No i stało się. Kiedyś tam zaczęty temat (o moim garbatym i planowanej kapitalce) pora zebrać do kupy. Miałem to zrobić już jakiś czas wcześniej, ale nigdy nie było jakoś dostatecznie czasu. Część nawet spłodziłem kiedyś w wordzie ;p.. więc poprostu będę wklejal gotowe teksty
.. Zatem lekture czas zacząć:
"Równo z dniem 1 października 2007 skończyło się życie ucznia i zacząłem na siebie zarabiać. Nie minął tydzień jak postanowiłem za pierwszą wypłatę kupić wymarzonego Garbiego .
Cena była stosunkowo ograniczona bo 1800zł za wizualnie ładne autko, ale totalnie zgnite od spodu i częściowo w środku. I tak to zaczęła się moja przygoda z garbusem. Żeby było zabawniej nikt nawet o moim kupnie nie wiedział. Od znajomego pożyczyłem część pieniędzy, mówiąc że potrzebuje na coś innego. Natomiast ukochanej naściemniałem że jadę do Częstochowy z kumplem po telewizor ogromnych gabarytów i dlatego potrzebny mój kombik ;p. Ubaw był jak nigdy. Wycieczka pod Częstochowę w 100% udana i nie marudząc nic kupiłem niebieściutkiego garbuska.. Po przyjeździe zrobiłem miłej mej niezłego supris’a i pojechaliśmy na wycieczkę… najśmieszniejszy był fakt, że każdy zjazd z krawężnika powodował siedzenie coraz niżej (zgnita podłoga zapadała się dość skutecznie) . W ten oto sposób stałem się posiadaczem charakterystycznego autka, posiadającego charakter, duszę i przykuwającego uwagę przechodniów.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
W listopadzie 2007 po przejechaniu pierwszych 600km garbaty został odstawiony do garażu kuzyna, za wynajem którego na wstępie mu bardzo dziękuje. Tym samym nadszedł czas „remontowania”. No właśnie „remontowania”, ponieważ nigdy nie miałem do czynienia z blacharką ani mechaniką. Celem całej zabawy była nauka, zbieranie doświadczenia, przeżywanie lepszych i gorszych chwil w garażu, a także udowodnienie sobie i innym, że nie jest to tylko mój słomiany zapał.
Początek należał do prostych i miłych rzeczy, ponieważ jak wiadomo rozebrać coś jest bardzo prosto. Przewidziałem także, że mój „remont” będzie trwał baaardzo długi i dlatego wszystkie rozbierany graty były od początku solidnie segregowane i układane w skrzynkach lub kartonach .
Pierwsze fazy rozbiórki:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
No i w marcu 2008r. udało się zdjąć budę i pozwolić jej spokojnie zimować obok garażu..
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Jak widać na zdjęciach powyżej roboty czekało mnie sporo, ale do odważnych świat należy. Nowe płaty, napoleon, remont zawieszenia – nie ma problemu! Zero wiedzy, pojecia i umiejętności. Kiedyś pisałem nawet takie opowiadanie w szkole, które zacząłem od słów: „Wziąłem w swe ręce krzyżakowy srubokręt…” hehe i zaczęło się. Małymi krokami starałem się to wszystko ogarnąć.. Jak wyszło? Jak na laika całkiem nieźle Jak na fachowca powinno być lepiej. Jednak ja fachowcem nie jestem i wystarcza mi SATYSFAKCJA z tego, że daje sobie radę sam i pcham to wszystko powoli do przodu.
Pora na pierwsze cięcie
Zdjęcie nie zachowało się
W między czasie udało się skompletować potrzebne blachy i nawet spawanie mi jako tako wyszło:
Zdjęcie nie zachowało się
Skrupulatnie zbierałem wszystkie wypłaty i wydawałem w sklepach garbusiarskich. Dostałem nawet karte VIP’a na garbusy.pl hehe Wertowałem dużo po Internecie, oglądałem tysiące zdjęć w poszukiwaniu inspiracji co do wyglądu garbiego, chciałem też podziękować wszystkim za pomoc która była/jest nadal potrzebna podczas prac. Prace postępowały bardzo powoli. Do lipca 2008 dziadek był nadal rozgrzebany i wciąż stał i czekał na przypływ gotówki potrzebnej do dalszej kontynuacji prac. Próbowałem nawet wybrać jakiś kolor na bude:
Zdjęcie nie zachowało się
Niestety zielony (niby uspokajający) wprawiał mnie o zawrót głowy i dalej nie wiedziałem na jaki kolur będziemy malować .
