ku przestrodze

8 maja 2008, 16:01
Ja jezdze zgodnie z przepisami no chyba że jadę niezgodnie ale wtedy jestem zgodny z faktem że jeżdzę niezgodnie z przepisami co może powodować niezgodę z tymi co jeżdzą zgodnie.
www.kaferklub.com
8 maja 2008, 16:04
Renifer napisał(a):Ja jezdze zgodnie z przepisami no chyba że jadę niezgodnie ale wtedy jestem zgodny z faktem że jeżdzę niezgodnie z przepisami co może powodować niezgodę z tymi co jeżdzą zgodnie.
albo z tymi co noszą zabawne czapki (białe z daszkiem)
Nieznośna lekkość butów
8 maja 2008, 17:26
WNIOSEK ,IDIOTóW ZA BIURKIEM POWINNO KARAC SIE NA RóWNI Z IDIOTAMI ZA KOłKIEM SA NA RóWNI WINNI WYPADKOM, MOżE WSPółUDZIAł???? :-D :-D
10 maja 2008, 16:59
Zamordyzm jednak skutkuje(przynajmniej w świecie) - czytałem gdzies niedawno,jak znajdę to wkleje artykuł.Po wprowadzeniu drakońskich mandatów w Czechach - po przekroczeniu o 30/h każde następne 10 km skutkuje dopłatą 10 tys. koron,czy jakoś tak.....- liczba wypadków spadła o 20 %,choć oczywiście i tak ich mieli stosunkowo niewiele.
W moich rozmowach z zawodowymi kierowcami często przewija się jeden motyw - wszyscy twierdzą w miarę zgodnie,ze taki styl jazdy jak u nas w krajach europejskich można spotkać w Bułgarii i Rumunii (co do Bułgarii potwierdzam),dodatkowo jeszcze w Turcji,ale to już inne podwórko.
rogacek napisał(a):rocznie robię po polskich drogach około 40-50 tys km słuzbowo, niestety muszę łamać przepisy, zamontowałem CB oraz navi z listą fotoradarów by zaoszczędzić na mandatach. każda zaoszczędzona godzina to więcej czasów dla rodziny i dzieciaków. wiem zaraz się krzyk podniesie że mogę się zabić i zostawię rodzinę ale powiedzie to mojemu szefowi który nawrzuca mi roboty, da wolnossącego diesla i każe pracować nie płacąc za nadgodziny. sorki ale by mieć trochę wolnego czasu muszę dawać w palnik na maxa.

No właśnie gdybys mógł zginąc tylko Ty .... No ale nie ma tak fajnie - możesz zabrać ze sobą kogoś spokojnie jadącego,niewinnego i też mającego rodzinę. Nie jarzę jak ludzie moga tego nie roumieć - czysty egoizm niestety.
Sam do całkiem niedawna też byłem zmuszany do podobnej jazdy-tzn.może nie tyle szybko co bardzo długo i daleko raczej bez odpoczynku-olałem to,zdrowie jest ważniejsze,tym bardziej,że zaczynałem już wysiadać. Teraz mam zajęcie stacjonarne i wreszcie święty spokój - szczególnie,że jazda po polskich drogach jakoś dziwnie coraz mniej mi odpowiadała.

W "Motorze" był kiedyś artykuł o problemie nielegalnych ulicznych wyścigów w Australii-w Sydney konkretnie - rozwiązano kwestię następująco - każdy złapany w trakcie uczestnictwa ma konfiskowany samochód (nawet jeśli auto jest taty),następnie samochód jest złomowany,a kierowca jesli nie chce odpowiadać przed sądem musi na komendzie obejrzeć film z prasowania autka - ciekawe, nie ?
U nas musieliby odebrać 1/3 z prawem jazdy.
"My hovercraft is full of eels"
10 maja 2008, 17:57
A idz kurcze z takimi przepisami, kretynizm kretynizmem zwalczac? Wkurzaja mnie sytuacje, gdy zamiast zastanowic sie nad sposobem rozwiazania problemu uchwala sie przepisy, ktore sa po prostu zemsta rozzloszczonych obywateli, majaca korzenie bardziej w kompleksach niz w potrzebie rozwiazania problemu.

