sucho na drogach ale ... sól

15 stycznia 2015, 01:34
Tak czytam Wasze wypowiedzi w temacie zimowej przejażdżki i jak to zwykle bywa opinie są różne. Ja osobiście od ponad miesiąca także zastanawiałem się intensywnie, czy wyprowadzić na spacer mojego Garbusa i wreszcie doszedłem do jednego wniosku- tak. Fakt, jak dwa czy trzy razy jechałem już do niego (jest w wynajętym garażu), zaczął akurat padać deszcz, zawróciłem i dałem sobie spokój. Wreszcie przed dwoma dniami gdy temperatura była na plusie i asfalt był zupełnie suchy wyjechałem jak zawsze z radością. Przejechałem się kilkanaście kilometrów. Nie jestem fachowcem ani mechanikiem czy blacharzem i być może moje myślenie wyda się komuś śmieszne, ale uważam, że taka przejażdżka raz na 3 tygodnie po suchej ulicy nie jest czymś strasznym, a wręcz dobrym.
Tak sobie sam wydedukowałem, że dobrze jest rozgrzać silnik, rozruszać skrzynię, hamulce itd. Dawniej myślałem, że z tym czy tamtym tematem życiowym można zaczekać, to zrobić później, a tego czy tamtego szkoda w danej sytuacji użyć bo się zniszczy. A czas w danym temacie mijał. Miałem dopiero 18 lat a po chwili mam ponad 30. Więc pewne rzeczy (w tym nasze Garbusy) są po to, żeby je używać i się nimi cieszyć. Jestem przeciwnikiem ciągłej jazdy w deszczu, śniegu i soli, ale przecież np. deszcz może nas złapać w najdalszej podróży i może lać kilka dni, a jechać trzeba. I co w takiej sytuacji? Załamać się i nie spać dwa miesiące, bo samochód dostał deszczu? :-) Uważam, że raz na jakiś czas zimą po suchym asfalcie można się przejechać i nic się nie stanie, a nim Garbus zgnije, nas już nie będzie na tym świecie... ;-)
Tylko VW Garbus...
15 stycznia 2015, 09:13
No dobra, to jeszcze raz, bo i Rafal i Wilk podają parę interesujących argumentów, z którymi warto dyskutować (ale nie na zasadzie większości internetowych dyskusji, tzn "przeczytam to co 'przeciwnik' napisze żeby lepiej przygotować odpowiedź, która wykaże że jest debilem i 'wygrać'").

Rafał, porównujesz jazdę po soli do jazdy w deszczu, mycia myjką, czy garażowania pod chmurką. To są IMHO złe porównania. Jest pomiędzy nimi zasadnicza różnica, która sprawia że wyjechanie w zimie choć jeden raz na sól "przyspiesza proces korozji" (bo nie, nie sprawi że Garb się od razu przełamie. Naprawdę) nieporównywalnie bardziej
Jeśli wyciągniesz Garba z garażu, umyjesz go i wsadzisz z powrotem to on tam wyschnie i pozostanie mokry tylko przez krótki czas. To rzeczywiście ma marginalne znaczenie. Jeśli natomiast wyciągniesz Garba na sól, choćby na chwilę i wsadzisz go do tego samego Garażu, to ta sól na nim zostanie i będzie pracować aż do wiosny, gdy kilka jazd po deszczu ją w końcu wypłuczą. Dobrą lekcją poglądową w tym zakresie jest wiosenną czy letnią porą, zapomniawszy już całkiem o zimie wejdziesz pod Garba sobie coś podłubać tylko po to, żeby zobaczyć że co rusz z kolejnego zakamarka sypią się na ciebie całe łyżeczki białego syfu. Nie, nie słonego brudu (to też) ale chamskiej, zwyczajnej kuchennej soli. Taki - jak to mawiają anglosasi - aj ołpener.
Czyli - jedna przejażdżka w soli w środku zimy = przyspieszona korozja przez cały okres, jaki pozostał Ci do wiosny.

