Ja jezdze zgodnie z przepisami no chyba że jadę niezgodnie ale wtedy jestem zgodny z faktem że jeżdzę niezgodnie z przepisami co może powodować niezgodę z tymi co jeżdzą zgodnie.
ku przestrodze
Renifer napisał(a):Ja jezdze zgodnie z przepisami no chyba że jadę niezgodnie ale wtedy jestem zgodny z faktem że jeżdzę niezgodnie z przepisami co może powodować niezgodę z tymi co jeżdzą zgodnie.albo z tymi co noszą zabawne czapki (białe z daszkiem)
Nieznośna lekkość butów
WNIOSEK ,IDIOTóW ZA BIURKIEM POWINNO KARAC SIE NA RóWNI Z IDIOTAMI ZA KOłKIEM SA NA RóWNI WINNI WYPADKOM, MOżE WSPółUDZIAł????


Zamordyzm jednak skutkuje(przynajmniej w świecie) - czytałem gdzies niedawno,jak znajdę to wkleje artykuł.Po wprowadzeniu drakońskich mandatów w Czechach - po przekroczeniu o 30/h każde następne 10 km skutkuje dopłatą 10 tys. koron,czy jakoś tak.....- liczba wypadków spadła o 20 %,choć oczywiście i tak ich mieli stosunkowo niewiele.
W moich rozmowach z zawodowymi kierowcami często przewija się jeden motyw - wszyscy twierdzą w miarę zgodnie,ze taki styl jazdy jak u nas w krajach europejskich można spotkać w Bułgarii i Rumunii (co do Bułgarii potwierdzam),dodatkowo jeszcze w Turcji,ale to już inne podwórko.
No właśnie gdybys mógł zginąc tylko Ty .... No ale nie ma tak fajnie - możesz zabrać ze sobą kogoś spokojnie jadącego,niewinnego i też mającego rodzinę. Nie jarzę jak ludzie moga tego nie roumieć - czysty egoizm niestety.
Sam do całkiem niedawna też byłem zmuszany do podobnej jazdy-tzn.może nie tyle szybko co bardzo długo i daleko raczej bez odpoczynku-olałem to,zdrowie jest ważniejsze,tym bardziej,że zaczynałem już wysiadać. Teraz mam zajęcie stacjonarne i wreszcie święty spokój - szczególnie,że jazda po polskich drogach jakoś dziwnie coraz mniej mi odpowiadała.
W "Motorze" był kiedyś artykuł o problemie nielegalnych ulicznych wyścigów w Australii-w Sydney konkretnie - rozwiązano kwestię następująco - każdy złapany w trakcie uczestnictwa ma konfiskowany samochód (nawet jeśli auto jest taty),następnie samochód jest złomowany,a kierowca jesli nie chce odpowiadać przed sądem musi na komendzie obejrzeć film z prasowania autka - ciekawe, nie ?
U nas musieliby odebrać 1/3 z prawem jazdy.
W moich rozmowach z zawodowymi kierowcami często przewija się jeden motyw - wszyscy twierdzą w miarę zgodnie,ze taki styl jazdy jak u nas w krajach europejskich można spotkać w Bułgarii i Rumunii (co do Bułgarii potwierdzam),dodatkowo jeszcze w Turcji,ale to już inne podwórko.
rogacek napisał(a):rocznie robię po polskich drogach około 40-50 tys km słuzbowo, niestety muszę łamać przepisy, zamontowałem CB oraz navi z listą fotoradarów by zaoszczędzić na mandatach. każda zaoszczędzona godzina to więcej czasów dla rodziny i dzieciaków. wiem zaraz się krzyk podniesie że mogę się zabić i zostawię rodzinę ale powiedzie to mojemu szefowi który nawrzuca mi roboty, da wolnossącego diesla i każe pracować nie płacąc za nadgodziny. sorki ale by mieć trochę wolnego czasu muszę dawać w palnik na maxa.
No właśnie gdybys mógł zginąc tylko Ty .... No ale nie ma tak fajnie - możesz zabrać ze sobą kogoś spokojnie jadącego,niewinnego i też mającego rodzinę. Nie jarzę jak ludzie moga tego nie roumieć - czysty egoizm niestety.
