Blaz, ale to niestety jest artykul z marca
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Garbiarnia4z Wami od 2003 roku
Luźne dyskusje
Edek z krainy kredek- Prowadziliśmy dialog z radą naukową Muzeum Techniki. Z różnym skutkiem. Szanujemy też zdanie stowarzyszenia Nasz Norblin, bowiem reprezentują spadkobierców rodziny Norblinów. Chcemy skorzystać z ich wiedzy. Nie widzę przeszkód do nawiązania rozmów. Jesteśmy na nie otwarci. W przyszłym roku chcielibyśmy również uczcić 200-lecie powstania Fabryki NorblinaTak bardzo szanują, o czym mogliśmy się przekonać ostatnio...
W przyszłym roku chcielibyśmy również uczcić 200-lecie powstania Fabryki NorblinaI to hucznie psia ich mać
Inwestor, który chce wyburzyć zabytkową dawną Fabrykę Norblina w Warszawie, zaczął wojnę z warszawiakami. Nie wpuścił publiczności na happening
Na szczęście fabryka, o której piszemy od poniedziałku, ma licznych obrońców. Należą do nich artyści i organizacje pozarządowe. Oraz sami warszawiacy.
Jej nowy właściciel, spółka Alm Dom, zamierza wyburzyć zabytkowe hale, a w ich miejscu najprawdopodobniej postawi apartamentowce. Muzeum Przemysłu, Muzeum Drukarstwa i Teatr Scena Prezentacje muszą się pakować i z Norblina wyprowadzić.
Stowarzyszenie STEP zapowiedziało happening w obronie fabryki. Przedstawienie miało rozpocząć się dokładnie w poniedziałek o północy. Wcześniej w jednej z hal trwała próba.
- O godz. 22 pojawił się facet, który podawał się za właściciela obiektu z dwoma rosłymi ochroniarzami. Kazał nam opuścić teren fabryki. Odmówiliśmy - opowiada Józef Żuk Piwkowski, organizator happeningu. Na szczęście do użycia siły nie doszło, tylko ochroniarze stanęli przed drzwiami, nikogo więcej nie wpuszczając.
- Wyszedłem tylko na chwilę, a kiedy wróciłem po kilkunastu minutach, to już nie mogłem wejść do środka - mówi Marek Dąbrowski, jeden z aktorów, który miał brać udział w happeningu. Przed bramą Fabryki Norblina przed północą zgromadziło się kilkadziesiąt zdezorientowanych osób z zaproszeniami, którzy chcieli zobaczyć przedstawienie.
- Nikt nie wejdzie do środka. Taką decyzję podjął nasz szef - informował jeden z ochroniarzy. Chwilę później tłumek pod bramą obiegła wiadomość, że przedstawienie w środku trwa. Bez widzów.
Stowarzyszenie STEP twierdzi, że miało prawo do organizacji happeningu. Powołuje się na umowę z Muzeum Techniki.
Przedstawicielka Alm Dom Elżbieta Dmowska-Mędrzycka ripostuje.
- To my, a nie Muzeum Techniki jesteśmy właścicielami terenu [od lutego]. Panowie ze stowarzyszenia nie poprosili nas o pozwolenie na organizację przedstawienia. Dlatego tak zareagowaliśmy. Mamy świadomość, że jest to obiekt wyjątkowy i dlatego wywołuje dużo emocji. Dowiedziemy jednak, że wpisanie fabryki Norblina do rejestru zabytków jest bezzasadne. Mamy na to dokumenty - twierdzi.
Decyzję ma podjąć wiceminister kultury Tomasz Merda, który pełni funkcję generalnego konserwatora zabytków. W poniedziałek mówił w "Metrze", że wykreślenie takiego obiektu byłoby precedensem na skalę krajową.
Społeczników niepokoi bezczynność miasta. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz twierdzi, że nie może w sprawie zabytku nic zrobić. - To jest prywatna własność. Występowaliśmy o komunalizację tego terenu. Ale przegraliśmy w sądzie - podkreśla pani prezydent.