Teraz co do tego co mówi Wilk, co - popraw mnie jeśli się mylę - można streścić tak: " Nie dajmy się zwariować, życie jest za krótkie a Garby są od tego żeby się nimi cieszyć, jeżdżąc nimi. " Ja to doskonale rozumiem. Czuje dokładnie to samo (a zważ że są inni - tacy, których bardziej cieszy dłubanie przy nich kolekcjonowanie ich czy choćby pisanie o nich w necie, a jeżdżenie wcale ich tak nie kręci). Do tego bardzo lubię jazdę Garbem po śniegu - to kupa zabawy. Dlatego decyzja, czy danego Garba na daną zimę odstawić czy nie jest dla mnie trudna. Dlatego pokusa, żeby "oh, choć ten jedna przejażdżka bo dziś sucho, bo WOŚP, bo pojeżdżawka, bo rozruszać koła" zawsze była silna. I też wymyślałem sobie argumenty, które pozwalały by mi samego siebie oszukać, że to wcale tak nie szkodzi, a jest nawet korzystne. Tyle że dyskutowałem na ten temat też sporo w klubowym gronie i miałem kumpli, którzy potrafili mnie przekonać że to bez sensu (a ja nie powiedziałem "jesteś debilem, możesz sobie filozować, a ja i tak mam swoje zdanie, fakju". Może dlatego że to nie byl internet). Przy czym - to ważne - bez sensu nie jest wyjeżdzanie w zimę, ale bez sensu jest trzymanie Garba całą zimę i wyjeżdzanie nim tylko raz czy dwa, na krótko. To jest najgorsze z dwóch światów, bo ani chronisz przed korozją, ani nie masz przyjemności z jazdy. Dlatego sensowne są dwie opcje:

1) Albo trzymasz cierpliwie samochód cały okres solny i zagryzasz paznokcie z niecierpliwości
2) Albo nie tracisz życia, wyjeżdżasz sobie na przejażdżki nawet zimą i żyjesz z (korozyjnymi) konsekwencjami, ale masz fun.

Ja testowałem przez lata, na ładnych paru laboratoryjnych próbkach ;) obie opcje, a także głupie opcje pośrednie. I - uwierzcie mi - wiem co to dobre zabezpieczenie antykorozyjne.


Aha - Wilk - z deszczem to naprawdę nie ma sensu tak się cackać, to nie ma porównania do soli. A o ile doskonale zdaje sobie sprawę jak destrukcyjne dla mechaniki jest jej nieużywanie to to, że w środku zimy raz czy dwa Garba odpalisz niewiele (albo nic) tu nie pomoże, a może zaszkodzić.


Tak że czy tej jednej przejażdżki w zimę będzie się później żałować? TAK. Ale tylko wtedy, jeśli wcześniej oszukiwaliśmy się że to nie ma znaczenia, albo przekonali nas do tego internetowi wujkowie dobra (i tania) rada. Bo jeśli ktoś świadom konsekwencji podejmie taką decyzję, to jest tylko kwestia wyboru i osobistych preferencji.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
15 stycznia 2015, 13:48
Bodajże nawet w Jezewskim jest wzmianka na temat tego ze fabryka oferowała dodatakowe woskowe zabezpieczenie podwozia na okres zimowy o trwałości 6 miesięcy. Ciekawi mnie to jak to robiono i czego używano.
Dieser Wagen läuft und läuft und läuft...
15 stycznia 2015, 13:54
hmm widzę, że ilu ludzi tyle opinii a najlepsze jest to, że w zasadzie z każdym potrafię się zgodzić :shock:
postanowiłem więc troszkę zmodyfikować moje pytanie... :-D
Przyjmijmy, że mamy dwa identyczne garbusy (te same modele, w tym samym czasie tak samo starannie odrestaurowane i zabezpieczone) Jednym jeździmy codziennie cały rok a drugim tylko w okresie letnim (w deszczu również). I teraz pytanie: O ile lat dłużej posłuży nam garbus trzymany zimą w garażu ?
Oczywiście pytanie czysto teoretyczne bo jak wiadomo na zużycie auta ma wpływ bardzo dużo czynników i takiej też teoretycznej odpowiedzi oczekuje. Cały czas mam na myśli korozję
Jeżeli jest to kwestia 2-3 lat to nie ma tematu ale jeśli 10-15 to jest się nad czym zastanawiać :-)
15 stycznia 2015, 15:24
Na Twoje pytanie w zasadzie odpowiedzieć sie nie da i to z kilku względów
1. Przykładowe restaurowane auto było restaurowane z jakiegoś powodu, a to z takiego ze juz wcześniej zgniło. Nie wiemy na ile było zgniłe i na ile usunięto korozje (ale wiemy ze ona jest i się czai zawsze) Nie wiemy tez jakiej jakości blach użyto, na ile zakonserwowano samochód itd.
2. Znam mało osób które odrestaurował by garba na poziomie i później nim w zimę jeździły. A to z takiego wzgledu ze wychodzi ten remont sporo drożej niz zakup dupowozu.