Najważniejsze, że podłoga funkiel nówka była już wstawiona wraz z progami i innymi częściami karoserii…
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Ehhh na dziś dzień wymieniłbym całe progi, a nie tylko górne poszycia (nie wiedziałem ze da sie kupić całe progi ;p)... Było minęło, a całą reszte progu za pomocą młotka wyklepałem z blachy
.. Prawda jest tez taka, że dopiero teraz buszując po sklepie w necie widze ile tak naprawdę różnych reperaturek jest dostępnych.. wtedy niestety nie wiedziałem..
W czerwcu 2008 miałem już też gotową tapicere:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Sprzyjająca pogoda pozwoliła też zająć się spodem:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Na dziś dzień (08.04.2010r.) wiem, że wiele rzeczy było zrobionych nieprawidłowo, wiele rzeczy zaniedbałem, a gdybym zaczynał remont dzisiaj sprawy postępowałyby nieco inaczej. Ale jak pisałem wcześniej moim głównym celem było zbieranie doświadczenia w tego typu rzeczach. Spawać uczyłem się sam i kiedyś zamierzam iść na jakiś kursik, aby się jeszcze doszkolić … może pozwolę sobie na jakiś lepszy sprzęt, bo bez sprzętu odpowiedniego to się ino nawq**** można ale to chyba wszyscy wiedzą ;p
W każdym razie prace powoli, ale skrupulatnie postępowały do przodu:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
W między czasie przyszły nowe nadkola, które nijak nie chciały pasować. Z przodu musiałem troszke rzeźbić ze szpachli ponieważ wiedziałem iż niektóre wstawki moglyby mnie przerosnąć, a wtedy to już nigdy bym garbim nie wyjechał:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
A czas mijał nieubłaganie, garbaty miał w grudniu 2008 zawieźć znajomą do ślubu, jednak przeliczyłem się troszkę z tempem prac, które ograniczała praca i zaoczne studia.
W styczniu 2009 końca dalej nie było widać. Ważne jednak, że szpachlo-rzeźba jak na pierwszy raz wyszła nieźle i nadawała się do lakierowania. Poniżej fotki z malowania podkładem:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
No i pierwsze mazianie kolorem (rzecz jasna mojego autorstwa;p):
Zdjęcie nie zachowało się
Z budą już pomagał mi znajomy bo sam nie ogarniałem tak sporego obiektu ;p
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Później były drzwi:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Silnik był wyciągniety, jednak prace nad nim ograniczyły się jedynie do mycia myjką, piaskowania niektórych elementów oraz malowania proszkowego. Mechanicznie był sprawny więc jak gófno nie śmierdziało to go po prostu nie ruszałem Pierwsze foto wygląd przed, a drugie wygląd po wsadzenia (z nowym sprzęgłem):
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Razem z oblachowaniem do renowacji poszły felgi
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Mozolne składanie hamulców czyli nauki ciąg dalszy
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Chlorokauczuk wylany w środku :
Zdjęcie nie zachowało się
Wyciszanie wnętrza:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Przygotowania przed próbą pierwszego odpalenia
Na szczęście udaną:
Zdjęcie nie zachowało się
Na dzień dzisiejszy jest nie wiele więcej zrobione.. zatrzymała mnie elektryka, gdyż główne kable przeciągnąłem i tu moja wiedza i zapał zanikła. Mamy kwiecień 2010, garbojama zbliża się wielkimi krokami, a garbek stoi i czeka. Jak na razie doczekał się zmiany garażu i odkurzenia z kurzu Mam jednak cichą nadzieję, że w końcu po ponad półrocznym postoju wywołanym remontem swojego własnego gniazdka prace ruszą do przodu.
Niestety z powodu zaniku pamięci ;p niektóre fotki mogą być umieszczone nie po kolei.
Wiem też na pewno ze jest to mój pierwszy garbek i na pewno nie ostatni
Drugi projekt będzie miał lepszą baze, większy, a przede wszystkim grubszy portfel bo takie remonty wymagają sporych nakładów… Przykładowo ja przy 10tysiaku przestałem liczyć i było to dość dawno… Chcąc zrobić wszystko jak należy musiałbym mieć co najmniej raz tyle… Jednak jak to mówią: „Jak się nie ma co się chce, to się chce co się ma”
Koniec mocno skróconej wersji moich początków. Mam nadzieje że w końcu uda mi się systematycznie zaglądać na forum i relacjonować dalsze garbate przygody. THE END, a właściwie CDN!..."
