Klasyczne samochody.... a klasyczni kierowcy?

22 stycznia 2010, 10:05
Duzo dyskutujemy o klasycznych samochodach, a co z klasycznymi kierowcami? Takimi, w tzw "stylu starej szkoly".
Nie chodzi mi o dyskusje o tym kto jak jezdzi, bo to juz bylo i skonczy sie na narzekaniu na roznych drogowych lebiegow.
Chodzi mi o typy w rodzaju ludzi, ktorzy wciaz pamietaja czasy gdy samochod byl bardzo cennym nabytkiem, o ktory sie dba i trzyma sie latami. Takich z roznymi ciekawymi nawykami.

W moim bloku jest takich trzech:

1)
Typ: Starszy pan w kaszkiecie. Z pewnoscia uczęszczał do jakis starych szkół
Samochod: Polonez Caro MR 93 w kolorze zielonym.

Samochod charakteryzuje sie tym, ze z daleka wyglada normalnie. Z bliska widac ze krawedzie dachu, blotniki, pokrywy itd sa poklejone pasami tasmy samoprzylepnej zamalowanymi w kolorze nadwozia.
Kiedys zdybalem wlasciciela jak udajac sie na przejazdzke wyszedl z domu, otworzyl samochod, odpalil silnik i czas potrzebny na nagrzanie sie silnika przed jazda poswiecil na zabiegi konserwacyjno-pielegnacyjne. Obszedl samochod naokolo, obejzal, wyjal puszke fabry w spreju w kolorze nadwozia, otworzyl tylne prawe drzwi i zamalowal element miedzy krawedzia blotnika a krawedzia drzwi (kolo kanapy), na ktorym od poprzedniej przejazdzki wyszla mu korozja. Po prysnieciu zamknal drzwi, wsiadl na miejsce kierowcy i odjechal

2)
Typ: Jak powyzej
Samochod: Fiat Seicento.

Ten Pan nie ma problemow z korozja, za to rozwinal w stosunku do poprzednika sztuke rozgrzewania motoru. Ma w zwyczaju wychodzic z domu, odpalac silnik, wciskac gaz prawie do odcinki (ale nie trzyma na odcince, tylko sam utrzymuje noga wysokie obroty, czasem nimi falujac - to pewnie wazne). Taka sesja trwa kilka (trzy do pieciu) minut, po czym gasi silnik i albo wraca do domu, albo pokreci sie wokol samochodu i powtarza sesje rozgrzewajaca. Czasem zdarza mu sie przestawic przy okazji samochod na inne, odlegle o 10 metrow miejsce, wyjac silnikiem na wysokich obrotach i slizgajac sprzeglem. Czasem przejezdza troche do przodu (po chodniku, u mnie parkuje sie prostopadle) i do tylu. Najczesciej nigdzie potem nie jedzie.

3)
Typ: nn
Samochod: Kia Pride kombi

Ten kierowca nie jest az tak ciekawy, ale tez lubi rozgrzewac pojazd przed jazda, a jako ze ma dziurawy wydech, jego silnik wydaje kupe dzwiekow nie swiadczacych bynajmniej o jego poprawnym stanie technicznym a do tego co jakis czas wlacza mu sie wentylator, ktory swoim hurgotem zaglusza nawet dziure w tlumiku, to jednak robi folklor.


Nie wystepuja niestety u mnie typy pozytywne, w rodzaju weekendowych dlubaczy. Tacy dlubacze, spedzajacy czas z otwartymi maskami sa ozdoba osiedla, niezaleznie od tego czy naleza do podtypu "mrukliwy" czy "ja tez mialem takiego kiedys, wchodzilo do niego wiecej workow kartofli niz do Wolgi sasiada, jak sie na wies jezdzilo"
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
22 stycznia 2010, 10:31
Myślę że tacy Klasyczni (w pozytywnym znaczeniu) kierowcy jak za PRL już odchodzą do lamusa ...

