zakończenie sezonu 2016 - podsumowanie

3 listopada 2016, 19:21
Dzis zrobiłem ostatnią jazdę garbuskiem i odstawiłemgo do garażu gdzie bedzie stać do wiosny . z garbowych notatek wynika ze tak w poprzednim sezonie przejechałem ok 2100 km a jak u was ?
1303s
3 listopada 2016, 20:59
Jak będzie pogoda to pewno coś tam jeszcze pośmigam. Ok 15-17000km w tym sezonie będzie, sprawdze jutro licznik dokładnie.
Maszerujmy ramię w ramię ku słońcu świata nowego
5 listopada 2016, 21:21
Aż 700 kilometrów przybyło na liczniku w moim mexie.
vw 1200 1960r
vw 1200 Mexico 1981r
5 listopada 2016, 21:55
W tym roku naprawde pojezdzilem.
Garbem zrobilem jakies 160 km to bdb wynik prawie 20 razy wiecej w porownaniu z latami ubieglymi.
Pojezdzilem za to prycza jakies 400 km, motorem okolo 150.
Dupowozu I lawety nie licze :wink:
Najwiecej przejechalem rowerem :-D
Dieser Wagen läuft und läuft und läuft...
6 listopada 2016, 09:49
Ja w tym roku nieco mniej z 5-6 tysięcy kilometrów.
VW 1300 1969
6 listopada 2016, 19:07
z moich podsumowywań wyszło że za duzo pracuje, a za mało zajmuje się hobby ;)
garb zrobił dokładnie 1002 km, a motocykl 1150 km

tak że wychodzi jak u rafala że najwiecej to na rowerze siedzialem ....
Qwazimodo - człowiek z garbem :)
1966
7 listopada 2016, 10:27
Jak ja Wam zazdroszczę.... w tym sezonie to stówy nie przejechalem a to oc przyjechałem to byl jeden wyjazd :cry:
Paweł vel YOGI
Vw 1979 1303 Black&Beige cabrio 1915cm3
VW T4 Business 2.8 V6
Westfalia James Cook 2.9TD
GSM (kontakt usunięty)
Allegro: VW_Pasja
Części używane do Twojego VW
16 listopada 2016, 16:21
Witam !
Swojego VW 181 kubla ,odstawilem jak co roku do cieplego garazu, aby biedaczek sie nie przezebil ( szkoda dachu i tak tragiczny).
W tym roku zrobilem ok 3500 km. Ale ok. 2500 km jak pojechalem z dziewczyna do Chorwacji i Wloch. Wiec na miejscu w kraju slabo....Postaram sie jak beda zainteresowani dac linka do fotek z tej wyprawy... bo predkosc max to 80km/h, no ale dach otwarty.

Pozdrawiam
Marek.
17 listopada 2016, 11:26
Marek2 napisał(a):W tym roku zrobilem ok 3500 km. Ale ok. 2500 km jak pojechalem z dziewczyna do Chorwacji i Wloch. Wiec na miejscu w kraju slabo....Postaram sie jak beda zainteresowani dac linka do fotek z tej wyprawy... bo predkosc max to 80km/h, no ale dach otwarty.

Pozdrawiam
Marek.

Bardzo chętnie obejrzałbym zdjęcia z wyprawy. Ja w tym roku byłem już szósty raz swoim garbem w Chorwacji.

Pozdrawiam
Baaz

www.dokwadratu.wordpress.com

VW 1200 - 1973
VW T2 - 1979
WSK 125 - 1960
17 listopada 2016, 12:54
A ja zrobiłem coś koło 5000km od początku roku do lipca. Od lipca do początku października Garbus "garażował" w Wesołej...

Oto krótka historia "jak nie kupować Garbusa".

Historia zaczęła się od tego, że kupiłem swojego pierwszego Garbusa (meksyk, rocznik modelowy 1980, silnik 1200) w październiku zeszłego roku za 18k.