"Równo z dniem 1 października 2007 skończyło się życie ucznia i zacząłem na siebie zarabiać. Nie minął tydzień jak postanowiłem za pierwszą wypłatę kupić wymarzonego Garbiego .
Cena była stosunkowo ograniczona bo 1800zł za wizualnie ładne autko, ale totalnie zgnite od spodu i częściowo w środku. I tak to zaczęła się moja przygoda z garbusem. Żeby było zabawniej nikt nawet o moim kupnie nie wiedział. Od znajomego pożyczyłem część pieniędzy, mówiąc że potrzebuje na coś innego. Natomiast ukochanej naściemniałem że jadę do Częstochowy z kumplem po telewizor ogromnych gabarytów i dlatego potrzebny mój kombik ;p. Ubaw był jak nigdy. Wycieczka pod Częstochowę w 100% udana i nie marudząc nic kupiłem niebieściutkiego garbuska.. Po przyjeździe zrobiłem miłej mej niezłego supris’a i pojechaliśmy na wycieczkę… najśmieszniejszy był fakt, że każdy zjazd z krawężnika powodował siedzenie coraz niżej (zgnita podłoga zapadała się dość skutecznie) . W ten oto sposób stałem się posiadaczem charakterystycznego autka, posiadającego charakter, duszę i przykuwającego uwagę przechodniów.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
W listopadzie 2007 po przejechaniu pierwszych 600km garbaty został odstawiony do garażu kuzyna, za wynajem którego na wstępie mu bardzo dziękuje. Tym samym nadszedł czas „remontowania”. No właśnie „remontowania”, ponieważ nigdy nie miałem do czynienia z blacharką ani mechaniką. Celem całej zabawy była nauka, zbieranie doświadczenia, przeżywanie lepszych i gorszych chwil w garażu, a także udowodnienie sobie i innym, że nie jest to tylko mój słomiany zapał.
Początek należał do prostych i miłych rzeczy, ponieważ jak wiadomo rozebrać coś jest bardzo prosto. Przewidziałem także, że mój „remont” będzie trwał baaardzo długi i dlatego wszystkie rozbierany graty były od początku solidnie segregowane i układane w skrzynkach lub kartonach .
Pierwsze fazy rozbiórki:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
No i w marcu 2008r. udało się zdjąć budę i pozwolić jej spokojnie zimować obok garażu..
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Jak widać na zdjęciach powyżej roboty czekało mnie sporo, ale do odważnych świat należy. Nowe płaty, napoleon, remont zawieszenia – nie ma problemu! Zero wiedzy, pojecia i umiejętności. Kiedyś pisałem nawet takie opowiadanie w szkole, które zacząłem od słów: „Wziąłem w swe ręce krzyżakowy srubokręt…” hehe i zaczęło się. Małymi krokami starałem się to wszystko ogarnąć.. Jak wyszło? Jak na laika całkiem nieźle Jak na fachowca powinno być lepiej. Jednak ja fachowcem nie jestem i wystarcza mi SATYSFAKCJA z tego, że daje sobie radę sam i pcham to wszystko powoli do przodu.
Pora na pierwsze cięcie
Zdjęcie nie zachowało się
W między czasie udało się skompletować potrzebne blachy i nawet spawanie mi jako tako wyszło:
Zdjęcie nie zachowało się
Skrupulatnie zbierałem wszystkie wypłaty i wydawałem w sklepach garbusiarskich. Dostałem nawet karte VIP’a na garbusy.pl hehe Wertowałem dużo po Internecie, oglądałem tysiące zdjęć w poszukiwaniu inspiracji co do wyglądu garbiego, chciałem też podziękować wszystkim za pomoc która była/jest nadal potrzebna podczas prac. Prace postępowały bardzo powoli. Do lipca 2008 dziadek był nadal rozgrzebany i wciąż stał i czekał na przypływ gotówki potrzebnej do dalszej kontynuacji prac. Próbowałem nawet wybrać jakiś kolor na bude:
Zdjęcie nie zachowało się
Niestety zielony (niby uspokajający) wprawiał mnie o zawrót głowy i dalej nie wiedziałem na jaki kolur będziemy malować .