Źródło: Metro
Czy dojdzie do porozumienia w sprawie zabytkowej Fabryki Norblina w Warszawie? Deweloper nieco się ugiął i obiecuje, że wszystkiego nie zburzy, a nowe budynki, które postawi, będą też pełniły funkcje kulturalne
O sporze wokół zabytku piszemy od poniedziałku. Jego nowy właściciel spółka Alm Dom chce postawić apartamentowce. Muzeum Przemysłu, Muzeum Drukarstwa i Teatr Scena Prezentacje z Norblina już się wyprowadziły. Protestują artyści i organizacje pozarządowe. Wszystko w rękach generalnego konserwatora zabytków. Jeśli nie wykreśli Fabryki Norblina z rejestru zabytków, deweloper będzie miał związane ręce. Jak poinformowała nas wczoraj rzecznik ministra kultury Iwona Radziszewska, decyzję poznamy w poniedziałek. "Metro" postanowiło skonfrontować obie strony. Rozmawia Łukasz Antkiewicz.
Krzysztof Wittels, stowarzyszenie Nasz Norblin
Dlaczego uratowanie przed zburzeniem dawnej Fabryki Norblina jest tak ważne?
- To jedyny tego typu obiekt w kraju, w którym mamy w pełni zachowany cały ciąg technologiczny produkcji przemysłowej i to jeszcze z końca XIX w. Zarówno budynki, jak i wyposażenie przetrwało wojny światowe i tzw. odbudowę stolicy po 1945 roku.
Niestety, w Warszawie znika ostatnio mnóstwo obiektów o znaczeniu historycznym, bo przeszkadzają inwestorom.
Spółka Alm Dom kwestionuje, że jest to zabytek.
- Nic dziwnego, bo chcą na tym zarobić. W momencie kiedy dokonywano przetargu, firma wylicytowała teren za ok. 6,7 mln zł. Tak niska cena wynikała z tego, że na gruncie znajduje się obiekt zabytkowy, który trzeba tam zostawić. My wyliczyliśmy, że wartość działki w tej części Warszawy [Śródmieście] jest kilkakrotnie wyższa. Tymczasem teraz starają się o wykreślenie z rejestru zabytków, aby móc zburzyć obiekty, a w efekcie zarobić na tym kilkaset milionów złotych.
To poważne zarzuty. Rozmawiał pan ze spółką Alm Dom? Przekonywał do swoich racji, że cenną fabrykę należy zostawić?
- Nie miałem okazji, choć chciałem. Tuż po wygraniu przez nich przetargu wystosowałem do prezesa firmy prośbę o rozmowę w sprawie planów, co do przyszłości Fabryki Norblina. Do dzisiaj nie dostałem żadnej odpowiedzi i nikt nie starał się ze mną skontaktować.
Widzi pan szanse na porozumienie się?
- Jeżeli firma zacznie respektować prawo i przyzna, że jest to zabytek, to ja i moje stowarzyszenie otwarci na współpracę. Nie będę na razie mówił, jakie przeznaczenie mógłby mieć ten obiekt, aż do czasu, póki nie poznam planów dewelopera. Teraz jednak liczę na pozytywną decyzję generalnego konserwatora zabytków, który, mam nadzieję, podtrzyma decyzję o wpisie do rejestru zabytków d. Fabrykę Norblina. To może ją uratować.
Małgorzata Zielińska, dyrektor do spraw projektów Alm Dom sp. z o.o.
Co tak naprawdę chcą państwo zrobić z Fabryką Norblina?
- W tej chwili inwentaryzujemy teren. Jest za wcześnie, aby mówić, co konkretnie tam powstanie. Myślimy jednak o funkcjach mieszanych przyszłej inwestycji. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to miejsce silnie związane z kulturą i te funkcje też chcemy zachować. Nie wykluczamy również funkcji mieszkaniowej.
To oznacza, że zabytkowe hale zostaną zburzone?