Jesli miałbym obstawiać, to wg mnie zgnite auto które zostało porządnie odrestaurowane będzie nosić istotne ślady zimowej eksploatacji (ślady, nie to ze przełamie sie na pół) po 2-4 zimach.

Z obserwacji ludzi który sie wypowiadają wychodzi mi, ze przeciwnikami jazdy zimowej sa Ci którzy przejeździli nie jedna zimę i zgnili nie jednego garbusa :wink:
Maszerujmy ramię w ramię ku słońcu świata nowego
15 stycznia 2015, 16:02
Pierwszym garbusem jakim jezdzilem był spar z '73. Przejezdzilem nim dziesięć zim. Konserwację poprawiłem co roku. Odbudowalem go solidnie nie mniej jednak robiłem z tego co mialem a nie mialem zbyt wiele. Reperaturki dorabialem sam z blachy z metalzbytu farby przeniosłem sobie z stoczni. Po tym czasie eksploatacji auto nie zgnilo fakt korozja pojawiała się. Było to dawno temu gdzie garbusa można było kupić za 2 tys zl a wyremontować za 5 tys. Teraz tak się nie da stad taniej zmienić dupowoz niż remontować klasyka.
Dieser Wagen läuft und läuft und läuft...
16 stycznia 2015, 11:21
rafaal111 napisał(a):Bodajże nawet w Jezewskim jest wzmianka na temat tego ze fabryka oferowała dodatakowe woskowe zabezpieczenie podwozia na okres zimowy o trwałości 6 miesięcy. Ciekawi mnie to jak to robiono i czego używano.
Myślę że w ciągu kilkudziesięciu lat produkcji Garbusa technologie zabezpieczeń się zmieniały. Zresztą jak zmieniała się odporność samych blach! Garby z lat 70tych gniły jak głupie w ciągu kilku lat (może nie jak Mercedes Okular, ale bardzo), te początku lat 60tych były o niebo trwalsze, a człowiek zajmujący się VW z okresu wojny opowiadał mi niedawno, że ze zdziwieniem słyszy historie o przegnitych rurowiskach, bo jak on znajduje takie z początku lat 40tych to choćby nie wiem gdzie przez te lata leżały to mają conajwyżej korozję powierzchniową, ale nigdy nie na wylot.
Myślę jednak że może Ci chodzić o taką cienką warstwę woskowatego, brązowego syfu, którą można czasem znaleźć przy remontach. Bardzo trudno to usunąć z miejsc, z których samo nie odpadło.
motobar napisał(a):Przyjmijmy, że mamy dwa identyczne garbusy (te same modele, w tym samym czasie tak samo starannie odrestaurowane i zabezpieczone) Jednym jeździmy codziennie cały rok a drugim tylko w okresie letnim (w deszczu również). I teraz pytanie: O ile lat dłużej posłuży nam garbus trzymany zimą w garażu ?
Oczywiście pytanie czysto teoretyczne bo jak wiadomo na zużycie auta ma wpływ bardzo dużo czynników i takiej też teoretycznej odpowiedzi oczekuje. Cały czas mam na myśli korozję
Jeżeli jest to kwestia 2-3 lat to nie ma tematu ale jeśli 10-15 to jest się nad czym zastanawiać :-)

Łysy, oczywiście to nie są żadne laboratoryjne warunki, identyczne przykłady ani statystyczna próbka, ale coś do myślenia może dać porównanie Garba Karoliny i Błażeja. Były robione jeden po drugim, w tym samym warsztacie. Błażej jeździł zimami, Karo - nie.

Porównanie Garba Karo z moim szarym jest mniej miarodajne, bo mój remont miał tak naprawdę gdzieś pewnie na początku lat 90tych, zrobiony niewiadomymi technologiami, a potem przez jakieś 10 lat (jeśli nie więcej) stał najpierw w garażu, potem pod wiatą, a ostatnie lata - pod chmurką. Ja po zakupie go tylko lakierowałem plus niewielkie poprawki tego co wyszło.

