Ceny garbusow w Polsce ida w gore?

17 czerwca 2011, 11:54
Ja swojego garbusa kupiłem jako tzw "złom" mechanika do naprawy i z przegnitymi progami ... ale po skończeniu balcharki (wymiana) nie bede go traktował jako złom :-D
Zdjęcie nie zachowało się

http://mrowkowozownia.blog.pl/
17 czerwca 2011, 12:07
kilka osób z tego forum zaczynało od stanu wyjściowego złom nie rokujący na przyszłość, a teraz cieszą oko. Ja np. remontu garba Blaza bym się pewnie nie podjął:) a teraz jeździ i jest naprawdę profi zrobiony.
Proud member of Buzzing Bugs Team.
17 czerwca 2011, 12:16
zawszę trzeba mieć nadzieję ;-)
ja jak swojego rozkręciłem to "złom" wynosiłem w 15 litrowych wiaderkach i to nie jednym, po każdym zamiataniu garażu praktycznie, :)
a co dalej hmm nadal mam nadzieję że do wesela zdąże,
17 czerwca 2011, 12:18
Na zachodzi kupują zrobione auta, bo u nich robocizna, ceny części są o wiele droższa niż w Polsce.
To są inni odbiorcy...
U nas pasjonat kupi garba w stanie do remontu, dłubie pare lat w garażu, czy gdzieś po warsztatach... dużo robi sam.. i potem jeździ...
a inną grupą użytkowników są ludzie którzy mają kase i płacą za auto w pełni sprawne, zrobione, najlepiej takie do ktorego tylko lac paliwo i jeździć...
u nas też nie ma takiej mody na garby jak np. w stanach gdzie tymi autami jeżdżą ludzie młodzi-przerabiają, obniżają... itp itd.
często jako auta na codzień :)
zaraz ktoś powie że my tez przerabiamy i też młodzi jeżdzą... ok, ale to garstka osób :)
It's a DUB thing...
(o\_!_/o) 1200 '65
T2 '69
17 czerwca 2011, 12:24
rafaal111 napisał(a):Nie do konca sie z Toba zgodze Janie. Owszem mozna kupic za taka kase garba ale sa to auta, ktorym na ogol koncza sie przeglady dlatego cena jest tak niska.
Przeglady rejestracyjne sa tu bardzo surowe i auto musi byc naprawde w bdb stanie techicznym ( nie mylic z wizualnym) aby zostalo dopuszczone do ruchu. Moze okazac sie ze trzeba bedzie wlozyc kolejne tyle o ile jest sie laikliem w sprawach mechaniki. Dlatego czesto wlasciciele dochodza do wniosku ze wola pozbyc sie tego co maja niz inwestowac kolejne pieniadze. Ale tak jak wszedzie okazje trafiaja sie.
Nalezaloby takze wspomniec o cenach uslug w warsztatach gdyz to one maja takze decycujacy wplym na jakim poziomie ksztaltuja sie ceny.
O ile w Pl kazdy stara sie wykonac jak najwiecej prac w wlasnym zakresie to tu w Uk duza czesc wychodzi z przeswiadczenia ze woli oddac auto w rece specjalisty.

Generalna zasada zaczynajac z zlomem jako egzemplarzem wyjsciowym nie wazne ile w niego wlozysz wciaz nim pozostanie.