Sam do całkiem niedawna też byłem zmuszany do podobnej jazdy-tzn.może nie tyle szybko co bardzo długo i daleko raczej bez odpoczynku-olałem to,zdrowie jest ważniejsze,tym bardziej,że zaczynałem już wysiadać. Teraz mam zajęcie stacjonarne i wreszcie święty spokój - szczególnie,że jazda po polskich drogach jakoś dziwnie coraz mniej mi odpowiadała.
W "Motorze" był kiedyś artykuł o problemie nielegalnych ulicznych wyścigów w Australii-w Sydney konkretnie - rozwiązano kwestię następująco - każdy złapany w trakcie uczestnictwa ma konfiskowany samochód (nawet jeśli auto jest taty),następnie samochód jest złomowany,a kierowca jesli nie chce odpowiadać przed sądem musi na komendzie obejrzeć film z prasowania autka - ciekawe, nie ?
U nas musieliby odebrać 1/3 z prawem jazdy.
"My hovercraft is full of eels"
A idz kurcze z takimi przepisami, kretynizm kretynizmem zwalczac? Wkurzaja mnie sytuacje, gdy zamiast zastanowic sie nad sposobem rozwiazania problemu uchwala sie przepisy, ktore sa po prostu zemsta rozzloszczonych obywateli, majaca korzenie bardziej w kompleksach niz w potrzebie rozwiazania problemu.
A co do porownywania liczby wypadkow, to smieszne sa statystyki gdzie porownuje sie ile bylo wypadkow w roku przed wprowadzeniem czegos a ile bylo w roku po. To jest kompletnie nieprawidlowe wnioskowanie. Porownywac mozna tylko ile bylo wypadkow w roku po wprowadzeniu przepisu do tego ile BYLOBY wypadkow W TYM SAMYM ROKU gdyby przepisow nie wprowadzono. Po prostu zmienia sie wiele rzeczy, i inna liczba wypadkow wynika nie tylko z nowego przepisu.
A co do porownywania liczby wypadkow, to smieszne sa statystyki gdzie porownuje sie ile bylo wypadkow w roku przed wprowadzeniem czegos a ile bylo w roku po. To jest kompletnie nieprawidlowe wnioskowanie. Porownywac mozna tylko ile bylo wypadkow w roku po wprowadzeniu przepisu do tego ile BYLOBY wypadkow W TYM SAMYM ROKU gdyby przepisow nie wprowadzono. Po prostu zmienia sie wiele rzeczy, i inna liczba wypadkow wynika nie tylko z nowego przepisu.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Właśnie dlatego nie pomstuję na stanie w korkach z włączonymi światłami mijania,bo to chyba jednak przynosi pewne korzyści - takie dziesięciorzędne,ale przynosi.
W przypadku Czech powód spadku wypadkowości jest wg mnie bezdyskusyjny.
W przypadku Czech powód spadku wypadkowości jest wg mnie bezdyskusyjny.
"My hovercraft is full of eels"
dago napisał(a):Właśnie dlatego nie pomstuję na stanie w korkach z włączonymi światłami mijania,bo to chyba jednak przynosi pewne korzyści - takie dziesięciorzędne,ale przynosi.Wg mnie bezdyskusyjne jest to ze dzisiejszy deszcz jest kara boska za grzech Macka Marczewskiego popelniony z Maryla Matusczakowna w stodole w Maldygoszczy Wielkiej w gminie Strzykosy dnia 2-05-2008 o godzinie 13.
W przypadku Czech powód spadku wypadkowości jest wg mnie bezdyskusyjny.
Moge miec racje, moge sie mylic, ale podstawy do swojego osadu mam rownie mocne jak Ty do swojego
A co do scigania uczestnikow wyscigow, to ja po prostu wiem jak to sie w praktyce odbywa i czym sie u nas konczy, dlatego mnie takie gadanie wkurza.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.
U mnie dzisiaj nie padało .............
A z wyścigami to miała być ciekawostka - przecież nie okresliłem swego stosunku do stosunku australijskiej policji w stosunku do skonfiskowanych aut.
A z wyścigami to miała być ciekawostka - przecież nie okresliłem swego stosunku do stosunku australijskiej policji w stosunku do skonfiskowanych aut.