- Obecny stan prawny na to nie pozwala. Syndyk wystąpił o uchylenie decyzji o wpisie do rejestru zabytków i również naszym zdaniem została ona wydana w pośpiechu, a nawet z rażącym naruszeniem prawa, trzy miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. Jest wokół niej dużo niejasności prawnych i merytorycznych. Chcemy, aby konserwator spokojnie ocenił stan budynków. Zdajemy sobie sprawę z tego, że niektóre elementy trzeba będzie zachować. Natomiast stan techniczny części budynków jest zły. Ustawa o ochronie zabytków zezwala na wykreślenie z rejestru zabytków obiektów, których zniszczone przekracza 65 proc. obiektu. Nie zamierzamy jednak wszystkiego burzyć - chcemy tylko połączyć przeszłość z przyszłością.
Protestujący mogą więc być spokojni o ten teren? Dlaczego z nimi nie rozmawiacie ?
- Prowadziliśmy dialog z radą naukową Muzeum Techniki. Z różnym skutkiem. Szanujemy też zdanie stowarzyszenia Nasz Norblin, bowiem reprezentują spadkobierców rodziny Norblinów. Chcemy skorzystać z ich wiedzy. Nie widzę przeszkód do nawiązania rozmów. Jesteśmy na nie otwarci. W przyszłym roku chcielibyśmy również uczcić 200-lecie powstania Fabryki Norblina
Czy jest awaryjny plan, na wypadek, gdy okaże się, że generalny konserwator zabytków nie uchyli decyzji o wpisie do rejestru?
- Możemy na ten temat wypowiadać się, kiedy decyzja zapadnie. Myślę jednak, że warto dążyć wspólnie do rozsądnych rozwiązań, które będą korzystne dla rozwoju Warszawy.
Źródło: Metro
Piąty rok walki o ogródki działkowe przy Waszyngtona. Sąd może wstrzymać przejęcie tego terenu przez spółkę, która dostała go od byłego prezydenta Warszawy Lech Kaczyńskiego
Zobacz powiekszenie
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Ogródki działkowe przy Waszyngtona
Skarga prokuratury okręgowej na decyzję prezydenta o zwrocie ogródków przy ul. Kinowej, al. Waszyngtona i al. Stanów Zjednoczonych spółce Projekt S. miała być rozpatrzona w piątek. Zdaniem prokuratury sąd powinien uchylić decyzję prezydenta z września 2003 r., bo została ona wydana z naruszeniem prawa. To ostatnia sprawa, która dzieli spółkę Projekt S. od przejęcia atrakcyjnego gruntu na Pradze-Południe. Jeśli uzyska korzystne dla siebie rozstrzygnięcie, nic nie stanie już na przeszkodzie, by przejąć 32-hektarowy teren wart 142 mln zł.
Sąd nie rozpatrzył jednak sprawy, bo prokuratura poprosiła o zawieszenie postępowania. - Prowadzimy śledztwo w tej sprawie, a rozstrzygnięcie skargi będzie zależało od wyniku postępowania karnego - uzasadniała wniosek prok. Halina Copija.
Zwrot ogródków na Grochowie odbył się w atmosferze skandalu. Głównym jego bohaterem był Marek Kolarski, ówczesny szef wydziału ratusza odpowiedzialnego za reprywatyzację. To on w 2003 r. z upoważnienia prezydenta Kaczyńskiego oddał nieruchomość w użytkowanie wieczyste Projektowi S. Udziałowcem tej spółki jest Echo Investment kieleckiego biznesmena Michała Sołowowa. Trzy lata wcześniej kupił on roszczenia do gruntu od spadkobierców przedwojennych właścicieli spółki Nowe Dzielnice za zaledwie 1 mln zł. Prezydent Kolarskiego zwolnił i anulował decyzję przyznającą grunt Projektowi S. Wojewódzki sąd administracyjny w prawomocnym już wyroku unieważnił jednak to rozstrzygnięcie.
Sprawą zajmuje się też prokuratura. Wczoraj prok. Copija ujawniła część ustaleń śledczych. - W 1975 r. Nowe Dzielnice uzyskały spore odszkodowanie od rządu polskiego za utraconą nieruchomość - tłumaczyła.
