Zazwyczaj nie. Opon tez nie zmieniam, jak nie mam powodu. Ciekawe jaki powod mial ten czlowiek, ktory zmienil opony z 2011 roku na nowe, co? Bo przeciez - jak sam zauwazyles - nie z powodu wieku. Byc moze jakis błachy, w rodzaju zmienil rozmiar felg i prawie nowe opony staly sie dla niego bezuzyteczne. W takim wypadku moze wyjdziesz na takim zakupie dobrze. To sie zdaza, podobnych powodow mozna wymyslec kilka.
Wracajac do amortyzatorow, kiedys zmienilem je po kilku miesiacach, jesli nie tygodniach, bo nie pasowala mi ich charakterystyka. Za to akurat pasowala jednemu z klubowych kolegow, i on je zalozyl. Sprobuj, zaryzykuj, najwyzej stracisz pieniadze i czas. A moze bedziesz mial szczescie?
Ja go w wypadku uzywanych opon nigdy nie mialem. Dlatego bedac jeszcze na studniach i majac tyle pieniedzy, co sobie nieregularnie dorobilem kupilem do mojego owczesnego grato-Garbusa nowe opony - najpierw na jedna os, potem na druga. To byl wtedy naprawde duzy wydatek dla mnie, okupiony zapewne sporym czasem oszczedzania na benzynie i jezdzenia autobusami. Tylko ze potem nie mialem juz tych cholernych problemow, ze "idealne uzywane opony z kupa bieznika, po niemcu co zmienia opony co sezon dla zasady i wyzuca takie, na ktorych mozna jeszcze ho ho pojezdzic" nagle okazywaly sie jednak nie takie dobre i albo z jednego, albo z drugiego powodu trzeba bylo je wymieniac. Za to moglem spokojnie samochodem jezdzic. Zreszta zle mowie - nie samochodem, a samochodami. Ten zestaw opon przezyl mi dwa Garbusy. Wlasnie go zmieniam na nowe, bo maja juz 10 lat i nie nadaja sie juz do jazdy. Ale bieznika na nich jest jeszcze duzo, jak je zostawie u wulkanizatora to ten napewno znajdzie jakiegos naiwniaka, ktory sie na nie skusi i sie ucieszy, ze taka okazje zlapal za ogon, bo jakis frajer zupelnie dobre opony zmienil na nowe.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.