Jakiś czas temu zakończyłem główny etap pewnego projektu, którym było przywrócenie do życia garbusa 1302. Postęp prac można było śledzić na blogu www.blitzkriegbop.fotolog.pl .
Garba kupiłem od kumpla za 500 zł, czyli za koszt lawety i nowego aparatu zapłonowego. Cena była adekwatna do stanu, w jakim znajdował się samochód. Stan ten można określić, jako destrukcja, dziurawa podłoga, purchle na obu klapach, stan agonalny progów, dół drzwi cały przerdzewiały, jakieś dziwne wklęśnięcia w karoserii, zawieszenie, które ruchu nie zaznało przez wiele lat, pordzewiałe i pogięte błotniki i bóg jeden wie, co pod lakierem. Środek auta nie prezentował się lepiej, brak oryginalnej wykładziny, podsufitka pocięta, siedzenia brudne i podarte przez długi czas gościły rozpołowiony blok silnika. Ogólnie porażka.
Świadom stanu ogólnego samochodu prac potrzebnych do wykonania nastawiłem się na przygodę, jaką jest remont samochodu. „Świadom” jest tutaj chyba jednak zbyt daleko idącym stwierdzeniem, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że byłem totalnie nieświadomy. Wiedza, jaką posiadałem na początku całej przygody odnosząca się do remontu była śmiesznie mała, jak nie zerowa. No tak, coś trzeba będzie pospawać, coś kupić, coś pomalować. Spoko. Poczytałem trochę na forum garbiarni z czym się taki remont je, przejrzałem allegro na którym jest wiele ogłoszeń garbusów „po kapitalnym remoncie” w cenach 3000 – 8000 zł, z nowiuteńkim lakierem. Wniosek prosty, jak dla laika, budżet 10 000 zł i możemy jechać.
Tutaj powstaje pytanie, czy w Polsce da się tanio zrobić kapitalny remont garbusa ?
Może pierw wyjaśnię, co rozumiem przez pojęcie kapitalny remont, bo może jestem osamotniony w tej definicji. Tak więc „kapitalny remont” interpretuję jako proces, w którym na wejściu mamy pojazd nienadający się do użytku bądź znajdujący się w stanie, w którym niebawem nie będzie się do tegoż użytku nadawał, np. stan opisany powyżej we wstępie.
Na wyjściu procesu otrzymujemy gotowy produkt, czyli samochód w pełni sprawny gotowy do jazdy, bądź produkt ukończony w 90%, gdzie 10% to wykończenie pod postacią, podsufitki dywaników i tym podobnym pierdołom.
Pomiędzy tymi dwoma etapami występuje etap zwany remontowaniem, na który składa się wymienienie wszelkich złych blach, elementów mechanicznych nienadających się do dalszej eksploatacji, lakierowanie, przywracanie geometrii całego samochodu, zabezpieczanie przed ponownym szybkim rozpadem. Itp.
W świetle tak sformułowanej definicji remontu kapitalnego, moja odpowiedź, przed remontem, na pytanie zadane w temacie tego wpisu brzmiała by „Oczywiście, przecież wystarczy wejść na allegro i zobaczyć, że to możliwe”. Łatwo się chyba domyślić, że obecnie moja odpowiedź brzmi trochę inaczej, a za każdym razem kiedy widzę na allegro samochód za 5-6 tysięcy mający w opisie, że jest po „kapitalnym remoncie blacharsko lakierniczym” pukam się tylko w czoło z niedowierzaniem jak można takie głupoty wypisywać. Może i faktycznie ten remont był, kiedyś, może faktycznie był i kapitalny, może. Oczywiście ktoś kto czyta ten tekst może sobie pomyśleć „co ten człowiek pieprzy, przecież ja zrobiłem”, jeżeli komuś się udało zmieścić w takiej kwocie, zakładając, że jest przeciętnym kowalskim nie mającym własnego warsztatu, tudzież taty, wujka ,cioci, brata, który taki warsztat ma, w tej kwocie wliczone jest lakierowanie oraz części, a same prace zostały wykonane rzetelnie i prawidłowo bez patenciarstwa, to cóż mogę powiedzieć….zazdroszczę.
Jednak na swoim przykładzie nie wierze w takie przypadki, a na pewno, w jakość gdyż ona zazwyczaj jest najsłabszym elementem wszystkich tanich remontów. Części kosztują zazwyczaj tyle samo, różnica często jest w osobach wykonujących takie remonty.