Najważniejsze, że podłoga funkiel nówka była już wstawiona wraz z progami i innymi częściami karoserii…
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Ehhh na dziś dzień wymieniłbym całe progi, a nie tylko górne poszycia (nie wiedziałem ze da sie kupić całe progi ;p)... Było minęło, a całą reszte progu za pomocą młotka wyklepałem z blachy
W czerwcu 2008 miałem już też gotową tapicere:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Sprzyjająca pogoda pozwoliła też zająć się spodem:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Na dziś dzień (08.04.2010r.) wiem, że wiele rzeczy było zrobionych nieprawidłowo, wiele rzeczy zaniedbałem, a gdybym zaczynał remont dzisiaj sprawy postępowałyby nieco inaczej. Ale jak pisałem wcześniej moim głównym celem było zbieranie doświadczenia w tego typu rzeczach. Spawać uczyłem się sam i kiedyś zamierzam iść na jakiś kursik, aby się jeszcze doszkolić … może pozwolę sobie na jakiś lepszy sprzęt, bo bez sprzętu odpowiedniego to się ino nawq**** można ale to chyba wszyscy wiedzą ;p
W każdym razie prace powoli, ale skrupulatnie postępowały do przodu:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
W między czasie przyszły nowe nadkola, które nijak nie chciały pasować. Z przodu musiałem troszke rzeźbić ze szpachli ponieważ wiedziałem iż niektóre wstawki moglyby mnie przerosnąć, a wtedy to już nigdy bym garbim nie wyjechał:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
A czas mijał nieubłaganie, garbaty miał w grudniu 2008 zawieźć znajomą do ślubu, jednak przeliczyłem się troszkę z tempem prac, które ograniczała praca i zaoczne studia.
W styczniu 2009 końca dalej nie było widać. Ważne jednak, że szpachlo-rzeźba jak na pierwszy raz wyszła nieźle i nadawała się do lakierowania. Poniżej fotki z malowania podkładem:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
No i pierwsze mazianie kolorem (rzecz jasna mojego autorstwa;p):
Zdjęcie nie zachowało się
Z budą już pomagał mi znajomy bo sam nie ogarniałem tak sporego obiektu ;p
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Później były drzwi:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Silnik był wyciągniety, jednak prace nad nim ograniczyły się jedynie do mycia myjką, piaskowania niektórych elementów oraz malowania proszkowego. Mechanicznie był sprawny więc jak gófno nie śmierdziało to go po prostu nie ruszałem Pierwsze foto wygląd przed, a drugie wygląd po wsadzenia (z nowym sprzęgłem):
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Razem z oblachowaniem do renowacji poszły felgi
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Mozolne składanie hamulców czyli nauki ciąg dalszy
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Chlorokauczuk wylany w środku :
Zdjęcie nie zachowało się
Wyciszanie wnętrza:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Przygotowania przed próbą pierwszego odpalenia
Zdjęcie nie zachowało się
Na dzień dzisiejszy jest nie wiele więcej zrobione.. zatrzymała mnie elektryka, gdyż główne kable przeciągnąłem i tu moja wiedza i zapał zanikła. Mamy kwiecień 2010, garbojama zbliża się wielkimi krokami, a garbek stoi i czeka. Jak na razie doczekał się zmiany garażu i odkurzenia z kurzu Mam jednak cichą nadzieję, że w końcu po ponad półrocznym postoju wywołanym remontem swojego własnego gniazdka prace ruszą do przodu.
Niestety z powodu zaniku pamięci ;p niektóre fotki mogą być umieszczone nie po kolei.
Wiem też na pewno ze jest to mój pierwszy garbek i na pewno nie ostatni
Drugi projekt będzie miał lepszą baze, większy, a przede wszystkim grubszy portfel bo takie remonty wymagają sporych nakładów… Przykładowo ja przy 10tysiaku przestałem liczyć i było to dość dawno… Chcąc zrobić wszystko jak należy musiałbym mieć co najmniej raz tyle… Jednak jak to mówią: „Jak się nie ma co się chce, to się chce co się ma”
Koniec mocno skróconej wersji moich początków. Mam nadzieje że w końcu uda mi się systematycznie zaglądać na forum i relacjonować dalsze garbate przygody. THE END, a właściwie CDN!..."
VW1300 1968 r.
Garbaty 1961 r. - do remontu
Garbaty 1961 r. - do remontu