Nowe Dzielnice były własnością belgijskiej spółki. Odszkodowanie wypłacono na mocy porozumienia polsko-belgijskiego. Taką wiedzę uzyskali warszawscy prokuratorzy od swoich kolegów z Belgii. - To wszystko to jawny przekręt - komentowali przybyli na sprawę działkowcy z Grochowa, dla których zwrot terenu Projektowi S. oznacza pożegnanie się z ogródkami.
Decyzję o ewentualnym zawieszeniu postępowania sąd podejmie niebawem na posiedzeniu niejawnym. Jeśli przychyli się do stanowiska prokuratora i działkowców, będzie to oznaczało wstrzymanie przejęcia terenu przez Projekt S. nawet o długie lata.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Norblina nie można zburzyć - analiza
Zabytkowa fabryka Norblina potrzebuje inwestora z klasą, który zatrudni dobrych architektów, kulturalnie połączy stare z nowym i stworzy niepowtarzalne miejsce na mapie Warszawy. Niestety, obecny właściciel zachowuje się jak prymitywny cwaniak.
Od kilkunastu dni wokół historycznych zakładów przy Żelaznej narasta spór, który może się przerodzić w największą od lat wojnę o warszawskie zabytki. Nowy właściciel Norblina - spółka Alm Dom - zamierza wyrzucić stąd instytucje kultury, zburzyć pamiętające XIX w. hale i wybudować kolejne w tej okolicy osiedle domów. Przeciw temu ostro protestują varsavianiści, miłośnicy zabytków, artyści i muzealnicy (mieszczące się w fabryce dwa muzea: Przemysłu i Drukarstwa, oraz teatr Scena Prezentacje dostały czas na wyprowadzkę do końca kwietnia 2009 r.).
Na początek kilka faktów. Czy to się obrońcom Norblina podoba, czy nie, spółka Alm Dom legalnie nabyła dwuhektarowy teren ze starą fabryką na przetargu, w którym mógł wziąć udział każdy. Chętni nie pchali się drzwiami i oknami. Woli kupienia tych ważnych w dziejach miasta budynków nie wyraziły władze Warszawy. Z powodu braku zainteresowania przetarg kilkakrotnie powtarzano. Dopiero za kolejnym podejściem w zeszłym roku znalazł się nabywca i nie można mieć do niego o to pretensji. Sprzedającym był syndyk masy upadłościowej firmy Norblin SA, która opuściła zabudowania przy Żelaznej w 1982 r., przenosząc się do nowego obiektu na Młocinach. Wtedy puste hale za zgodą wojskowego prezydenta Warszawy - gen. Mieczysława Dębickiego - przejęło Muzeum Techniki, tworząc w nich swój oddział - Muzeum Przemysłu. Przez ponad dwie dekady nikt nie zadbał, by wspomniane muzeum stało się pełnoprawnym właścicielem fabryki. Po latach, gdy firma z Młocin splajtowała, jej syndyk przypomniał sobie o dawnej siedzibie przy Żelaznej. Doprowadził w 2003 r. do uwłaszczenia bankruta na starym Norblinie. W zgodnej ocenie obrońców zabytku prowadzący sprawę urzędnicy wojewody złamali prawo, ale żaden sąd (a sprawa przechodziła przez różne instancje) nie podważył tamtej decyzji.