Tutaj powrócimy do remontu mojego samochodu. Skoncentrujemy się na tym, co zostało zrobione, ile to mniej więcej kosztowało i jakie były z tym związane dylematy.
Mieszkam w Warszawie, stolicy naszego kraju. Niby nic wielkiego i znaczącego, jednak ma to ogromny wpływ na jedną istotną sprawę, a mianowicie koszty. Wiadomo stolica ludzie cenią się. Nie ma co ukrywać, że w Warszawie nie jest drogo, przeciętnie proste naprawy związane z samochodami są tutaj droższe niż w innych częściach kraju, tak samo jest z lakierowaniem. Smutne w tym jest to, że cena jest wyższa a jakość taka sama albo czasem i niższa.
Tak więc pierwsze pytanie jakie sobie postawiłem, jako że spawać nie umiem i blach nie zrobię, to czy chcę oddać garba w ręce przysłowiowego Pana Juzia (pozdrowienia dla wszystkich przysłowiowych Panów Juziów) co to dużo pieniędzy nie weźmie i „zna się na robocie, nie jednego garba już pospawał, tylko wie Pan przydały by się jakieś zdjęcia co by wiedział jak on z zewnątrz wyglądał” (cytat oryginalny, ostatnio z taka prośbą zwrócił się do mnie pewien jegomość szczęśliwy posiadacz Ovala z 55 roku), czy może lepiej oddać do kogoś kto z robienia wiatrołapów żyje i rzeczywiście już niejednego w życiu pospawał i nie potrzebuje zdjęć by wiedzieć, co jak wygląda, a schemat elektryczny jak paciorek umie wymówić, ale się ceni. Wybór padł na drugą wersję.
Szybko zostały ustalone reguły gry, przód jest do dupy, środek też a z tyłem może coś da się zrobić. Zakupiłem więc potrzebne elementy blacharskie i rozpoczął się pierwszy etap prac, przód. W tym etapie zostały zrealizowane następujące czynności:
• Został wymieniony pas przedni, nie był kupiony nowy, lecz dorobiony i wspawany wygięty element.
• Została wspawana nowa blacha dolna samolotu, stara była przegnita na tyle że można było w nią wbijać śrubokręt.
• Zostały załatane dziury w górnej części samolotu
• Zostały oczyszczone nadkola, na szczęście okazało się, że jest bez wielkich rewelacji, kilka małych dziurek do załatania bez potrzeby wymieniania całych blach.
• Został zmodyfikowany układ kierowniczy, przekładnia ślimakowa została zastąpiona listwową z modelu 1303 po 75 roku.
• Wyspawana klapa przednia i inne ubytki owocujące małymi dziurkami
Następny etap to etap „środek”. Tutaj było trochę więcej roboty niż z przodem. Więcej elementów było pordzewiałych i pognitych, dodatkowo robota bardziej precyzyjna, rzutująca na całość samochodu. I tak w tym koszyczku mamy:
• Zostały wymienione drzwi kierowcy na używki w dobrym stanie
• Zostały wymienione oba całe płaty podłogowe na nowe
• Zostały wymienione oba progi
• Zostały wymienione elementy blacharskie zewnętrzne za drzwiami
• W środku zostały załatane dziury koło tylnich nadkoli
• Wymienione dolne mocowanie zawiasów drzwiowych
Pozostał tył. Tył miał być miły i przyjemny, jednak okazało się że kiedyś jakiś Pan Juzio wziął garba na warsztat, i „naprawił” ubytki tylnich nadkoli spawając do nich migomatem grube „łatki”. Wyglądało to jak dospawane płyty pancerne. Później okazało się, że samochód dostał kiedyś w dupę od boku. Koniec końców zostało zrobione:
• Wymienione blachy nadkoli,
• Wymieniony pas tylni
• Naprostowane widły, do których mocuje się skrzynie biegów,
• Zaspawane dziury powstałe od rudej, w poszyciu zewnętrznym nad nadkolami (okolice bananów) tam gdzie od wewnątrz jest gąbka wygłuszająca.
• Wymienione blachy, do których mocuje się pas tylni
• Odtworzone półeczki przy silniku.