"My hovercraft is full of eels"
nie mam pojęcia jaka jest przyczyna spadku ilości wypadków drogowych w Czechach ale napewno każdt kto jeździł po tym kraju napewno zauważył ze drogi sa lepsze niż u nas ( nawet te boczne) choć nie takie niż na zachodzie .
Znaków drogowych duuużo mniej niż u nas, jeżeli jest ograniczenie do 30 to należy zwolnić bo coś się dzieje, brak znaków "ku pamięci " dziury której już niema od 5 lat itd.
Przejezdżając przez najmniejsza wioske masz radarek i monitor z jaka prędkością jedziesz.
Różnic jest jeszcze wiele ale najważniejszy jest inny niż u nas stosunek do prawa obywateli i państwa i to w obie strony.
A drakońskie kary są dla tych którzy tego nie rozumieją i tyle.
Znaków drogowych duuużo mniej niż u nas, jeżeli jest ograniczenie do 30 to należy zwolnić bo coś się dzieje, brak znaków "ku pamięci " dziury której już niema od 5 lat itd.
Przejezdżając przez najmniejsza wioske masz radarek i monitor z jaka prędkością jedziesz.
Różnic jest jeszcze wiele ale najważniejszy jest inny niż u nas stosunek do prawa obywateli i państwa i to w obie strony.
A drakońskie kary są dla tych którzy tego nie rozumieją i tyle.
Jestem wielkim miłośnikiem MEALICA-I i tego kawałka nigdy już nie będę słuchał (bardzo-bardzo smutne) 

A kto to jest MEALICA -I ????
vwandal napisał(a):nie mam pojęcia jaka jest przyczyna spadku ilości wypadków drogowych w Czechach ale napewno każdt kto jeździł po tym kraju napewno zauważył ze drogi sa lepsze niż u nas ( nawet te boczne) choć nie takie niż na zachodzie .
Znaków drogowych duuużo mniej niż u nas, jeżeli jest ograniczenie do 30 to należy zwolnić bo coś się dzieje, brak znaków "ku pamięci " dziury której już niema od 5 lat itd.
Przejezdżając przez najmniejsza wioske masz radarek i monitor z jaka prędkością jedziesz.
Różnic jest jeszcze wiele ale najważniejszy jest inny niż u nas stosunek do prawa obywateli i państwa i to w obie strony.
A drakońskie kary są dla tych którzy tego nie rozumieją i tyle.
Narzekać na drogi można i trzeba, na ilość lizaków na poboczach podobnie, ale to żadne tłumaczenie. Są radarki w wioskach? I dobrze, bo właśnie przez wioski wszyscy grzeją ile fabryka dała, Kiedyś trafiłem na dyskusję, w której forumowicz się usprawiedliwiał, że wyprzedza na trzeciego i jak nie znajdzie dziury w kolumnie to spycha samochody na pobocze, bo na drogach jest ciasno, a on jeździ służbowo i nie ma czasu na czołganie się w kolumnie. A konfiskata samochodu powyżej pewnej puli punktów, to wcale niegłupi pomysł. Argument, że to narzędzie pracy kwituję - to tym bardziej.
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
Widzisz, ale zyjemy w burdelowo-anarchistycznym kraju, gdzie z jednej strony masz ludzi ktorzy nie przestrzegaja przepisow a z drugiej - urzednikow ktorzy z mysla o tym ze ludzie nie przestrzegaja przepisow daja specjalnie zanizone ograniczenia predkosci, "bo ludzie i tak beda je lamac". To nakreca spirale, bo ludzie nie przestrzegaja ograniczen predkosci bo w wiekszosci sa one niezyciowo niskie (u mnie postawili teraz w calej okolicy 30 km/h, w miejscach gdzie powinno sie jezdzic 50, bo to obszar zabudowany, a le miejscowi jezdza zazwyczaj z 80 i wiecej), a urzednicy jeszcze je obnizaja...
