lotniska o banalnej nazwie latwej do odczytania i wymowienia przez pilotow "Lublinek" Zrobili port lotniczy imienia Wladyslawa Reymonta. (bo Lublinek sie kojarzylo z Lublinem) whatever. W konsekwencji i tak wszyscy mowia Lublinek, i piloci tez, bo latwiej szybciej i wygodniej, a jak ktos z innego miasta przejezdza to sie zastanawia czy w Lodzi nowe lotnisko wybudowali bo na znakach jest PLiWR. :<
3 czerwca 2009, 18:18
Białystok , dwa lata temu. Był sobie teatr który od ZAWSZE nosił nazwę Teatru Dramatycznego im.Aleksandra Węgierki. Pisowcy dorwali się do stołeczka i stwierdzili , że teatr potrzebuje "bardziej" polskiego patrona. Bez uzgadniania z radą miejską , dyrektorem teatru , artystami i wreszcie mieszkańcami nazwa została zmieniona. Po pół roku i sporej fali " protestów" starego patrona przywrócono. O tym , że nikt na teatr w okresie pół rocznym nie mówił wg nowej nazwy nawet nie wspomnę i że chociaż nie ma żadnych dowodów na to że węgierko był agentem, to być nim musial. No bo na Bieruta też nie ma żadnych kwitów a wszyscy wiedzą że był agentem.


http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Węgierko
3 czerwca 2009, 21:30
Bywają jeszcze nieco bardziej kłopotliwe sytuacje:
50 metrów od poznańskiego pomnika Czerwca 56 wisi sobie na murach zamku mała tablica upamiętniająca śmierć ponad 20 strajkujących robotników. Ale strajkujących niesłusznie, bo przed wojną. Znaczy - strajkujących przeciwko Dobrej Sanacyjnej Władzy. Jakby zastrzeliła ich komunistyczna milicja, to byłaby wieeelka tablica albo i wieeelki pomnik. A tak władze mojego miasta (chyba one, no bo kto ? krasnali? Zajkowski ? ) zasłaniają czasami szmatą tablicę, żeby tamci polegli nie kłuli w oczy świętujących pamięć słusznie poległych w 1956r.

Rzygać się chce i tyle...

O rozbieraniu pomników nawet nie wspomnę nic więcej ponad to, że niszczenie śladów skomplikowanej, ale przecież własnej, historii to zbrodnia. Celuje w tym mój ulubiony wiceprezydencik mojego miasta, który coś nie lubi Świerczewskiego. A zwłaszcza jego pomnika, który stoi sobie na Osiedlu. Osiedlu dawniej Świerczewskiego, a obecnie Popiełuszki. A Popiełuszki ze Świerczewskiego cóś nie da się zrobić, chociaż był taki pomysł. No ale ww. wiceprezydent jeżdzi konno i czasami spada. Ostatnio było nawet jego zdjęcie w gazecie, jak dzielnie leży w szpitalu po kolejnym upadku. Więc pozostaje życzyć mu zdrowia fizycznego, a przede wszystkim psychicznego. :?
12 stycznia 2010, 11:28
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,74…erzy_Wykletych_.html
Niestrudzoną orędowniczką upamiętnienia poległych i walczących w niepodległościowym podziemiu po drugiej wojnie światowej jest wiceprzewodnicząca Rady Warszawy Olga Johann. To już trzeci rok ustalania, jak długi odcinek powinna zajmować ul. Żołnierzy Wyklętych. Wczoraj na posiedzeniu komisji nazewniczej radna Johann przekonywała w imieniu klubu PiS, że na pewno nie taki jak teraz. - To tylko 50 proc. tego, co było pierwotnie, a mogłoby być 90 proc. - oblicza.

Chodzi o to, że wiosną zeszłego roku radni przegłosowali, by w ul. Żołnierzy Wyklętych zamienił się końcowy fragment ul. Wrocławskiej - od Powstańców Śląskich do Piastów Śląskich. Wzbudziło to sprzeciw mieszkańców jedynego bloku, który musiałby z tego powodu zmienić adres. Po ogromnych kłótniach Rada Warszawy zgodziła się niedawno przywrócić tam Wrocławską, a ul. Żołnierzy Wyklętych znajduje się na jej przedłużeniu - od ul. Zachodzącego Słońca. Jednak według Olgi Johann mogłaby być o kilkaset metrów dłuższa i zaczynać się od ul. Pirenejskiej.

- To byłby nadal odcinek bezadresowy i nie wiem, kto by się miał teraz do tego przyczepić. Owszem, stała tam jakaś buda, w której mieszkali bezdomni, ale się spaliła i jest po kłopocie - stwierdziła wiceprzewodnicząca, której zależy, by jak najbardziej przybliżyć ul. Żołnierzy Wyklętych do kościoła ojców michalitów, gdzie znajduje się odpowiednia tablica pamiątkowa. Komisja nazewnicza postanowiła, że propozycja klubu PiS przejdzie pełną procedurę: musi m.in. uzyskać opinię rady Bemowa, Zespołu Nazewnictwa Miejskiego, a w końcu trafić pod głosowanie całej Rady Warszawy.

W staraniach o ulicę nie ustaje też grupa, która chce upamiętnić inny wojenny epizod. Przed rokiem proponowała, by znaleźć w Warszawie miejsce dla ul. Sabotażu Niemieckich Okrętów Wojennych. Sabotaż polegał na tym, że w dawnej fabryce Ursus przy Skierniewickiej toczono wadliwe pierścienie do silników przewidzianych dla wunderwaffe Hitlera na morzu.

Pomysłodawcom nazwy uświadomiono, że czterowyrazowa nazwa niezbyt nadaje się dla ulicy. Teraz pojawiła się więc krótsza, i to w trzech konstelacjach do wyboru, np.: "Bohaterskich Tokarzy Konarszczaków" (sabotaż miał związek z technikum im. Konarskiego na Woli). Radni jednak nie skorzystali. Nie mogą też nawet zaproponować tablicy pamiątkowej, bo taka już wisi. Tylko jak to wytłumaczyć sabotażystom?
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.

← Luźne dyskusje