Dokręcanie głowicy

16 lipca 2010, 10:31
qubek napisał(a):Sprawa moze miec dwojaki harakter - albo nie do konca wiemy o co naprawde chodzi (nie zawsze klient potrafi przekazac dokladnie i wszystko to, co powiedzial mu mechanik),
- albo mechanik nie za bardzo sie zna.

Chodzi mi o to zeby nie rzucac oskarzen o partactwo mechanika, w sytuacji gdy np mechanik nie zrobil czegos co teoretycznie powinien, na wyrazne rzyczenie klienta. Ile to juz razy slyszalem jak ktos sie skarzy ze cos jest nie tak, a potem sie okazuje ze byl ostrzezony z gory i sam swiadomie zrezygnowal z naprawy ze wzgledu na "oszczednosc". I akurat o tym wspomniec zapomnial.

O to! to !
:wink: :-D

"Proszę pana od czasu jak bylem u pana w warsztacie to auto mi zaczęło ściągać przy hamowaniu...
-Ale to była wymiana rury wydechowej i tłumika....
-Ja tam nie wiem, ja się nie znam, to pan się ma znać, przed przyjazdem do pana nie ściągało...."
16 lipca 2010, 10:58
@all: Nie ja zlecałem i płaciłem, autko było robione ze 4 miesiące w jakichs krzakach pod Radomiem i sprawa sie już przedawniła. Jak dołączyłem do interesu ogrowego to zdecydowałem o zakonczeniu wspólpracy z tym mechanikiem ale ponieważ Ogr głownie stał to nie uważałem tego za pilne.

@ADI: A jakies namiary? Najbliżej mam na Prymasa ale tak sobie jestem zadowolony.

@Michał2: Nie jest tak żle ze mną. Z pierwszego wykształcenia jestem inzynier mechanik i od 20 lat mam UAZ-a, ktorego temi rencami wielokrotnie robilem. Ale fakt że zwykle wiedziałem co trzeba zrobic i zawsze warsztat dostawal ode mnie kartke z listą rzeczy do zrobienia :-)
16 lipca 2010, 11:15
Adampio napisał(a):@Michał2: Nie jest tak żle ze mną. Z pierwszego wykształcenia jestem inzynier mechanik i od 20 lat mam UAZ-a, ktorego temi rencami wielokrotnie robilem. Ale fakt że zwykle wiedziałem co trzeba zrobic i zawsze warsztat dostawal ode mnie kartke z listą rzeczy do zrobienia :-)

A ja tak ogólnie ,nie konkretnie do Ciebie. Ale przykład z życia jak najbardziej... :-D
16 lipca 2010, 11:24
Mechanicy http://www.garbiarnia.com/forum/viewtopic.php?t=8241
(kontakt usunięty) telefon do czarka, a dziala w Wesolej, na Kasztanowej
http://www.zumi.pl/namapie.html?&loc=woj.…p;type=1&scale=2
Tylko ze on nie robi blachy
Atys (kontakt usunięty) i mieszka w Łomiankach, na Warszawskiej o tu:
http://maps.google.pl/maps?ie=UTF8&hl=pl&…648&t=h&z=18
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
16 lipca 2010, 13:48
Dzieki, rozmawiałem z p.Czarkiem i wlasnie się wybiera na wakacje. Ma wrocić po 15 sierpnia.
Ale według jego wyceny, jesli rzczywiscie sie przekrecila szpilka to byłbym w plecy do 2000 zl. (ponoć trzeba caly silnik rozbierać) czyli naprawa poczeka na lepsze czasy :?
16 lipca 2010, 13:49
To porozmawiaj z drugim panem, moze jeszcze nie wyjezdza, choc mozliwe ze owszem tez.
Ta naprawa nie moze poczekac na lepsze czasy, bo skonczy sie tym ze bedziesz w plecy 5, a nie 2 tysiace
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
16 lipca 2010, 14:05
Autko moze sobie spokojnie postać do tego 15-tego, a ja przez ten czas rozważę czy chce dalej bawić sie w Ogóry :-D
16 lipca 2010, 14:55
Adampio napisał(a):Dzieki, rozmawiałem z p.Czarkiem i wlasnie się wybiera na wakacje.

:shock: na wakacje?
'62 1200
'66 1200
'73 1200
'75 1200

Zdjęcie nie zachowało się
16 lipca 2010, 15:08
2000 za zrobienie szpilki? sporo wg mnie.
Maszerujmy ramię w ramię ku słońcu świata nowego
16 lipca 2010, 15:24
jak szpila wylazła z bloku to wcale nie tak sporo... zwazywszy na to że by zrobic to jak należy to wypadłaoby rozebrać motor na czynniki pierwsze...
16 lipca 2010, 15:30
Adampio napisał(a): według jego wyceny, jesli rzczywiscie sie przekrecila szpilka to byłbym w plecy do 2000 zl.