Trzeba przyznać, że słabo się znałem na Garbusach, ale lakier był w doskonałym stanie, zrobiona nowa jasna tapicerka itd. Wizualnie super. Obejrzałem go od spodu - był zabezpieczony antykorozyjnie, wstawione nowe progi, podłoga przykręcana. Silnik pracował jako-tako, właściciel mówił że dłuższy nie były regulowane zawory, zapłon i gaźnik. Miał go kilka lat i jeździł mało, głównie na weekendowe wyjazdy po kilkanaście km. Był drugim właścicielem od "nowości". Papiery w porządku, nr podwozia się zgadza. Wydawało się że wszystko jest OK.

Pojechałem do praskiego warsztatu, gdzie Adam Ziółkowski podregulował silnik i parę innych pierdół (wyjął sprężynę którą ktoś wstawił przy drążku skrzyni biegów) i tak pojeździłem kilka miesięcy.

Głównie poruszałem się w ruchu miejskim i garbus palił olej przy górnej granicy dopuszczalności, ok. 1l/1000km. Rzadko jeździłem w trasy, gdzie jechało się szybko (90-120km/h). Wtedy oleju schodziło więcej, zdarzało się miganie kontrolki. Robiłem dolewki i liczyłem, że "jakoś to będzie", że to jednorazowa akcja.

Przyszedł czas wyjechać na autostradę, więc sprawdziłem olej i jazda. Jechałem 100-110km/h i po ok. 40 kilometrach, przy pierwszych bramkach, po odpuszczeniu gazu zobaczyłem czerwień przy kontrolce "OIL". Garbus stracił też moc, nie był w stanie wrócić do poprzedniego pułapu prędkości. Całe szczęście, że za 1-1,5km był zjazd na stację, bo nie miałem ochoty stanąć na autostradzie. Dotoczyłem się do stacji, spod klapy silnika już się kopciło, za samochodem była struga oleju a pod nim - szeroka na 0,5m plama. W zasadzie spalił lub puścił cały olej. Odczekałem około godzinę-półtorej aż silnik ostygnie i w końcu wlałem olej chcąc sprawdzić czy przeleci. Nie przeleciał, więc dolałem ile trzeba, pojeździłem na próbę po stacji i widać było tylko pojedyncze krople pod samochodem. Zdecydowałem się wrócić do Warszawy jadąc 50-60km/h. Udało się.

Po tej "akcji" zrobiłem jeszcze ok. 100 kilometrów przed wizytą u Czarka z Wesołej. Garbus dojechał o własnych siłach, choć musiałem stosować rajdową technikę heel-and-toe na wolnych obrotach, żeby nie zgasł ;). Nadszedł czas na remont silnika... albo wcale niekoniecznie. Po rozebraniu silnika okazało się, że ten nie nadaje się zupełnie do remontu. Przy rozbieraniu wyszło mnóstwo silikonu i rozmaitych patentów. Cylindry i tłoki były poobcierane, jedna z panewek była obrócona, a jedna ze szpilek w bloku ustawiona pod kątem. Nastąpiła wymiana silnika na industrial z '74.

Po wymianie silnika poczułem się jak w nowym samochodzie. Przy okazji Czarek wymienił przekładnię kierowniczą i sprzęgło. Po 500 km miałem wrócić na wymianę oleju i regulację.

Przy regulacji okazało się, że jest wyciek oleju ze skrzyni biegów - poszedł uszczelniacz i jeden z bębnów hamulcowych z tyłu był zaolejony. Przy rozebraniu układu hamulcowego z tyłu okazało się, że cylinderki i szczęki są do wymiany, linka ręcznego naderwana, a po złożeniu wszystkiego do kupy jedno z kół nie chce się kręcić. Wyszedł kolejny patent - nieprawidłowo założone mocowanie koła do osi, groziło pozostawieniem koła w rowie, a ciała na cmentarzu.