Nowy właściciel Norblina jest deweloperem początkującym na warszawskim rynku, ale dał się już poznać ze złej strony. Wśród willi przy ul. Godebskiego na Sadybie wybudował apartamentowiec pasujący do otoczenia jak pięść do oka. Startując w przetargu na starą fabrykę przy Żelaznej, Alm Dom, doskonale wiedział, z jakim obiektem ma do czynienia. Kupował nieruchomość po słynnej firmie z budynkami chronionymi od ponad ćwierć wieku wpisem do rejestru zabytków. Dlatego zapłacił za nią tylko 67,5 mln zł. Za pustą działkę w tym miejscu musiałby wyłożyć o wiele więcej. Teraz spółka organizuje w pustych halach konferencje prasowe i utyskuje, jakie to bezwartościowe rudery ma na swoim terenie. To dowód jej wyjątkowego cynizmu. O ruderach mógłby mówić Jan Wejchert, który przed laty kupił ruinę Starej Papierni w Konstancinie, by ją z odbudować na centrum handlowo-usługowe. Ale do tego potrzebna jest klasa inwestora, której spółce Alm Dom najwyraźniej brakuje. Prowadzone przez nią starania o wykreślenie budynków Norblina z rejestru zabytków, by móc je bez przeszkód wyburzyć, świadczą o kompletnym braku szacunku tej firmy dla dziedzictwa Warszawy. Jestem przekonany, że wiceminister kultury i generalny konserwator zabytków Tomasz Merta nie zaryzykuje swojej kariery i nie unieważni dokonanego przez poprzedników wpisu.
Mimo wszystko mam jeszcze nadzieję, że właściciel Norblina zamiast iść na wojnę, pójdzie po rozum do głowy. Są w Warszawie wzory, z których może czerpać. Prywatni inwestorzy coraz częściej zamiast burzyć, adaptują stare zakłady przemysłowe. Sukces odniosła artystyczna Fabryka Trzciny przy Otwockiej. Z kolei nabywca wytwórni wódki Koneser przy Ząbkowskiej planuje połączenie historycznej architektury z nową, by stworzyć jedyny w swoim rodzaju kompleks z mieszkaniami, kawiarniami, galeriami i teatrem. W Norblinie na pewno też tak można.
Tomasz Urzykowski
2008-06-13, ostatnia aktualizacja 2008-06-13 21:46
Zdjęcie nie zachowało się
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Fabryka Norblina pozostaje zabytkiem
Taką decyzję podjął wczoraj wiceminister kultury Tomasz Merta. Unieważnienia wpisu historycznych zakładów do rejestru zabytków domagał się syndyk masy upadłościowej ich dawnego właściciela.
W walce o zachowanie starej fabryki przy Żelaznej to ważny punkt na korzyść jej obrońców.
- Prawo jest prawem. Najważniejsze, że nie doszło do precedensu i pod dyktando dewelopera nie wykreślono Norblina z rejestru - cieszy się z decyzji wiceministra Tomasz Markiewicz, przewodniczący Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy ZOK.
O ocalenie fabryki przed zburzeniem apelują varsavianiści oraz związani od ćwierć wieku z tym miejscem muzealnicy i artyści. W halach słynnej niegdyś wytwórni wyrobów metalowych mieszczą się muzea Przemysłu i Drukarstwa oraz Teatr Scena Prezentacje.
Nowy właściciel obiektów - spółka deweloperska Alm Dom - dał im czas na wyprowadzkę do końca kwietnia 2009 r. W miejscu Norblina planuje inwestycje. Na przeszkodzie stoi jednak wpis budynków fabryki wraz z wyposażeniem do rejestru zabytków. W tej sytuacji nie można ich zburzyć.
Hale Norblina znajdują się w rejestrze od 1982 r. Dwa lata temu o uchylenie tamtej decyzji wystąpił do Ministerstwa Kultury syndyk masy upadłościowej firmy Norblin SA, który chciał w ten sposób przygotować teren pod przyszłe inwestycje. Wytknął decyzji z 1982 r. poważne błędy. W jego opinii "wpisy poszczególnych budynków dokonane zostały dowolnie, bez sprawdzenia, które konkretnie budynki mają wartość historyczną".
Pozbawione ochrony obiekty bez wątpienia natychmiast zostałyby zburzone. Wniosek syndyka poparł niedawno nowy właściciel Norblina (spółka Alm Dom kupiła dwuhektarową działkę z fabryką rok temu). Według niego większość hal powstała po wojnie i nie ma wartości zabytkowej, ale wiceminister i zarazem generalny konserwator zabytków Tomasz Merta nie dopatrzył się w decyzji sprzed 26 lat uchybień.