Ja mogę zrobić za połowę tej sumy... :wink:
Adampio napisał(a): a ja przez ten czas rozważę czy chce dalej bawić sie w Ogóry :-D

No pewnie że się bawić .
Auto solidne ,( z czasów kiedy jeszcze Niemcom się chciało robić dobrze :wink: ) na tyle stare że można na zloty weteranów jeździć , na tyle nowoczesne ze jeździ się wygodnie ,bez męczarni . Na wartości nie traci- choćby było tysiąc złotych warte , to za rok ,dwa też nie mniej :wink: :-D Przespać się można, przewieść jakieś graty.
No i rozpoznawalne wszędzie- ludzie Cię pozdrawiają na drodze, cieszą się i Ty też się cieszysz. Nawet jak coś przeskrobiesz na drodze to przeważnie kończy się na pouczeniu ,bo policjant też widział słyszał i wie... Same plusy :-D :-D
16 lipca 2010, 15:44
Panie Michal, Pan nie pisze takich rzeczy, bo moze to przeczytac ktos, w kim walczy chec posiadania ww. samochodu ze zdrowym rozsadkiem mowiacym ze 4 obecnie posiadane auta to juz nadto, a piniendze na co innego som poczebne. Takie wypowiedzi wcale nie pomagaja.

Zwlaszcza jak sie widuje takie fotki:
Zdjęcie nie zachowało się

Fotka jak fotka, ale ten samochod robi wrazenie niemniejsze na ulicy.
Inna sprawa ze jakos najbardziej do mnie przemawiaja blaszaki (bez sensu) i przejsciowki (gorsze technicznie, trudniejsze do znalezienia i pewnie jeszcze drozsze niz normalny Ogr).

Tak ze bez wychwalania Ogorkow mi tu prosze [-X
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
16 lipca 2010, 16:12
Widziałeś w Kryspinowie to moje zielone "tymczasowe" coś . Obraz nędzy i rozpaczy- za"blacharkę" zabrał się ktoś co nie miał zielonego pojęcia o niczym (naklejone migomatem bez gazu gluty nie trzymające niczego ) Oszwejsowałem w miejscach newralgicznych , zrobiłem trochę na zewnątrz " "blacharki na zimno " przekopałem hamulce- do Kryspinowa zajedzie...
Zajechał trzy razy i w inne miejsca też . :wink: :-D
A gdzie bym nie był i w towarzystwie choćby nie wiem jakich fur wypasionych stał to i tak wszyscy ogóra oglądali . I to bynajmniej nie z politowaniem- aż mi głupio było...
A i na kempingach kasują jak za osobowe... :wink:
No i jak tu nie zachwalać ?
16 lipca 2010, 16:53
@Michał2:
Ja tez tak to anlizowałem ale po połtora roku zaczynam miec poważne watpliwiosci. Bo mial to byc sympatyczny (czytaj ulatwiający kontakty w interiorze) samochód kempingowy na niespieszne ale dalekie podróże (tak ze 3-4 kkm/2 tygodnie) w jedną-dwie osoby. Bo zloty i życie "kempingowe" mnie jakos mało kręcą a do wożenia tylka mam dwa inne wozidła.
Wszedlem wiec na quasi wspólnika do rekonstruowanego przez serdecznego przyjaciela, od 5 lat (wtedy!) Ogra. Kolega już stracił nadzieję, że kiedykolwiek pojeździ i nosil sie z myslą sprzedania, a ja go nieopatrznie podtrzymalem na duchu :shock:
No i przez te póltora roku sam włożyłem w niego kupe pracy i intelektualnej i fizycznjej oraz minimum 6k zł., a autko nadal głownie stoi. I jeszcze coponiektorzy tutaj mnie straszą, że jak bedę jedzil to bedzie jeszcze gorzej. :(
Z tylu jest tylko bomba gazowa w skrzyni z płyty wórowej, udającej tylną kanapę, a w piwnicy resztki dykt od tapicerki czyli i cale wnętrze przede mną
16 lipca 2010, 18:25
Najwięcej czasu i kasiory pochłania blacha i lakier .
. Robiłem parę lat ogórka co miał być idealny . W praktyce był coraz bardziej porozbierany .Poddałem się . Stwierdziłem że życia mi braknie żeby zrobić to na taki poziomie jaki sobie założyłem. Sprzedałem budę "w trakcie" , sprzedałem części. I... ....Kupiłem następnego :wink: :-D
Daleko mu do ideału ,ale buda jest mniej więcej w kupie ,tylko w dwóch kolorach, zawieszenie nie najgorsze, resztę sobie doklecę. Korci mnie żeby 'posztuchać" w paru miejscach ale się bronię . Żadnych szaleństw bo znowu totalna kapitalka z tego wyjdzie. Właśnie klecę silnik na zasadzie jeden z trzech. :wink: Ambicja trochę cierpi ale za to jest nadzieja że może w tym roku jednak gdzieś pojadę...
A wracając bliżej sprawy to choć to prościutkie auto, to jednak smykałkę do majsterkowania mieć trzeba. Bo z każdą pierdołą do mechanika to same kłopoty. Wiem bo jeżdżę...Do siebie :wink: I tak mi ciężko się nieraz zmusić....

← Pytania i problemy