jak zwykle Qubek ma na wszystko gotową odpowiedź
No dobra, jak wytłumaczysz coś takiego: podjeżdżam czymś o nazwie 126p rocznik 1987 na stację diagnostyczną. Rozgrzewam na biegu jałowym silnik przez 10 min. Facet wklada do rury czujnik z analizatora spalin. Odczytuję: CO - 2,7%, HC 974 ppm. Koniec pomiaru. Wyłączam silnik. Zakładam magnetyzery - jeden paliwowy, drugi powietrzny. Odpalam silnik. Znowu 10 min na biegu jałowym. Facet znowu wkłada czujnik do rury wydechowej. Tym razem wyniki są takie: CO - 0,28%, HC - 561 ppm.
Wyjaśnienia:
1. Sprzęt nawalił, przez 10 min. bezczynności analizator postanowił więcej tego dnia nie pracować
2. Nawalił (się) facet - włożył nie tam gdzie trzeba
3. Ja też się zgazowałem - przez co miałem omamy pomroczne
4. Magnetyzer zadziałał, tfu, niee, przeciez to niemożliwe, one nigdy nie działają
no to co się stało? Bo ja tego do dzisiaj nie wiem.
No dobra, jak wytłumaczysz coś takiego: podjeżdżam czymś o nazwie 126p rocznik 1987 na stację diagnostyczną. Rozgrzewam na biegu jałowym silnik przez 10 min. Facet wklada do rury czujnik z analizatora spalin. Odczytuję: CO - 2,7%, HC 974 ppm. Koniec pomiaru. Wyłączam silnik. Zakładam magnetyzery - jeden paliwowy, drugi powietrzny. Odpalam silnik. Znowu 10 min na biegu jałowym. Facet znowu wkłada czujnik do rury wydechowej. Tym razem wyniki są takie: CO - 0,28%, HC - 561 ppm.
Wyjaśnienia:
1. Sprzęt nawalił, przez 10 min. bezczynności analizator postanowił więcej tego dnia nie pracować
2. Nawalił (się) facet - włożył nie tam gdzie trzeba
3. Ja też się zgazowałem - przez co miałem omamy pomroczne
4. Magnetyzer zadziałał, tfu, niee, przeciez to niemożliwe, one nigdy nie działają
no to co się stało? Bo ja tego do dzisiaj nie wiem.