Duzo dyskutujemy o klasycznych samochodach, a co z klasycznymi kierowcami? Takimi, w tzw "stylu starej szkoly".
Nie chodzi mi o dyskusje o tym kto jak jezdzi, bo to juz bylo i skonczy sie na narzekaniu na roznych drogowych lebiegow.
Chodzi mi o typy w rodzaju ludzi, ktorzy wciaz pamietaja czasy gdy samochod byl bardzo cennym nabytkiem, o ktory sie dba i trzyma sie latami. Takich z roznymi ciekawymi nawykami.
W moim bloku jest takich trzech:
1)
Typ: Starszy pan w kaszkiecie. Z pewnoscia uczęszczał do jakis starych szkół
Samochod: Polonez Caro MR 93 w kolorze zielonym.
Samochod charakteryzuje sie tym, ze z daleka wyglada normalnie. Z bliska widac ze krawedzie dachu, blotniki, pokrywy itd sa poklejone pasami tasmy samoprzylepnej zamalowanymi w kolorze nadwozia.
Kiedys zdybalem wlasciciela jak udajac sie na przejazdzke wyszedl z domu, otworzyl samochod, odpalil silnik i czas potrzebny na nagrzanie sie silnika przed jazda poswiecil na zabiegi konserwacyjno-pielegnacyjne. Obszedl samochod naokolo, obejzal, wyjal puszke fabry w spreju w kolorze nadwozia, otworzyl tylne prawe drzwi i zamalowal element miedzy krawedzia blotnika a krawedzia drzwi (kolo kanapy), na ktorym od poprzedniej przejazdzki wyszla mu korozja. Po prysnieciu zamknal drzwi, wsiadl na miejsce kierowcy i odjechal
2)
Typ: Jak powyzej
Samochod: Fiat Seicento.
Ten Pan nie ma problemow z korozja, za to rozwinal w stosunku do poprzednika sztuke rozgrzewania motoru. Ma w zwyczaju wychodzic z domu, odpalac silnik, wciskac gaz prawie do odcinki (ale nie trzyma na odcince, tylko sam utrzymuje noga wysokie obroty, czasem nimi falujac - to pewnie wazne). Taka sesja trwa kilka (trzy do pieciu) minut, po czym gasi silnik i albo wraca do domu, albo pokreci sie wokol samochodu i powtarza sesje rozgrzewajaca. Czasem zdarza mu sie przestawic przy okazji samochod na inne, odlegle o 10 metrow miejsce, wyjac silnikiem na wysokich obrotach i slizgajac sprzeglem. Czasem przejezdza troche do przodu (po chodniku, u mnie parkuje sie prostopadle) i do tylu. Najczesciej nigdzie potem nie jedzie.
3)
Typ: nn
Samochod: Kia Pride kombi
Ten kierowca nie jest az tak ciekawy, ale tez lubi rozgrzewac pojazd przed jazda, a jako ze ma dziurawy wydech, jego silnik wydaje kupe dzwiekow nie swiadczacych bynajmniej o jego poprawnym stanie technicznym a do tego co jakis czas wlacza mu sie wentylator, ktory swoim hurgotem zaglusza nawet dziure w tlumiku, to jednak robi folklor.
Nie wystepuja niestety u mnie typy pozytywne, w rodzaju weekendowych dlubaczy. Tacy dlubacze, spedzajacy czas z otwartymi maskami sa ozdoba osiedla, niezaleznie od tego czy naleza do podtypu "mrukliwy" czy "ja tez mialem takiego kiedys, wchodzilo do niego wiecej workow kartofli niz do Wolgi sasiada, jak sie na wies jezdzilo"
Nie chodzi mi o dyskusje o tym kto jak jezdzi, bo to juz bylo i skonczy sie na narzekaniu na roznych drogowych lebiegow.
Chodzi mi o typy w rodzaju ludzi, ktorzy wciaz pamietaja czasy gdy samochod byl bardzo cennym nabytkiem, o ktory sie dba i trzyma sie latami. Takich z roznymi ciekawymi nawykami.
W moim bloku jest takich trzech:
1)
Typ: Starszy pan w kaszkiecie. Z pewnoscia uczęszczał do jakis starych szkół
Samochod: Polonez Caro MR 93 w kolorze zielonym.
Samochod charakteryzuje sie tym, ze z daleka wyglada normalnie. Z bliska widac ze krawedzie dachu, blotniki, pokrywy itd sa poklejone pasami tasmy samoprzylepnej zamalowanymi w kolorze nadwozia.
Kiedys zdybalem wlasciciela jak udajac sie na przejazdzke wyszedl z domu, otworzyl samochod, odpalil silnik i czas potrzebny na nagrzanie sie silnika przed jazda poswiecil na zabiegi konserwacyjno-pielegnacyjne. Obszedl samochod naokolo, obejzal, wyjal puszke fabry w spreju w kolorze nadwozia, otworzyl tylne prawe drzwi i zamalowal element miedzy krawedzia blotnika a krawedzia drzwi (kolo kanapy), na ktorym od poprzedniej przejazdzki wyszla mu korozja. Po prysnieciu zamknal drzwi, wsiadl na miejsce kierowcy i odjechal
2)
Typ: Jak powyzej
Samochod: Fiat Seicento.
Ten Pan nie ma problemow z korozja, za to rozwinal w stosunku do poprzednika sztuke rozgrzewania motoru. Ma w zwyczaju wychodzic z domu, odpalac silnik, wciskac gaz prawie do odcinki (ale nie trzyma na odcince, tylko sam utrzymuje noga wysokie obroty, czasem nimi falujac - to pewnie wazne). Taka sesja trwa kilka (trzy do pieciu) minut, po czym gasi silnik i albo wraca do domu, albo pokreci sie wokol samochodu i powtarza sesje rozgrzewajaca. Czasem zdarza mu sie przestawic przy okazji samochod na inne, odlegle o 10 metrow miejsce, wyjac silnikiem na wysokich obrotach i slizgajac sprzeglem. Czasem przejezdza troche do przodu (po chodniku, u mnie parkuje sie prostopadle) i do tylu. Najczesciej nigdzie potem nie jedzie.
3)
Typ: nn
Samochod: Kia Pride kombi
Ten kierowca nie jest az tak ciekawy, ale tez lubi rozgrzewac pojazd przed jazda, a jako ze ma dziurawy wydech, jego silnik wydaje kupe dzwiekow nie swiadczacych bynajmniej o jego poprawnym stanie technicznym a do tego co jakis czas wlacza mu sie wentylator, ktory swoim hurgotem zaglusza nawet dziure w tlumiku, to jednak robi folklor.
Nie wystepuja niestety u mnie typy pozytywne, w rodzaju weekendowych dlubaczy. Tacy dlubacze, spedzajacy czas z otwartymi maskami sa ozdoba osiedla, niezaleznie od tego czy naleza do podtypu "mrukliwy" czy "ja tez mialem takiego kiedys, wchodzilo do niego wiecej workow kartofli niz do Wolgi sasiada, jak sie na wies jezdzilo"
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.