I tak zakup, który laikowi wydawał się dobry, zamienił się w finansową - i nie tylko (samochód wyłączony z eksploatacji na ponad 3 miesiące) - katastrofę. Wszystkim nieobeznanym polecam wziąć ze sobą kogoś doświadczonego na oględziny pierwszego Garbusa. W przeciwnym wypadku możecie się nieźle wpakować.

Z dodatkowych "kwiatków":
Na wiosnę w samochodzie zaczęło śmierdzieć i gdy zdjąłem dywaniki, ujrzałem kompletnie przemoczony filc po stronie kierowcy. Wywaliłem go i wstawiłem wycięty kawałek dywanu. Załatałem niewielką dziurkę w nadkolu, ale ciągle przecieka jakimiś drobnymi kanalikami w okolicach styku podłogi z nadkolem, które jeszcze muszę załatać... albo wymienić blachy, jeśli się nie da. Okazało się, że "wyglądająca dobrze" od spodu blacha przecieka.
21 listopada 2016, 20:24
smutne ale niestety tak bywa.

Ja zrobiłem ok 5000 km . Na wiosnę wkładałem silnik po uszczelnieniu , zmianie pierścieni , pompy , sprzegła z łożyskiem dociskowym i innych takich . Teraz jest w garażu ale będę się musiał przygotować do generalki . Tak jak u ciebie jak się rozgrzeje to nie trzyma ciśnienia, zwiększył się luz wzdłużny , także panewki jak nie cała reszta do roboty.
Strona trójmiejskich garbusiarzy.
www.oldvw.pl
21 listopada 2016, 22:33
Mi w ten week doszło około 400km. :-D
Maszerujmy ramię w ramię ku słońcu świata nowego
1 grudnia 2016, 13:23
saephir napisał(a):A ja zrobiłem coś koło 5000km od początku roku do lipca. Od lipca do początku października Garbus "garażował" w Wesołej...

Oto krótka historia "jak nie kupować Garbusa".

Historia zaczęła się od tego, że kupiłem swojego pierwszego Garbusa (meksyk, rocznik modelowy 1980, silnik 1200) w październiku zeszłego roku za 18k.

Trzeba przyznać, że słabo się znałem na Garbusach, ale lakier był w doskonałym stanie, zrobiona nowa jasna tapicerka itd. Wizualnie super. Obejrzałem go od spodu - był zabezpieczony antykorozyjnie, wstawione nowe progi, podłoga przykręcana. Silnik pracował jako-tako, właściciel mówił że dłuższy nie były regulowane zawory, zapłon i gaźnik. Miał go kilka lat i jeździł mało, głównie na weekendowe wyjazdy po kilkanaście km. Był drugim właścicielem od "nowości". Papiery w porządku, nr podwozia się zgadza. Wydawało się że wszystko jest OK.

Pojechałem do praskiego warsztatu, gdzie Adam Ziółkowski podregulował silnik i parę innych pierdół (wyjął sprężynę którą ktoś wstawił przy drążku skrzyni biegów) i tak pojeździłem kilka miesięcy.

Głównie poruszałem się w ruchu miejskim i garbus palił olej przy górnej granicy dopuszczalności, ok. 1l/1000km. Rzadko jeździłem w trasy, gdzie jechało się szybko (90-120km/h). Wtedy oleju schodziło więcej, zdarzało się miganie kontrolki. Robiłem dolewki i liczyłem, że "jakoś to będzie", że to jednorazowa akcja.