Coś jednak z jego historii można wyciągnąć. Przez pierwsze dwie zimy jeździłem nim. Już po pierwszej zmienił się z "świeżo odremontowanego cukiereczka" w ... dość ładnego Garba. Efekty widać było na chromach, w kilku miejscach na blacharce no i oczywiście na elementach takich jak śruby kół czy te gwinty w podwoziu, które były odsłonięte.
Po drugiej zimie... zdecydowałem się kupić dupowóz. Wiadomo, to nie był pełny remont, a nawet jeśli od tego właściwego upłynęło wiele lat, to przez te ostatnie dwa Garbus był ruszany i trochę rzeczy wyszło. Przestało to wyglądać ciekawie, a ja nie byłem gotowy znowu go rozbierać. Zacząłem chować na zimę i od tego czasu on właściwie się nie zmienia. Są zgnite miejsca, ale to są te same miejsca co po drugiej zimie, degradacja postępuje powoli. Myślę jednak że gdybym próbował nim przejechać kolejna zimę, to na wiosnę nie nadawał by się już do jazdy.
Mam jeszcze inne przykłady gdy rezygnacja z jazdy zimą "zamroziła" postęp gnicia Garba i pozwoliła odłożyć zbliżający się remont o kilka lat.
To naprawdę jest ogromna różnica.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
16 stycznia 2015, 21:42
Jak sie tak dobrze zastanowic to wiekszość problemów z korozja występuje od wewnątrz niż od zewnątrz nadwozia .
aby sie tego ustrzec należałoby trzymać samochód w ogrzewanym garażu w temperaturze powyżej punktu rosy.
niestety w naszym klimacie jest to prawie niemożliwe. para wodna skrapla sie na zimnym nadwoziu i spływa do wszelkich zakamarków wewnątrz mieszając sie z zastałym tam wszelkim syfem tworząc miejsca do powstawania pięknej korozji wyłażącej z czasem na zewnątrz.
warto o tym pamiętać bo często poświęca sie dużo uwagi zewnętrznej stronie nadwozia- podwozia zapominając o środku . czesto jest tak że autko z zewnątzr suche jest w środku mokre przez sałe tygodnie.
16 stycznia 2015, 22:51
Dlatego podczas zimowania zostawia się otwarte szyby :-)
Maszerujmy ramię w ramię ku słońcu świata nowego
17 stycznia 2015, 08:56
tak na marginesie...
mój sposób na chromy w sezonie jak i podczas zimowych wycieczek.
http://showcarshine.pl/felgi/355-chemical-guy…atis-mikrofibra.html

Aplikuję 2 razy do roku po dwie warstwy i nie ma opcji żeby coś się działo.
Wjeżdżam na myjkę ciśnieniową po każdej zimowej przejażdżce, płukam tylko wodą wszystko schodzi i wstawiam do garażu.

dodatkowo czasem tylko microfibra w dłoń psikam http://showcarshine.pl/1580-angelwax-qed-quic…-detailer-500ml.html

dosłownie przecieram jak brudną szybę i jest lustro chrom plus nie usuwam przy tym wosku.

Latam w moim drugim wozie po 20-25 tys. km rocznie na chromowanych kółkach. Mam 3 lata koła i bez kłamstw i przesady są jak nówki. Jedyne co używam to te dwie rzeczy z linków powyżej w sposób jak powyżej.

Może nie są to najtańsze specyfiki ale sprawdzone przez lata.
17 stycznia 2015, 13:22
vwandal napisał(a):Jak sie tak dobrze zastanowic to wiekszość problemów z korozja występuje od wewnątrz niż od zewnątrz nadwozia .
aby sie tego ustrzec należałoby trzymać samochód w ogrzewanym garażu w temperaturze powyżej punktu rosy.
niestety w naszym klimacie jest to prawie niemożliwe. para wodna skrapla sie na zimnym nadwoziu i spływa do wszelkich zakamarków wewnątrz mieszając sie z zastałym tam wszelkim syfem tworząc miejsca do powstawania pięknej korozji wyłażącej z czasem na zewnątrz.
warto o tym pamiętać bo często poświęca sie dużo uwagi zewnętrznej stronie nadwozia- podwozia zapominając o środku . czesto jest tak że autko z zewnątzr suche jest w środku mokre przez sałe tygodnie.


W garażu zawsze można zostawić pochłaniacz wilgoci, a nawet dwa z czego jeden wewnątrz auta :-)
3 lutego 2015, 18:49
Tej niedzieli w końcu było w miarę sucho, świeciło piękne słońce, więc nie mogłem się oprzeć pokusie.

I jestem mega zadowolony, a uśmiech jeszcze mi nie schodzi z buzi. Bo jazda Garbusem po prostu jest zajebista.
4 lutego 2015, 11:29
W pełni popieram. Ja przed tygodniem, gdy były dwa dni zupełnie suche i temperatura na +, także zrobiłem z 15 kilometrów. Z miejsca lepszy humor... ;-) Czekam na kolejne suche dni...
Tylko VW Garbus...

← Pytania i problemy