Ja doskonale pamiętam z dzieciństwa ten klimat weekendowy na parkingu przed blokiem ... mycie samochodów w wiosenny ciepły dzień (teraz zakazane i ścigane przez straż miejską) lub naprawy i remonty ... mój ojciec sam przynajmniej raz do roku wymieniał przegóby w syrence 105 ... i miał przyjemność wykonac "remont" silnika w dwusuwowym Trampku ... wtedy grzebali niemal wszyscy i niejednokrotnie wspólnymi siłami ... teraz już tego nie ma a na wspomnienie o tamtych czasach uśmiech ciśnie mi sie na usta .

a co do "dziwaków" to zawsze sie takowi znajdą i tymbardziej na blokowiskach ... Do dziś pod blokiem rodziców (teraz juz wrasta w asfalt) zaparkowana jest skoda Rapid ... swego czasu Pan w fartuchu jak z warsztatów z ZSZ i berecie filcowym grzebał namiętnie w silniku a wszelkie wykwity korozji smarował biteksem na grubo ... Pana juz nie widuję ale skoda do dziś się ostała wysmarowana przed laty .
Zdjęcie nie zachowało się

http://mrowkowozownia.blog.pl/
22 stycznia 2010, 10:40
qubek napisał(a):1)
Typ: Starszy pan w kaszkiecie. Z pewnoscia uczęszczał do jakis starych szkół
Samochod: Polonez Caro MR 93 w kolorze zielonym.

Samochod charakteryzuje sie tym, ze z daleka wyglada normalnie. Z bliska widac ze krawedzie dachu, blotniki, pokrywy itd sa poklejone pasami tasmy samoprzylepnej zamalowanymi w kolorze nadwozia.
Kiedys zdybalem wlasciciela jak udajac sie na przejazdzke wyszedl z domu, otworzyl samochod, odpalil silnik i czas potrzebny na nagrzanie sie silnika przed jazda poswiecil na zabiegi konserwacyjno-pielegnacyjne. Obszedl samochod naokolo, obejzal, wyjal puszke fabry w spreju w kolorze nadwozia, otworzyl tylne prawe drzwi i zamalowal element miedzy krawedzia blotnika a krawedzia drzwi (kolo kanapy), na ktorym od poprzedniej przejazdzki wyszla mu korozja. Po prysnieciu zamknal drzwi, wsiadl na miejsce kierowcy i odjechal

Co do tego poloneza -
jak dla mnie wiodący jest kolor bordo, obowiązkowo są kołpaki na kołach we wzorach z przełomu lat 80 i 90 (przejściówka i akwarium), obowiązkowo również są niezbędne dodatki poprawiające bezpieczeństwo, jak odblaski obrysowe na krawędziach wszystkich drzwi, apteczka, odblaskowa kamizelka założona na siedzenie kierowcy i pasażera no i pokrowce ala mnisiek.

A rozgrzewanie odbywa się oczywiście na pełnym i długotrwałym otwarciu ssania, co powoduje długotrwałe wycie silnika w okolicach 2000 obrotów na minutę, i w zimie szczególnie związane z tym zadymienie połowy pobliskiego pasa zieleni i parkingu.
Obowiązkowe są również niektóre elementy ubioru, czapka kaszkiet, szare spodnie garniturowe w kant, jakaś obwiesiowa kurtka i szalik, lub gdy cieplej jakiś sweterek w kolorach ziemi.
;)
22 stycznia 2010, 10:44
mrówa napisał(a):czapka kaszkiet ?

hym ... mam kupić poloneza? ;)

Z Lysym na spolke chyba :-)
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
22 stycznia 2010, 10:46
Wiedziałem, że Cię to dotknie ;)

Chodziło o to, że u klasycznego kierowcy to dopełnia całości, u Ciebie to po prostu taki charakterystyczny szczegół ;)
Poza tym kaszkiety bywają różne. Pan z poloneza zapewne nosi kolor szary z materiału podobnego do tego na spodnie.
Może też nosić futrzaną czapkę, najpewniej z jakiegoś borsuka lub niedzwiedzia.

