Nie da sie zmienic faktu ze jest pewien okres gdzie samochod jest juz stary, ale nie cenny. W tym okresie ginie wiekszosc egzemplarzy. W jednej z ostatnich angielskich gazet ktos zauwazyl, ze nikt sie 15 lat temu nie spodziewal ze starsze Buliki beda warte duzo wiecej w stanie katastrofalnym i jeszcze niedawno nie kwalifikujacym sie do odbudowy niz ladny Jaguar E type.
Ale po pierwsze. Zazwyczaj jesli nie mozemy czegos sprzedac, to pomaga obnizajenie ceny

. Nie zawsze, ale czesto.
Po drugie - nie uratujemy wszystkich starych samochodow. Ale mysle ze rola milosnikow starej motoryzacji (a mojego klubu na pewno) jest jej propagowanie. Dzialania ktore sprawiaja ze starych samochodow zachowuje sie na drogach jak najwiecej i jak w najlepszym stanie.
To moga byc rozne dzialania. Uswiadamianie ludziom ze nie musza placic OC, ze sa rozwiazania pozwalajace im odlozyc samochod na pozniej i nie placic. Pomagac ludziom nie siedzacym w "srodowisku" znajdowac kupcow sposrod milosnikow danej marki. Jakis dziadek nie musi wiedziec ze sa kluby milosnikow np Ranault 5.
No i pamietac, ze nawet jesli czysta logika ekonomiczna podpowiada, ze porzadny, w srednim stanie Garbus szybciej, latwiej i duzo bardziej zyskownie sprzeda sie na czesci niz w calosci, to jako milosnicy tej marki powinnismy sie poswiecic i sprzedac w calosci.
To nie jest obowiazek normalnego czlowieka. Ale garbusiarza - owszem.