Auta na żółtych tablicach przeglądy przechodzić powinny i kropka.
Mając, np. garba z 58 roku, nie muszę, ba nawet nie powinienem znać się na tym co w nim piczy. Bo ja jako (prawie) archeolog mam znać się na kopaniu i zarabiać na tym kase.
Powinny istnieć zatem przeglądy, na których sprawdzano by techniczny stan, zachowanie oryginalności i doradzano by w kwestiach utrzymania tegoż zabytku... tak tak, mało realne.
Bo że są jakieś furtki na OC, to dobrze. Niby płaci się to dla naszego dobra, Ale to "dla dobra" dawno wymknęło się z prawidłowych torów. Teraz OC, jak czyste majtki, trzeba mieć zawsze
A co do zalatwiania przeglądów do aut "zwykłych".
Czy ktoś kiedyś policzył albo odczuwa ile kosztuje prywatnego przedsiębiorce pracującego samemu, albo zatrudniającego jedną osobę, przegląd na który trzeba jechać 2-3 razy około 45km (w obie strony)?
Mnie z Ojcem wyszło około 300zł. BO niby auto sprowadzone z krajów gdzie się lata a nie jeździ, a jakieś gumy popadały na wahaczach.
Czasem proceder za który ściga CBA jest bardziej opłacalny.