A co do porownywania liczby wypadkow, to smieszne sa statystyki gdzie porownuje sie ile bylo wypadkow w roku przed wprowadzeniem czegos a ile bylo w roku po. To jest kompletnie nieprawidlowe wnioskowanie. Porownywac mozna tylko ile bylo wypadkow w roku po wprowadzeniu przepisu do tego ile BYLOBY wypadkow W TYM SAMYM ROKU gdyby przepisow nie wprowadzono. Po prostu zmienia sie wiele rzeczy, i inna liczba wypadkow wynika nie tylko z nowego przepisu.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
10 maja 2008, 18:05
Właśnie dlatego nie pomstuję na stanie w korkach z włączonymi światłami mijania,bo to chyba jednak przynosi pewne korzyści - takie dziesięciorzędne,ale przynosi.
W przypadku Czech powód spadku wypadkowości jest wg mnie bezdyskusyjny.
"My hovercraft is full of eels"
10 maja 2008, 21:07
dago napisał(a):Właśnie dlatego nie pomstuję na stanie w korkach z włączonymi światłami mijania,bo to chyba jednak przynosi pewne korzyści - takie dziesięciorzędne,ale przynosi.
W przypadku Czech powód spadku wypadkowości jest wg mnie bezdyskusyjny.
Wg mnie bezdyskusyjne jest to ze dzisiejszy deszcz jest kara boska za grzech Macka Marczewskiego popelniony z Maryla Matusczakowna w stodole w Maldygoszczy Wielkiej w gminie Strzykosy dnia 2-05-2008 o godzinie 13.
Moge miec racje, moge sie mylic, ale podstawy do swojego osadu mam rownie mocne jak Ty do swojego ;)

A co do scigania uczestnikow wyscigow, to ja po prostu wiem jak to sie w praktyce odbywa i czym sie u nas konczy, dlatego mnie takie gadanie wkurza.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
10 maja 2008, 21:37
U mnie dzisiaj nie padało ............. :wink:
A z wyścigami to miała być ciekawostka - przecież nie okresliłem swego stosunku do stosunku australijskiej policji w stosunku do skonfiskowanych aut.
"My hovercraft is full of eels"
10 maja 2008, 22:03
nie mam pojęcia jaka jest przyczyna spadku ilości wypadków drogowych w Czechach ale napewno każdt kto jeździł po tym kraju napewno zauważył ze drogi sa lepsze niż u nas ( nawet te boczne) choć nie takie niż na zachodzie .
Znaków drogowych duuużo mniej niż u nas, jeżeli jest ograniczenie do 30 to należy zwolnić bo coś się dzieje, brak znaków "ku pamięci " dziury której już niema od 5 lat itd.
Przejezdżając przez najmniejsza wioske masz radarek i monitor z jaka prędkością jedziesz.
Różnic jest jeszcze wiele ale najważniejszy jest inny niż u nas stosunek do prawa obywateli i państwa i to w obie strony.
A drakońskie kary są dla tych którzy tego nie rozumieją i tyle.
11 maja 2008, 13:03
Jestem wielkim miłośnikiem MEALICA-I i tego kawałka nigdy już nie będę słuchał (bardzo-bardzo smutne) :smt010
11 maja 2008, 18:55
vwandal napisał(a):nie mam pojęcia jaka jest przyczyna spadku ilości wypadków drogowych w Czechach ale napewno każdt kto jeździł po tym kraju napewno zauważył ze drogi sa lepsze niż u nas ( nawet te boczne) choć nie takie niż na zachodzie .
Znaków drogowych duuużo mniej niż u nas, jeżeli jest ograniczenie do 30 to należy zwolnić bo coś się dzieje, brak znaków "ku pamięci " dziury której już niema od 5 lat itd.
Przejezdżając przez najmniejsza wioske masz radarek i monitor z jaka prędkością jedziesz.
Różnic jest jeszcze wiele ale najważniejszy jest inny niż u nas stosunek do prawa obywateli i państwa i to w obie strony.
A drakońskie kary są dla tych którzy tego nie rozumieją i tyle.

