200A to naprawdę jest dużo.
Pobór prądu (zasilanie) to coś pod 10kv podchodzi - warto o tym pamiętać -żeby nie okazało się że w nową instalację w "zagrodzie" trzeba będzie zainwestować...

-to raz
W przypadku prac blacharskich nie wykorzysta sie tego nigdy -to dwa.
Daje to zapas mocy - fakt ,ale jak nie żyjesz z produkcji konstrukcji spawanych, to w praktyce to te 25% cyklu pracy ciągłej wystarcza aż nadto.
(liczy się to w cyklu 10 minutowym - np 25% oznacza 2,5 min spawania -7,5 "odpoczynku" )
Miałem do czynienia z różnymi spawarkami .
I na "besterki czy inne "Aspy "Ozasy" złego słowa nie powiem (do czasu jak stały się np "lincolnami") Wady miały, owszem - wielkie, toporne ale trwałe i naprawialne. I nie nazywało się "turbo " tylko z powodu zastosowania wentylatorka. I jak pisało że ma tyle i tyle czegoś to tak było.Pewnie że do takiego "kempi" ( np.)było daleko. Ale też cena była inna....
Obecnie używam czegoś takiego
http://sklep.kmv.send.pl/go/_info/?id=284
Na wyświetlaczu wyświetla się też aktualny prąd spawania. I spróbowałem "na maxa" żeby się przekonać czy rzeczywiście osiąga te 180A. I daje .Ale spawać się nie da (a przynajmniej ja nie umiem na tej prędkości

)-przy drucie 0,8 nie wykorzysta się tego nigdy.
A do blacharki wykorzystuje "weterana" T.I.P. "schweistechnik"-przechrzciłem go na "szajstechnik". Włoszczyzna. Kupiłem go wiele lat temu w ciemno. Korzystałem z pożyczek od kumpla blacharza. "Ozas" -bardzo porządna maszyna.Ale trójfazowa- niestety.Ja "gęstego" prądu wtedy nie miałem , więc długaśne przedłużacze przez drogę. I kumpel w końcu się wkóxwił (bo co automat potrzebny to u Michała ) Ale żebym na lodzie nie został to powiedział "znajomi za granicę jeżdżą -dogadaj się, kup własny (W Polsce rynku nie było wtedy całkiem- tego "Ozasa "to kumpel "wyklęczał " dosłownie (oprócz łapówy)- rzemieślnik ? - na drzewo spadać ! Przemysł ,plany,zamówienia i te klimaty

)
No i dogadałem się - kazałem kupić największy jaki można na220V. No i kupili... Obudowa była spora ...fakt. Niby 140A pisze.. W środku transformatorek nieduży i do tego aluminiowy, silniczek podajnika drutu ciut większy od baterii paluszkowej...Ale i tak szczęśliwy byłem jak młody pies....Niedługo....Podajnik spierdzielił się po paru godzinach pracy-poszły trybka plastikowe- dopiłowałem nowe z brązu ręcznie

Termik się wyłączal co chwile- wentylator był ,ale nie wiem ile miejsc po przecinku miał watów jego silniczek

-zastąpiłem takim "kuchennym" wyciągowym, pomogło sporo...
Zawór, prowadnica, reduktor,uchwyt ,wyłączniki, podajnik ,dławik (też był aluminiowy), prostownik (transformator wytrzymał o dziwo ) nawet kółka jezdne - Po wymianie jakichś 70 % nawet przyzwoita spawarka się z tego zrobiła
Ech książkę można by napisać ... Ale... i tak zarobił na siebie wielokrotnie....
A używam go do takiego "cykania " nadal bo jakoś lepiej mi się tym spawa drobne rzeczy - mam wrażenie że ten prąd jest jakiś taki inny ,spawa się jakoś tak bardziej "miękko" niż inwertorem...
A mechaniczny zawór gazu ma taką zaletę ze można np zgasić dwutlenkiem palącą się w okolicach spawu farbę...

No i sentyment....
Jak ktoś lubi oprócz garbusa naprawiać także spawarki, to niech kupuje supermarketową taniochę .....