Z zabaw blacharskich było by na tyle. Można powiedzieć, że lekką ręką zostało wymienione 30 cm spodu do okoła całego garba. Oczywiście co się dało zostało zalane fluidolem, zabezpieczone minia i biteksem. Na tym etapie sumując części oraz robociznę, mój początkowy budżet został już grubo przekroczony, a przecież przed nami cała zabawa z podkładem, wygładzeniem powierzchni i lakierowaniem … sic !
No nic, jesteśmy w środku remontu, nie można się teraz wycofać, mimo że wszystko w koło się jebie i komplikuje. Tak, więc przechodzimy do kolejnego dużego etapu remontu, jakim jest lakierowanie. Lakiernik został wybrany trochę pochopnie, nie był zły, czy nierzetelny, jako fachowiec się sprawdził, natomiast warunki w jakich był samochód lakierowany pozostawiały wiele do życzenia, ale cóż wtedy było tak po prostu prościej. Garb został przygotowany do lakierowania bardzo dobrze, podkład i szpachla były takie jak trzeba. Lakier został położony dosyć szybko, ze względu na warunki, czyli to samo miejsce w którym był robiony remont blacharski, zimę panującą na zewnątrz i grzejnik z jednej strony samochodu… Polerka wyszła ładnie, są pewne niedociągnięcia, ale Purchli jak dotąd żadnych.
Po zabawie z blachą i lakierem pozostaje jeden już tylko etap, złożenie całości do kupy. Tutaj miałem dwie drogi, albo za niewielką opłatą samochód zostanie złożony przez mechanika, albo za całkiem darmo przeze mnie, w innym miejscu. Wybrałem opcję drugą. Podyktowane było to tym, że część rzeczy chciałem przełożyć z mojego poprzedniego garba, część rzeczy wymienić, ale totalnie mnie nie było stać na ich kupienie w danej chwili. Wszystko to złożyło się na to, że cały remont nie skończył się w dwa miesiące a trwał jeszcze kolejnych pięć.
Nie będę się rozpisywał co konkretnie zostało zrobione, powiem tylko tyle, że zainwestowałem w zawieszenie przednie, nowe uszczelki, kliny, gumy uretanowe, przełożyłem całe zawieszenie tylne wraz z skrzynią i silnikiem z jednego garba do drugiego, wymiana opon na nowe, piaskowanie i proszkowe malowanie felg, wymiana nadkoli itp. Na uwagę zasługują natomiast dwa elementy, podsufitka, dywany oraz siedzenia. Podsufitka została kupiona nowa, w 1302 obejmuje ona cały tył podszybie, podszybie boczne i słupki. Nie chcąc jej popsuć podczas zakładania zdecydowałem się na tapicera. Przy okazji dożuciłem odtworzenie foteli, na które składało się wyspawanie ich stelarza, zrobienie siedzisk z włosia oraz nowych szmat, do całości dodać trzeba położenie dywanów. No cóż, droga przyjemność, ale efekt, jeżeli idzie o siedzenia i podsufitkę bardzo pozytywny, niestety dywany zostały położone na tak zwane odwal się.
Po w sumie roku remontu, na który składały się przygotowania, główny remont, oraz uzbrajanie samochodu, będąc lżejszym o ponad 20 000 zł mogę powiedzieć, że w Polsce remontu kapitalnego garba przez przeciętnego kowalskiego zrobić tanio się NIEDA. Nie wierzcie ludziom, którzy chcą Wam sprzedać garba „po kapitalnym remoncie” w przedziale cenowym 3 000 – 8 000, bo remont taki za taka kwotę jest praktycznie niemożliwy. Oczywiście wiadomym jest fakt, że garbus to taka większa skarbonka, w którą się wkłada powiedzmy 100 zł a wyciąga 60 zł. Prawdą jest też to, że nadal można tanio kupić garba w wyśmienitym stanie, gdzie kapitalny remont sprowadzał się do wymienienia lusterka czy zderzaka, bo taki brzydki rudawy był, lub drobnych prac blacharskich, ale to nie jest kapitalny remont w dosłownym tego wyrażenia znaczeniu, a przynajmniej dla mnie.