Ja to wszystko wiem bo przeciez z VW-ow zyje, ale wciaz twierdze ze za powyzsze kwoty mozna kupic solidnego garba do jazdy, ktory wymaga drobnych prac. Natomiast co do remontu kompletnego zlomu to powiem tak - nakladem ogromnych sordkow mozna takie auto przywrocic do zycia (znam takie przypadki bardzo dobrze) natomiast juz nigdy to nie bedzie solidny, fabryczny garb czy bus.
Wiec biorac to pod uwage + fakt, ze w 100% remont taki jest nieoplacalny (jesli mowimy moim standardzie fachowej roboty) ja bym sie w takie cos nie bawil. Szkoda czasu, zdrowia i pieniedzy. Lepiej znalezc drozszy, ale bardziej oryginalny samochod w uczciwym stanie bez badziewnych napraw, szpachli i spawania latek.
17 czerwca 2011, 16:36
Jan-in-uk napisał(a):Ja to wszystko wiem bo przeciez z VW-ow zyje, ale wciaz twierdze ze za powyzsze kwoty mozna kupic solidnego garba do jazdy, ktory wymaga drobnych prac. Natomiast co do remontu kompletnego zlomu to powiem tak - nakladem ogromnych sordkow mozna takie auto przywrocic do zycia (znam takie przypadki bardzo dobrze) natomiast juz nigdy to nie bedzie solidny, fabryczny garb czy bus.
Wiec biorac to pod uwage + fakt, ze w 100% remont taki jest nieoplacalny (jesli mowimy moim standardzie fachowej roboty) ja bym sie w takie cos nie bawil. Szkoda czasu, zdrowia i pieniedzy. Lepiej znalezc drozszy, ale bardziej oryginalny samochod w uczciwym stanie bez badziewnych napraw, szpachli i spawania latek.

Okazje trafiają się coraz rzadziej, to prawda.
Udało mi sie kupic naprawde świetny egzemplarz VW T2 nigdy nie spawany z orginalnym przebiegiem poniżej 100tys, którym się mocno zainteresowałes ale temat olałes bez słowa. Na dzis się Cieszę bo auto zostało w PL :D
Westfalia 1978'
(kontakt usunięty)
tel. (kontakt usunięty)
17 czerwca 2011, 17:11
doniecki napisał(a):
Jan-in-uk napisał(a):Ja to wszystko wiem bo przeciez z VW-ow zyje, ale wciaz twierdze ze za powyzsze kwoty mozna kupic solidnego garba do jazdy, ktory wymaga drobnych prac. Natomiast co do remontu kompletnego zlomu to powiem tak - nakladem ogromnych sordkow mozna takie auto przywrocic do zycia (znam takie przypadki bardzo dobrze) natomiast juz nigdy to nie bedzie solidny, fabryczny garb czy bus.
Wiec biorac to pod uwage + fakt, ze w 100% remont taki jest nieoplacalny (jesli mowimy moim standardzie fachowej roboty) ja bym sie w takie cos nie bawil. Szkoda czasu, zdrowia i pieniedzy. Lepiej znalezc drozszy, ale bardziej oryginalny samochod w uczciwym stanie bez badziewnych napraw, szpachli i spawania latek.

Okazje trafiają się coraz rzadziej, to prawda.
Udało mi sie kupic naprawde świetny egzemplarz VW T2 nigdy nie spawany z orginalnym przebiegiem poniżej 100tys, którym się mocno zainteresowałes ale temat olałes bez słowa. Na dzis się Cieszę bo auto zostało w PL :D

Jesli cos przegapilem i nie zadzwonilem pozostawiajac temat bez slowa to bardzo Cie przepraszam. Zdarza mi sie nie doplinowac tematow a czasami po prostu cos nam umknie (jest nas trzech i czasem ktos nie zadzwoni).
jeszcze raz sorry jesli cos poszlo nie tak z mojej strony.
17 czerwca 2011, 19:46
Nic się nie stało
Westfalia 1978'
(kontakt usunięty)
tel. (kontakt usunięty)
17 czerwca 2011, 22:11
A nie wpadliście na pomysł że fajne jest ratowanie trupa? I co z tego że się nie zwróci? Robi się samochód dla siebie czy żeby sprzedać?

Zazwyczaj te garby, które ktoś robi żeby sprzedać są śmieciami do remontu.

Mnie na przykład cieszy doprowadzanie garbów do stanu zbliżonego do tego co wyjechało z fabryki. Skończony garbus nie jest już taki fajny w sumie :? I ciągle myślę o kolejnym trupie wywleczonym z jakiegoś bagna do uratowania bo właśnie to mnie bawi. A to że kosztuje... Jedni chleją, inni zbierają znaczki pocztowe a jeszcze inni remontują samochody i to jest chyba pasja a nie jeżdżenie zajebistym, odpicowanym i drogim samochodem, którego ktoś wyremontował?

