Michał2 napisał(a):No bo jest taniej...
A jak komuś auto (choćby nawet zacne )służy nie tylko do mania, ale i do jeżdżenia no to ma chyba znaczenie. Zostawić w oryginale i przejeżdżać jakiś tam dystans, czy zepsuć auto gazem ,ale w zamian przejechać sporo więcej za te same pieniążki -o to jest dylemat . Właśnie kolega świeżo przeżywał -Jeep "szeroki" -auto jak wiadomo do oszczędnych nie należy.Na początku to oczywiście gaz be, wstyd i w ogóle do dxpu i nie ma mowy. Ale jak benzynka piątaka przekroczyła, a jechało by się tam i ówdzie....a w kieszonce nietęgawo ...No i zagazował. I jakoś nie zauważa pogorszenia osiągów . A zwróciło się szybciutko.
Mnie to raczej zagazowane popierdółki typu Tico śmieszą. Zwłaszcza jak najczęściej "kapelusznik" go dojeżdżający robi jakieś 8000 w roku...
Mnie tez. Do tego wlasnie pije. Bo to ten sam przypadek - w obu trzeba zrobic kalkulacje kosztow zalozenia instalacji i tego, ile taniej sie bedzie przejezdzalo jeden kilometr i tego, ile sie przejezdza samochodem kilometrow rocznie (i jak dlugo sie bedzie nim jezdzic). To warto by jeszcze skorygowac o koszt (pieniezny, czasowy itd) obslugiwania i naprawiania dodatkowej instalacji. Proste i oczywiste? Dla niektorych za trudne. Dla niektorych wystarcza haslo ze "bo jest taniej". A czasem nie jest.
Umowmy sie - koszt wsadzenia wasserboxera do Garbusa jest duzy. Jesli ktos na dodatek nie zrobi tego wlasnorecznie, to bardzo duzy. A w dzisiejszych czasach w zdecydowanej wiekszosci przypadkow mamy do czynienia z hobbystycznym samochodem, ktory nie jezdzi rocznie duzo. Nawet jesli nie sluzy tylko do mania.
Bo koszt przejechania jednego kilometra na gazie to nie tylko koszt tego gazu. Znowu oczywista oczywistosc, ale nie dla wszystkich.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.