Co teraz zamierza właściciel zabytkowej fabryki?
- Niestety, decyzja wraz z uzasadnieniem nie dotarła do nas drogą oficjalną. Dlatego też do czasu jej otrzymania wstrzymujemy się od komentarzy - oświadczyła Małgorzata Zielińska, dyrektor ds. projektów Alm Dom.
Tomasz Urzykowski
2008-06-16, ostatnia aktualizacja 2008-06-17 08:56
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Zdjęcie nie zachowało się

Mieszkańcy walczą z deweloperami o zabytki
Łukasz Antkiewicz
2008-06-16, ostatnia aktualizacja 2008-06-16 23:41
Deweloper nie może zburzyć zabytkowych hal dawnej Fabryki Norblina w Warszawie. Wczoraj generalny konserwator zabytków nie zgodził się na jej wykreślenie z rejestru zabytków
Tym samym punkt zdobyli obrońcy dziewiętnastowiecznych hal przy ulicy Żelaznej. Spór między nimi a deweloperem opisujemy od ponad tygodnia. Bronimy liczących 200 lat murów i zapisanej w nich historii Warszawy. W nich właśnie na początku lat 90. swoje miejsce znalazło Muzeum Przemysłu, Muzeum Drukarstwa, a później także Teatr Scena Prezentacje.
Ale w lutym ub.r. zabytkowy obiekt kupiła spółka Alm Dom. Postanowiła wszystko zburzyć i postawić apartamentowce. W obronie zabytku stanęli artyści, organizacje pozarządowe i warszawiacy. Obrona była tak zacięta, że deweloper powoli zaczął łagodzić ton i mówić o porozumieniu.
Dyrektor ds projektów Alm Dom Małgorzata Zielińska zapewniała na łamach "Metra", że jej firma nie zamierza zburzyć wszystkich hal, ale tylko te najbardziej zniszczone.
Natomiast to, co chcą zbudować, ma łączyć "przeszłość z przyszłością" i pełnić funkcje kulturalne, ale i mieszkalne.
Aby mogli zrobić cokolwiek, niezbędna była decyzja generalnego konserwatora zabytków, który musiałby unieważnić wpis dawnej fabryki do rejestru zabytków. Wczoraj Tomasz Merta, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, po trwającym kilka miesięcy postępowaniu, postanowił, że Norblin w nim pozostanie.
- Bardzo się z tego cieszymy, ale na tym nie spoczniemy. Teraz będziemy chcieli jeszcze bardziej ochronić dawną Fabrykę Norblina - mówi Krzysztof Wittels ze stowarzyszenia Nasz Norblin. A to oznacza wyszczególnienie w rejestrze niemal wszystkiego, co znajduje się na terenie dawnej fabryki. Decyzja Ministerstwa Kultury nie uratuje jednak instytucji kulturalnych znajdujących się na terenie d. Fabryki Norblina przed wyprowadzką. Do końca roku wyprowadzać musi się Muzeum Przemysłu, a do kwietnia 2009 r. - Muzeum Drukarstwa i Teatr Scena Prezentacje.
Alm Dom ma teraz 14 dni, aby odwołać się od decyzji ministerstwa.
Nie wiadomo, czy skorzysta z tego prawa. - Decyzja wraz z uzasadnieniem nie dotarła do nas drogą oficjalną, dlatego też do czasu jej otrzymania wstrzymujemy się od komentarzy - powiedziała nam tylko Małgorzata Zielińska.
Jak się dowiedzieliśmy, jedną z możliwości, jaką teraz rozpatruje deweloper, jest występowanie do generalnego konserwatora zabytków o wykreślanie z rejestru zabytków poszczególnych obiektów z kompleksu przy ulicy Żelaznej.
Źródło: Metro
Edek z krainy kredekBłażej napisał(a):a ja moge tyylko powiedziec ze koles na zdjeciu po lewej w krutkich spodniach to pozadny obywatel, jeden z niewielu tak pozadnych w tym miescie