Narzekać na drogi można i trzeba, na ilość lizaków na poboczach podobnie, ale to żadne tłumaczenie. Są radarki w wioskach? I dobrze, bo właśnie przez wioski wszyscy grzeją ile fabryka dała, Kiedyś trafiłem na dyskusję, w której forumowicz się usprawiedliwiał, że wyprzedza na trzeciego i jak nie znajdzie dziury w kolumnie to spycha samochody na pobocze, bo na drogach jest ciasno, a on jeździ służbowo i nie ma czasu na czołganie się w kolumnie. A konfiskata samochodu powyżej pewnej puli punktów, to wcale niegłupi pomysł. Argument, że to narzędzie pracy kwituję - to tym bardziej.
Nic.
Nic.
Nic, ale to zupełnie nic.
Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
11 maja 2008, 21:34
Widzisz, ale zyjemy w burdelowo-anarchistycznym kraju, gdzie z jednej strony masz ludzi ktorzy nie przestrzegaja przepisow a z drugiej - urzednikow ktorzy z mysla o tym ze ludzie nie przestrzegaja przepisow daja specjalnie zanizone ograniczenia predkosci, "bo ludzie i tak beda je lamac". To nakreca spirale, bo ludzie nie przestrzegaja ograniczen predkosci bo w wiekszosci sa one niezyciowo niskie (u mnie postawili teraz w calej okolicy 30 km/h, w miejscach gdzie powinno sie jezdzic 50, bo to obszar zabudowany, a le miejscowi jezdza zazwyczaj z 80 i wiecej), a urzednicy jeszcze je obnizaja...
Jesli wprowadzac surowe i wysokie mandaty, egzekwowane skutecznie i rowno, to powinno sie najpierw urealnic ograniczenia, tak zeby jesli gdzies jest niskie to dlatego ze naprawde jest taka potrzeba (biegaja dzieci, jest ostry zakret, zdradliwe skrzyzowanie itd) a nie ktos sobie po prostu postawil i tyle. Bo na razie to sie jezdzic zgodnie z ograniczeniami po prostu nie da. Vide - moja wioska.
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
12 maja 2008, 13:38
dago napisał(a):W "Motorze" był kiedyś artykuł o problemie nielegalnych ulicznych wyścigów w Australii-w Sydney konkretnie - rozwiązano kwestię następująco - każdy złapany w trakcie uczestnictwa ma konfiskowany samochód (nawet jeśli auto jest taty),następnie samochód jest złomowany,a kierowca jesli nie chce odpowiadać przed sądem musi na komendzie obejrzeć film z prasowania autka - ciekawe, nie ?
Wyglada na to ze albo Motor, albo Gazeta sie myla. Gazeta co prawda pocno podupadla, ale Motor, zwlaszcza w porownaniu z tym czym byl kiedys to teraz zwykly szmatlawiec, wiec stawiam na to ze myli sie motor.
http://auto.gazeta.pl/auto/1,48316,5170193.html
4393 samochody zabrała policja na Antypodach swoim rodakom, którzy niezbyt chętnie przestrzegają przepisów drogowych. Co prawda tylko na 48 godzin i od wprowadzenia tego kontrowersyjnego prawa w 2006 roku, ale skala zjawiska poraża.
"Hoon" w języku australijskim znaczy mniej więcej tyle, co po polsku palenie gumy, ściganie się czy kręcenie bączków. I w lipcu 2006 stało się ściganym z mocy prawa przestępstwem. W sumie słusznie, bo ponoć "hooning" stał się dość poważnym problemem. Weźmy pod uwagę, że Australijczykom powierzchni do ścigania nie brakuje, bo jest ich o połowę mniej niż nas a kraj mają - uwaga - prawie 25 razy większy.

Jak na naród, który składa się głównie z potomków więźniów eksportowanych hurtowo z Europy i Stanów (często za kradzież bochna chleba), Australijczycy podeszli do sprawy liberalnie. Postanowili nie karać kierowcy, ale aresztować samochód na 48 godzin. Zaanektowali w ten sposób aż 4393 aut. Akcja przyniosła zadziwiające efekty. Tylko 168 kierowców (4%) zostało ponownie przyłapanych na "hooningu".

Może by tak wziąć przykład z Australijczyków i niebezpiecznie jeżdżącym kierowcom konfiskować samochody na kilka dni? No i nie zapominajmy o motocyklach. Co o tym sądzicie?
"Nie ubliżając na glebę patrzę się dość negatywnie."
Dzięki temu rzadziej się potykam.
14 maja 2008, 18:26
Nie chce mi sie tego sprawdzać,ale jestem prawie pewien,ze wyczytałem to w Motorze.
Szmatławiec to może nie,ale ciekawych rzeczy jest tam coraz mniej,już bardziej oglądam obrazki niż czytam. No ale na 1,80 zł. czasem mogę się szarpnąć,a rozsądek i jakis tam poziom wiedzy pozwalają mi nie sugerować się radami typu - "zimówki od 15 października" i "wymiana żarówek po 80% ich przebiegu". Swojego garba mimo sugestii co robić z pojazdami w tym wieku tez nie planuję złomować.
"My hovercraft is full of eels"

← Luźne dyskusje