na koniec stan przed:
http://blitzkriegbop.fotolog.pl/090107,974514,link.html
stan po:
http://blitzkriegbop.fotolog.pl/1567097,link.html
Komentarzepozytywne jak i te drugie do całego wywodu mile widziane
Garba kupiłem od kumpla za 500 zł, czyli za koszt lawety i nowego aparatu zapłonowego. Cena była adekwatna do stanu, w jakim znajdował się samochód. Stan ten można określić, jako destrukcja, dziurawa podłoga, purchle na obu klapach, stan agonalny progów, dół drzwi cały przerdzewiały, jakieś dziwne wklęśnięcia w karoserii, zawieszenie, które ruchu nie zaznało przez wiele lat, pordzewiałe i pogięte błotniki i bóg jeden wie, co pod lakierem. Środek auta nie prezentował się lepiej, brak oryginalnej wykładziny, podsufitka pocięta, siedzenia brudne i podarte przez długi czas gościły rozpołowiony blok silnika. Ogólnie porażka.
Świadom stanu ogólnego samochodu prac potrzebnych do wykonania nastawiłem się na przygodę, jaką jest remont samochodu. „Świadom” jest tutaj chyba jednak zbyt daleko idącym stwierdzeniem, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że byłem totalnie nieświadomy. Wiedza, jaką posiadałem na początku całej przygody odnosząca się do remontu była śmiesznie mała, jak nie zerowa. No tak, coś trzeba będzie pospawać, coś kupić, coś pomalować. Spoko. Poczytałem trochę na forum garbiarni z czym się taki remont je, przejrzałem allegro na którym jest wiele ogłoszeń garbusów „po kapitalnym remoncie” w cenach 3000 – 8000 zł, z nowiuteńkim lakierem. Wniosek prosty, jak dla laika, budżet 10 000 zł i możemy jechać.
Tutaj powstaje pytanie, czy w Polsce da się tanio zrobić kapitalny remont garbusa ?
Może pierw wyjaśnię, co rozumiem przez pojęcie kapitalny remont, bo może jestem osamotniony w tej definicji. Tak więc „kapitalny remont” interpretuję jako proces, w którym na wejściu mamy pojazd nienadający się do użytku bądź znajdujący się w stanie, w którym niebawem nie będzie się do tegoż użytku nadawał, np. stan opisany powyżej we wstępie.
Na wyjściu procesu otrzymujemy gotowy produkt, czyli samochód w pełni sprawny gotowy do jazdy, bądź produkt ukończony w 90%, gdzie 10% to wykończenie pod postacią, podsufitki dywaników i tym podobnym pierdołom.
Pomiędzy tymi dwoma etapami występuje etap zwany remontowaniem, na który składa się wymienienie wszelkich złych blach, elementów mechanicznych nienadających się do dalszej eksploatacji, lakierowanie, przywracanie geometrii całego samochodu, zabezpieczanie przed ponownym szybkim rozpadem. Itp.
W świetle tak sformułowanej definicji remontu kapitalnego, moja odpowiedź, przed remontem, na pytanie zadane w temacie tego wpisu brzmiała by „Oczywiście, przecież wystarczy wejść na allegro i zobaczyć, że to możliwe”. Łatwo się chyba domyślić, że obecnie moja odpowiedź brzmi trochę inaczej, a za każdym razem kiedy widzę na allegro samochód za 5-6 tysięcy mający w opisie, że jest po „kapitalnym remoncie blacharsko lakierniczym” pukam się tylko w czoło z niedowierzaniem jak można takie głupoty wypisywać. Może i faktycznie ten remont był, kiedyś, może faktycznie był i kapitalny, może. Oczywiście ktoś kto czyta ten tekst może sobie pomyśleć „co ten człowiek pieprzy, przecież ja zrobiłem”, jeżeli komuś się udało zmieścić w takiej kwocie, zakładając, że jest przeciętnym kowalskim nie mającym własnego warsztatu, tudzież taty, wujka ,cioci, brata, który taki warsztat ma, w tej kwocie wliczone jest lakierowanie oraz części, a same prace zostały wykonane rzetelnie i prawidłowo bez patenciarstwa, to cóż mogę powiedzieć….zazdroszczę.
Jednak na swoim przykładzie nie wierze w takie przypadki, a na pewno, w jakość gdyż ona zazwyczaj jest najsłabszym elementem wszystkich tanich remontów. Części kosztują zazwyczaj tyle samo, różnica często jest w osobach wykonujących takie remonty.
Tutaj powrócimy do remontu mojego samochodu. Skoncentrujemy się na tym, co zostało zrobione, ile to mniej więcej kosztowało i jakie były z tym związane dylematy.