;)
22 stycznia 2010, 10:48
qubek napisał(a):
mrówa napisał(a):czapka kaszkiet ?

hym ... mam kupić poloneza? ;)

Z Lysym na spolke chyba :-)

amby nie nowszy niz MR93 to wchodze :-)
Maszerujmy ramię w ramię ku słońcu świata nowego
22 stycznia 2010, 10:48
Aha - zeby nie bylo ze sie nabijam z tych panow. Oni stanowia cenne urozmaicenie chodnika pod moim blokiem. Czasem szkoda mi ich pojazdow, ale wole taki folklor niz rzad skod fabia przetykanych corolla z kratka.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
22 stycznia 2010, 10:50
Wybierając nakrycie głowy byłem świadomy co czynię ;) kieyś może będe starszym Panem w garbusie ;)

a co do poldka to jedyny jaki by mnieinteresował to tzw Borewicz .
Zdjęcie nie zachowało się

http://mrowkowozownia.blog.pl/
22 stycznia 2010, 10:52
Ja na swoim "byłym" osiedlu mam takiego pana.
Najczęściej płaszcz i kapelusz.

CIekawe jest to czym jeździ.

Garb pre 67. Trochę zmatowiały lakier. Pamiętam gościa jeszcze z czasów gdy garbusa jeszcze nie planowałem. Teraz od wielu lat obmyślam jak do gościa dotrzeć ;)
22 stycznia 2010, 11:08
U mnie na osiedlu poki co ja robie za takiego pana :-D
A idealnych grzybow nie brakuje. Na ten przyklad kiedys bardzo przemila pogawedke ucialem sobie z panem z zolta syrena. Dowiedzialem sie wtedy, ze to oczywiscie bardzo dobry woz, i lepszy od poloneza, bo jak sie ze sciany lasu wyjezdza i jest wiatr boczny, to poloneza znosi, a krolowa nie! Bardzo dobry woz!
Zreszta grzyby ze sklepow motoryzacyjnych, czy jeszcze lepiej stara gwardia taksowkarska, chociaz o to ciezko, co by wolga, polonezem czy innym wartburgiem pojechac.
Zdjęcie nie zachowało się A jaki Ty masz pomysl na swoj samochod???
SHIFT TO DAF...YOU'LL NEVER SHIFT AGAIN
22 stycznia 2010, 20:44
Klasyczni kierowcy - to jedno, ale dla mnie ważniejszy był klasyczny serwis, np. "karłosz".
Pod koniec lat 70 ubiegłego stulecia razem z grupą uczetników pieszego rajdu studenckiego (jesli wiecie o co chodzi, to dobrze, a jak nie - to musi wam wystarczyc, że było to na zapadłej wsi) niedzielnym rankiem mocno skacowani wychodziliśmy ze stodoły i wbił nas w ziemię obraz przecudnej urody. Coś jak z Malczewskiego albo Kossaka:
na środku podwórka koło studni stała Syrenka w kolorze bahama yellow cała w pianie z proszku do prania, a pod czujnym okiem Gospodarza Gospodyni wraz z dwójką dzieci pucowała autko, a zwłaszcza chromy. Pan Gospodarz palił papierosy i pouczał gdzie i co należy polerować. Gospodyni miała na głowie papiloty, to znaczy włosy nakręcone na wałki z gazety. :shock:

Scenka trwała jakies 20 minut, później rodzinka się przebrała i pojechała do kościoła. Całe 300 metrów...
Syrenka dołączyła na poboczu do stada podobnie lśniących bolidów. Tak wypucowanych samochodów nigdy więcej później nie widziałem. Wszystkie myjnie razem wziete to nędzna namiastka tamtej ekipy
22 stycznia 2010, 21:03
Hej Młodziankowie :!:
Czy nie jeteście ciut,ciut wyzłośliwieni :wink:
Pozdrawiam - staszy pan -kierowca od 1962 r.
(garbus z 1972 r.) :D
tutuj

Sursum corda !
22 stycznia 2010, 21:46
"to se ne vrati" jak mówią indianie


po za tym gdzie taki starszy pan może sobie pogzebać??? pod maską fabii ?? to se na da

Stare auta mają urok i dają frajdę z samodzielnego grzebania. Dobrze spędzona sobota to leżenie pod autem i samodzielne naprawy a na koniec dobre umycie ręczne auta.
ogórek "Lord von Hannower edition" 1978, 2000 CJ
garb 67
http://aircooled-hearse-fanatic.skynetblogs.be/
22 stycznia 2010, 22:44
Proszę o uściślenie definicji "starszega pana" bo dyskusja dziwnie zakręca. :evil:
Prawo jazdy 1977, garbus nieco starszy...

← Luźne dyskusje