Jesli wprowadzac surowe i wysokie mandaty, egzekwowane skutecznie i rowno, to powinno sie najpierw urealnic ograniczenia, tak zeby jesli gdzies jest niskie to dlatego ze naprawde jest taka potrzeba (biegaja dzieci, jest ostry zakret, zdradliwe skrzyzowanie itd) a nie ktos sobie po prostu postawil i tyle. Bo na razie to sie jezdzic zgodnie z ograniczeniami po prostu nie da. Vide - moja wioska.
Jesli wprowadzac surowe i wysokie mandaty, egzekwowane skutecznie i rowno, to powinno sie najpierw urealnic ograniczenia, tak zeby jesli gdzies jest niskie to dlatego ze naprawde jest taka potrzeba (biegaja dzieci, jest ostry zakret, zdradliwe skrzyzowanie itd) a nie ktos sobie po prostu postawil i tyle. Bo na razie to sie jezdzic zgodnie z ograniczeniami po prostu nie da. Vide - moja wioska.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.
dago napisał(a):W "Motorze" był kiedyś artykuł o problemie nielegalnych ulicznych wyścigów w Australii-w Sydney konkretnie - rozwiązano kwestię następująco - każdy złapany w trakcie uczestnictwa ma konfiskowany samochód (nawet jeśli auto jest taty),następnie samochód jest złomowany,a kierowca jesli nie chce odpowiadać przed sądem musi na komendzie obejrzeć film z prasowania autka - ciekawe, nie ?Wyglada na to ze albo Motor, albo Gazeta sie myla. Gazeta co prawda pocno podupadla, ale Motor, zwlaszcza w porownaniu z tym czym byl kiedys to teraz zwykly szmatlawiec, wiec stawiam na to ze myli sie motor.
http://auto.gazeta.pl/auto/1,48316,5170193.html
4393 samochody zabrała policja na Antypodach swoim rodakom, którzy niezbyt chętnie przestrzegają przepisów drogowych. Co prawda tylko na 48 godzin i od wprowadzenia tego kontrowersyjnego prawa w 2006 roku, ale skala zjawiska poraża.
"Hoon" w języku australijskim znaczy mniej więcej tyle, co po polsku palenie gumy, ściganie się czy kręcenie bączków. I w lipcu 2006 stało się ściganym z mocy prawa przestępstwem. W sumie słusznie, bo ponoć "hooning" stał się dość poważnym problemem. Weźmy pod uwagę, że Australijczykom powierzchni do ścigania nie brakuje, bo jest ich o połowę mniej niż nas a kraj mają - uwaga - prawie 25 razy większy.
Jak na naród, który składa się głównie z potomków więźniów eksportowanych hurtowo z Europy i Stanów (często za kradzież bochna chleba), Australijczycy podeszli do sprawy liberalnie. Postanowili nie karać kierowcy, ale aresztować samochód na 48 godzin. Zaanektowali w ten sposób aż 4393 aut. Akcja przyniosła zadziwiające efekty. Tylko 168 kierowców (4%) zostało ponownie przyłapanych na "hooningu".
Może by tak wziąć przykład z Australijczyków i niebezpiecznie jeżdżącym kierowcom konfiskować samochody na kilka dni? No i nie zapominajmy o motocyklach. Co o tym sądzicie?
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Dzięki temu rzadziej się potykam.
Nie chce mi sie tego sprawdzać,ale jestem prawie pewien,ze wyczytałem to w Motorze.
Szmatławiec to może nie,ale ciekawych rzeczy jest tam coraz mniej,już bardziej oglądam obrazki niż czytam. No ale na 1,80 zł. czasem mogę się szarpnąć,a rozsądek i jakis tam poziom wiedzy pozwalają mi nie sugerować się radami typu - "zimówki od 15 października" i "wymiana żarówek po 80% ich przebiegu". Swojego garba mimo sugestii co robić z pojazdami w tym wieku tez nie planuję złomować.
Szmatławiec to może nie,ale ciekawych rzeczy jest tam coraz mniej,już bardziej oglądam obrazki niż czytam. No ale na 1,80 zł. czasem mogę się szarpnąć,a rozsądek i jakis tam poziom wiedzy pozwalają mi nie sugerować się radami typu - "zimówki od 15 października" i "wymiana żarówek po 80% ich przebiegu". Swojego garba mimo sugestii co robić z pojazdami w tym wieku tez nie planuję złomować.
"My hovercraft is full of eels"