BTW. I tak garby są tanie. np remont takiego Jaguara XK120 to jest dopiero impreza droga.
'62 1200
'66 1200
'73 1200
'75 1200

Zdjęcie nie zachowało się
17 czerwca 2011, 23:25
Vw_RaF napisał(a):A nie wpadliście na pomysł że fajne jest ratowanie trupa? I co z tego że się nie zwróci? Robi się samochód dla siebie czy żeby sprzedać?

Zazwyczaj te garby, które ktoś robi żeby sprzedać są śmieciami do remontu.

Mnie na przykład cieszy doprowadzanie garbów do stanu zbliżonego do tego co wyjechało z fabryki. Skończony garbus nie jest już taki fajny w sumie :? I ciągle myślę o kolejnym trupie wywleczonym z jakiegoś bagna do uratowania bo właśnie to mnie bawi. A to że kosztuje... Jedni chleją, inni zbierają znaczki pocztowe a jeszcze inni remontują samochody i to jest chyba pasja a nie jeżdżenie zajebistym, odpicowanym i drogim samochodem, którego ktoś wyremontował?

BTW. I tak garby są tanie. np remont takiego Jaguara XK120 to jest dopiero impreza droga.

ty chyba jesteśmy podobnego zdania, dla mnie jest to pełne satysfakcji jak widzę ile złomu było przed remontem i mało kto we mnie wierzył i w moją cierpliwość, a jak teraz ten złom przybiera na wadze i zaczyna wyglądać, to ci sami ludzię mówią że nie wierzą, i to jest ta satysfakcja że z niczego można zrobić coś co jeszcze oko nacieszy,
nie sztuka kupić drogo dobrego gsrba do pomalowania, dla mnie satsfakcja jest udowodnienie że nawet jak wydaje się że nie ma szans po roku czasu zaczyna to wyglądać na samochód,
oby więcej takich jak my to trochę tych sprzętów uratujemy przed pocięciem,
17 czerwca 2011, 23:46
Samochody to sie wogóle nie opłacają. Ani nowe. ani stare :-)
Nieznośna lekkość butów
17 czerwca 2011, 23:58
ADI napisał(a):Samochody to sie wogóle nie opłacają. Ani nowe. ani stare :-)

Swieta prawda :lol:
18 czerwca 2011, 10:34
Newek napisał(a):
Vw_RaF napisał(a):A nie wpadliście na pomysł że fajne jest ratowanie trupa? I co z tego że się nie zwróci? Robi się samochód dla siebie czy żeby sprzedać?

Zazwyczaj te garby, które ktoś robi żeby sprzedać są śmieciami do remontu.

Mnie na przykład cieszy doprowadzanie garbów do stanu zbliżonego do tego co wyjechało z fabryki. Skończony garbus nie jest już taki fajny w sumie :? I ciągle myślę o kolejnym trupie wywleczonym z jakiegoś bagna do uratowania bo właśnie to mnie bawi. A to że kosztuje... Jedni chleją, inni zbierają znaczki pocztowe a jeszcze inni remontują samochody i to jest chyba pasja a nie jeżdżenie zajebistym, odpicowanym i drogim samochodem, którego ktoś wyremontował?

BTW. I tak garby są tanie. np remont takiego Jaguara XK120 to jest dopiero impreza droga.

ty chyba jesteśmy podobnego zdania, dla mnie jest to pełne satysfakcji jak widzę ile złomu było przed remontem i mało kto we mnie wierzył i w moją cierpliwość, a jak teraz ten złom przybiera na wadze i zaczyna wyglądać, to ci sami ludzię mówią że nie wierzą, i to jest ta satysfakcja że z niczego można zrobić coś co jeszcze oko nacieszy,
nie sztuka kupić drogo dobrego gsrba do pomalowania, dla mnie satsfakcja jest udowodnienie że nawet jak wydaje się że nie ma szans po roku czasu zaczyna to wyglądać na samochód,
oby więcej takich jak my to trochę tych sprzętów uratujemy przed pocięciem,