Przyszedł czas wyjechać na autostradę, więc sprawdziłem olej i jazda. Jechałem 100-110km/h i po ok. 40 kilometrach, przy pierwszych bramkach, po odpuszczeniu gazu zobaczyłem czerwień przy kontrolce "OIL". Garbus stracił też moc, nie był w stanie wrócić do poprzedniego pułapu prędkości. Całe szczęście, że za 1-1,5km był zjazd na stację, bo nie miałem ochoty stanąć na autostradzie. Dotoczyłem się do stacji, spod klapy silnika już się kopciło, za samochodem była struga oleju a pod nim - szeroka na 0,5m plama. W zasadzie spalił lub puścił cały olej. Odczekałem około godzinę-półtorej aż silnik ostygnie i w końcu wlałem olej chcąc sprawdzić czy przeleci. Nie przeleciał, więc dolałem ile trzeba, pojeździłem na próbę po stacji i widać było tylko pojedyncze krople pod samochodem. Zdecydowałem się wrócić do Warszawy jadąc 50-60km/h. Udało się.

Po tej "akcji" zrobiłem jeszcze ok. 100 kilometrów przed wizytą u Czarka z Wesołej. Garbus dojechał o własnych siłach, choć musiałem stosować rajdową technikę heel-and-toe na wolnych obrotach, żeby nie zgasł ;). Nadszedł czas na remont silnika... albo wcale niekoniecznie. Po rozebraniu silnika okazało się, że ten nie nadaje się zupełnie do remontu. Przy rozbieraniu wyszło mnóstwo silikonu i rozmaitych patentów. Cylindry i tłoki były poobcierane, jedna z panewek była obrócona, a jedna ze szpilek w bloku ustawiona pod kątem. Nastąpiła wymiana silnika na industrial z '74.

Po wymianie silnika poczułem się jak w nowym samochodzie. Przy okazji Czarek wymienił przekładnię kierowniczą i sprzęgło. Po 500 km miałem wrócić na wymianę oleju i regulację.

Przy regulacji okazało się, że jest wyciek oleju ze skrzyni biegów - poszedł uszczelniacz i jeden z bębnów hamulcowych z tyłu był zaolejony. Przy rozebraniu układu hamulcowego z tyłu okazało się, że cylinderki i szczęki są do wymiany, linka ręcznego naderwana, a po złożeniu wszystkiego do kupy jedno z kół nie chce się kręcić. Wyszedł kolejny patent - nieprawidłowo założone mocowanie koła do osi, groziło pozostawieniem koła w rowie, a ciała na cmentarzu.

I tak zakup, który laikowi wydawał się dobry, zamienił się w finansową - i nie tylko (samochód wyłączony z eksploatacji na ponad 3 miesiące) - katastrofę. Wszystkim nieobeznanym polecam wziąć ze sobą kogoś doświadczonego na oględziny pierwszego Garbusa. W przeciwnym wypadku możecie się nieźle wpakować.

Z dodatkowych "kwiatków":
Na wiosnę w samochodzie zaczęło śmierdzieć i gdy zdjąłem dywaniki, ujrzałem kompletnie przemoczony filc po stronie kierowcy. Wywaliłem go i wstawiłem wycięty kawałek dywanu. Załatałem niewielką dziurkę w nadkolu, ale ciągle przecieka jakimiś drobnymi kanalikami w okolicach styku podłogi z nadkolem, które jeszcze muszę załatać... albo wymienić blachy, jeśli się nie da. Okazało się, że "wyglądająca dobrze" od spodu blacha przecieka.


Nauka jest prosta: lepiej wydać parę złotych i zabrać osobę która się zna na sprzęcie. Cała filozofia :wink: szkoda tylko że Polak mądry po szkodzie. Nie ma co się przejmować i tracić zapału :D
Zbieram na Porsche.
1 grudnia 2016, 17:34
Ja w tym roku przejechałem Westą mniej km niż w poprzednich latach bo góra 3tys kilometrów.
Natomiast "mieszkałem" w niej pełne 2 tygodnie plus trzy dodatkowe weekendy :)

Koszta oprócz paliwa to jeden filtr oleju, 2x2L oleju, dwa giętkie wężyki hamulcowe plus 200ml płynu hamulcowego oraz dwa odboje od Żuka :)
VW Westfalia 1976/8
VW Type3 square 1967/8 - graty skompletowane czas popchnąć remont

← Luźne dyskusje