Zaczeło się oczywiście "znienacka".
Jadąc słychać, jak w dowcipie o taczce: dżit, dżit, dżit...
Przednie lewe koło, rozkręciliśmy dziś, zdjęliśmy bęben, w sumie na rogu okładziny hamulcowej widać, że mogło się własnie tam obcierać, ale to dosłownie z pół centymetra, delikatni spiłowaiśmy pilnikiem, zrobiliśmy regulacje nakrętką regulacyjną, założyliśmy, jest dobrze, zahamowałem kilka razy jeszcze nawet bez koła i znów zaczęło obcierać. Więc znów regulacja i tak kilka razy. Drugi pomysł, że może jest bąbel powietrza i on rozchyla szczęki, odpowietrzyliśmy wszystkie hamulce, przejechałem się i ok. Ale poźniej zrobiłem kilkadziesiąt kilometów i znów zaczęło się obcierać. W sumie gdyby to była okładzina to byłby jeden szum, a nie dżit dżit dżit. Na bębnie nic nie widać, żadnych anomali. No chyba że bęben się skrzywił (?!) i w jednym miejscu ociera o okładzinę. Pomysłów jest sporo, nie wiem czy poważnie się za to zabrać, czy poczekać aż okładzina się w tm miejscu wyrobi. Jakieś sugestie co to może być? Mile widziane.
Jadąc słychać, jak w dowcipie o taczce: dżit, dżit, dżit...
Przednie lewe koło, rozkręciliśmy dziś, zdjęliśmy bęben, w sumie na rogu okładziny hamulcowej widać, że mogło się własnie tam obcierać, ale to dosłownie z pół centymetra, delikatni spiłowaiśmy pilnikiem, zrobiliśmy regulacje nakrętką regulacyjną, założyliśmy, jest dobrze, zahamowałem kilka razy jeszcze nawet bez koła i znów zaczęło obcierać. Więc znów regulacja i tak kilka razy. Drugi pomysł, że może jest bąbel powietrza i on rozchyla szczęki, odpowietrzyliśmy wszystkie hamulce, przejechałem się i ok. Ale poźniej zrobiłem kilkadziesiąt kilometów i znów zaczęło się obcierać. W sumie gdyby to była okładzina to byłby jeden szum, a nie dżit dżit dżit. Na bębnie nic nie widać, żadnych anomali. No chyba że bęben się skrzywił (?!) i w jednym miejscu ociera o okładzinę. Pomysłów jest sporo, nie wiem czy poważnie się za to zabrać, czy poczekać aż okładzina się w tm miejscu wyrobi. Jakieś sugestie co to może być? Mile widziane.