Też bym się pod tym podpisał.
Kwestia jest również tego, czy traktujemy "ten sport" jako pasje czy zarobek. Podejrzewam, Janie ze Ty traktujesz raczej jako zarobek, więc zrozumiale jest to co piszesz...nie oplaca sie kupic zloma, wyremontowac do i probowac sprzedac, bo i tak na tym nie zarobisz.
Co innego, jesli ktos chce kupic taniej Garba, bo wie ze bedzie mogl stopnioweo w niego wkladac jakas kwote na bierzacy, lub generalny remont, bo nie stac go na jednorazowe wylozenie kilkunastu/dziesieciu zl na kupno igielki. No i oczywscie robi to dla siebie, nie na handel..
18 czerwca 2011, 11:19
Vw_RaF napisał(a):A nie wpadliście na pomysł że fajne jest ratowanie trupa? I co z tego że się nie zwróci? Robi się samochód dla siebie czy żeby sprzedać?

Zazwyczaj te garby, które ktoś robi żeby sprzedać są śmieciami do remontu.

Mnie na przykład cieszy doprowadzanie garbów do stanu zbliżonego do tego co wyjechało z fabryki. Skończony garbus nie jest już taki fajny w sumie :? I ciągle myślę o kolejnym trupie wywleczonym z jakiegoś bagna do uratowania bo właśnie to mnie bawi. A to że kosztuje... Jedni chleją, inni zbierają znaczki pocztowe a jeszcze inni remontują samochody i to jest chyba pasja a nie jeżdżenie zajebistym, odpicowanym i drogim samochodem, którego ktoś wyremontował?

BTW. I tak garby są tanie. np remont takiego Jaguara XK120 to jest dopiero impreza droga.
Dokladnie. Sam sie na tym łapie, że chyba wolę robić niż jeździć...
18 czerwca 2011, 12:35
saunas napisał(a):Podejrzewam, Janie ze Ty traktujesz raczej jako zarobek, więc zrozumiale jest to co piszesz...nie oplaca sie kupic zloma, wyremontowac do i probowac sprzedac, bo i tak na tym nie zarobisz.
Co innego, jesli ktos chce kupic taniej Garba, bo wie ze bedzie mogl stopnioweo w niego wkladac jakas kwote na bierzacy, lub generalny remont, bo nie stac go na jednorazowe wylozenie kilkunastu/dziesieciu zl na kupno igielki. No i oczywscie robi to dla siebie, nie na handel..

Mysle, ze po czesci masz racje. Te na ktorych zarabiam nie moga byc zlomami. W Europie mam opinie sprzedawcy, ktory do tej posry nigdy nie sprzedal nikomu nic zrobionego "na szybko" i musi tak zostac. Wiec dla mnie zlomy sie nie oplacaja. Poza tym wole poczekac i znalezc cos zdekompletowanego ale w oryginalnym stanie blacharski.
Powtorze jeszcze raz - DLA MNIE nawet najlepszy remont NIE JEST W STANIE zbilzyc sie do wykonania fabrycznego.

Natomiast zeby rzucic nieco swiatla na inna strone medalu - odbudowalem ladnych kilka aut, wciaz buduje i nie dalej jak 3 miesiace temu skonczylem Ratlooka ktory po zakupie przypominal szwajcarski ser i nadawal sie tylko na zlom.
Ale uparlem sie bo mial przepieknie oryginalnie spatynowany dach, powirzchowna rdze i wygladal jakby latami stal na polu w Califonii.

Auto kosztowalo mnie ponad £5000 ze wszystkim nie liczac mojej robocizy. Sprzedalem za £2000 i to tylko dlatego ze nie mialem gdzie go trzymac a trafil sie wesoly chlopak i obiecal solennie ze bedzie go trzymal do smierci. Widzialem go pozniej na zlotach, mile.
Kocham te auta tak jak wy i czasami nie zysk jest najwazniejszy (wbrew temu co niektore barany o mnie opowiadaja).

Ja z handlu zyje ale bez cienia watpliwosci jestem wielbicielem wiatrakow i wciaz mam rece pelne roboty. :-)




A tak wygladalo cale auto, to tylko spod podlogi na polaczeniu z bulk head (nie wiem jak ta czesc sie nazywa po Polsku, ja sie mechaniki uczylem w UK). Wiec wiem co znaczy ratowanie kompletnego trupa i doprowadzenie do idealnego stanu pod skorupa ratlooka.
Zdjęcie nie zachowało się

← Luźne dyskusje