Dzis zrobiłem ostatnią jazdę garbuskiem i odstawiłemgo do garażu gdzie bedzie stać do wiosny . z garbowych notatek wynika ze tak w poprzednim sezonie przejechałem ok 2100 km a jak u was ?
1303s
Garbiarnia4z Wami od 2003 roku
Luźne dyskusje

Marek2 napisał(a):W tym roku zrobilem ok 3500 km. Ale ok. 2500 km jak pojechalem z dziewczyna do Chorwacji i Wloch. Wiec na miejscu w kraju slabo....Postaram sie jak beda zainteresowani dac linka do fotek z tej wyprawy... bo predkosc max to 80km/h, no ale dach otwarty.
Pozdrawiam
Marek.

saephir napisał(a):A ja zrobiłem coś koło 5000km od początku roku do lipca. Od lipca do początku października Garbus "garażował" w Wesołej...
Oto krótka historia "jak nie kupować Garbusa".
Historia zaczęła się od tego, że kupiłem swojego pierwszego Garbusa (meksyk, rocznik modelowy 1980, silnik 1200) w październiku zeszłego roku za 18k.
Trzeba przyznać, że słabo się znałem na Garbusach, ale lakier był w doskonałym stanie, zrobiona nowa jasna tapicerka itd. Wizualnie super. Obejrzałem go od spodu - był zabezpieczony antykorozyjnie, wstawione nowe progi, podłoga przykręcana. Silnik pracował jako-tako, właściciel mówił że dłuższy nie były regulowane zawory, zapłon i gaźnik. Miał go kilka lat i jeździł mało, głównie na weekendowe wyjazdy po kilkanaście km. Był drugim właścicielem od "nowości". Papiery w porządku, nr podwozia się zgadza. Wydawało się że wszystko jest OK.
Pojechałem do praskiego warsztatu, gdzie Adam Ziółkowski podregulował silnik i parę innych pierdół (wyjął sprężynę którą ktoś wstawił przy drążku skrzyni biegów) i tak pojeździłem kilka miesięcy.
Głównie poruszałem się w ruchu miejskim i garbus palił olej przy górnej granicy dopuszczalności, ok. 1l/1000km. Rzadko jeździłem w trasy, gdzie jechało się szybko (90-120km/h). Wtedy oleju schodziło więcej, zdarzało się miganie kontrolki. Robiłem dolewki i liczyłem, że "jakoś to będzie", że to jednorazowa akcja.
Przyszedł czas wyjechać na autostradę, więc sprawdziłem olej i jazda. Jechałem 100-110km/h i po ok. 40 kilometrach, przy pierwszych bramkach, po odpuszczeniu gazu zobaczyłem czerwień przy kontrolce "OIL". Garbus stracił też moc, nie był w stanie wrócić do poprzedniego pułapu prędkości. Całe szczęście, że za 1-1,5km był zjazd na stację, bo nie miałem ochoty stanąć na autostradzie. Dotoczyłem się do stacji, spod klapy silnika już się kopciło, za samochodem była struga oleju a pod nim - szeroka na 0,5m plama. W zasadzie spalił lub puścił cały olej. Odczekałem około godzinę-półtorej aż silnik ostygnie i w końcu wlałem olej chcąc sprawdzić czy przeleci. Nie przeleciał, więc dolałem ile trzeba, pojeździłem na próbę po stacji i widać było tylko pojedyncze krople pod samochodem. Zdecydowałem się wrócić do Warszawy jadąc 50-60km/h. Udało się.
Po tej "akcji" zrobiłem jeszcze ok. 100 kilometrów przed wizytą u Czarka z Wesołej. Garbus dojechał o własnych siłach, choć musiałem stosować rajdową technikę heel-and-toe na wolnych obrotach, żeby nie zgasł. Nadszedł czas na remont silnika... albo wcale niekoniecznie. Po rozebraniu silnika okazało się, że ten nie nadaje się zupełnie do remontu. Przy rozbieraniu wyszło mnóstwo silikonu i rozmaitych patentów. Cylindry i tłoki były poobcierane, jedna z panewek była obrócona, a jedna ze szpilek w bloku ustawiona pod kątem. Nastąpiła wymiana silnika na industrial z '74.
Po wymianie silnika poczułem się jak w nowym samochodzie. Przy okazji Czarek wymienił przekładnię kierowniczą i sprzęgło. Po 500 km miałem wrócić na wymianę oleju i regulację.
Przy regulacji okazało się, że jest wyciek oleju ze skrzyni biegów - poszedł uszczelniacz i jeden z bębnów hamulcowych z tyłu był zaolejony. Przy rozebraniu układu hamulcowego z tyłu okazało się, że cylinderki i szczęki są do wymiany, linka ręcznego naderwana, a po złożeniu wszystkiego do kupy jedno z kół nie chce się kręcić. Wyszedł kolejny patent - nieprawidłowo założone mocowanie koła do osi, groziło pozostawieniem koła w rowie, a ciała na cmentarzu.
I tak zakup, który laikowi wydawał się dobry, zamienił się w finansową - i nie tylko (samochód wyłączony z eksploatacji na ponad 3 miesiące) - katastrofę. Wszystkim nieobeznanym polecam wziąć ze sobą kogoś doświadczonego na oględziny pierwszego Garbusa. W przeciwnym wypadku możecie się nieźle wpakować.
Z dodatkowych "kwiatków":
Na wiosnę w samochodzie zaczęło śmierdzieć i gdy zdjąłem dywaniki, ujrzałem kompletnie przemoczony filc po stronie kierowcy. Wywaliłem go i wstawiłem wycięty kawałek dywanu. Załatałem niewielką dziurkę w nadkolu, ale ciągle przecieka jakimiś drobnymi kanalikami w okolicach styku podłogi z nadkolem, które jeszcze muszę załatać... albo wymienić blachy, jeśli się nie da. Okazało się, że "wyglądająca dobrze" od spodu blacha przecieka.