Mieszkam w Warszawie, stolicy naszego kraju. Niby nic wielkiego i znaczącego, jednak ma to ogromny wpływ na jedną istotną sprawę, a mianowicie koszty. Wiadomo stolica ludzie cenią się. Nie ma co ukrywać, że w Warszawie nie jest drogo, przeciętnie proste naprawy związane z samochodami są tutaj droższe niż w innych częściach kraju, tak samo jest z lakierowaniem. Smutne w tym jest to, że cena jest wyższa a jakość taka sama albo czasem i niższa.
Tak więc pierwsze pytanie jakie sobie postawiłem, jako że spawać nie umiem i blach nie zrobię, to czy chcę oddać garba w ręce przysłowiowego Pana Juzia (pozdrowienia dla wszystkich przysłowiowych Panów Juziów) co to dużo pieniędzy nie weźmie i „zna się na robocie, nie jednego garba już pospawał, tylko wie Pan przydały by się jakieś zdjęcia co by wiedział jak on z zewnątrz wyglądał” (cytat oryginalny, ostatnio z taka prośbą zwrócił się do mnie pewien jegomość szczęśliwy posiadacz Ovala z 55 roku), czy może lepiej oddać do kogoś kto z robienia wiatrołapów żyje i rzeczywiście już niejednego w życiu pospawał i nie potrzebuje zdjęć by wiedzieć, co jak wygląda, a schemat elektryczny jak paciorek umie wymówić, ale się ceni. Wybór padł na drugą wersję.
Szybko zostały ustalone reguły gry, przód jest do dupy, środek też a z tyłem może coś da się zrobić. Zakupiłem więc potrzebne elementy blacharskie i rozpoczął się pierwszy etap prac, przód. W tym etapie zostały zrealizowane następujące czynności:
• Został wymieniony pas przedni, nie był kupiony nowy, lecz dorobiony i wspawany wygięty element.
• Została wspawana nowa blacha dolna samolotu, stara była przegnita na tyle że można było w nią wbijać śrubokręt.
• Zostały załatane dziury w górnej części samolotu
• Zostały oczyszczone nadkola, na szczęście okazało się, że jest bez wielkich rewelacji, kilka małych dziurek do załatania bez potrzeby wymieniania całych blach.
• Został zmodyfikowany układ kierowniczy, przekładnia ślimakowa została zastąpiona listwową z modelu 1303 po 75 roku.
• Wyspawana klapa przednia i inne ubytki owocujące małymi dziurkami
Następny etap to etap „środek”. Tutaj było trochę więcej roboty niż z przodem. Więcej elementów było pordzewiałych i pognitych, dodatkowo robota bardziej precyzyjna, rzutująca na całość samochodu. I tak w tym koszyczku mamy:
• Zostały wymienione drzwi kierowcy na używki w dobrym stanie
• Zostały wymienione oba całe płaty podłogowe na nowe
• Zostały wymienione oba progi
• Zostały wymienione elementy blacharskie zewnętrzne za drzwiami
• W środku zostały załatane dziury koło tylnich nadkoli
• Wymienione dolne mocowanie zawiasów drzwiowych
Pozostał tył. Tył miał być miły i przyjemny, jednak okazało się że kiedyś jakiś Pan Juzio wziął garba na warsztat, i „naprawił” ubytki tylnich nadkoli spawając do nich migomatem grube „łatki”. Wyglądało to jak dospawane płyty pancerne. Później okazało się, że samochód dostał kiedyś w dupę od boku. Koniec końców zostało zrobione:
• Wymienione blachy nadkoli,
• Wymieniony pas tylni
• Naprostowane widły, do których mocuje się skrzynie biegów,
• Zaspawane dziury powstałe od rudej, w poszyciu zewnętrznym nad nadkolami (okolice bananów) tam gdzie od wewnątrz jest gąbka wygłuszająca.
• Wymienione blachy, do których mocuje się pas tylni
• Odtworzone półeczki przy silniku.
Z zabaw blacharskich było by na tyle. Można powiedzieć, że lekką ręką zostało wymienione 30 cm spodu do okoła całego garba. Oczywiście co się dało zostało zalane fluidolem, zabezpieczone minia i biteksem. Na tym etapie sumując części oraz robociznę, mój początkowy budżet został już grubo przekroczony, a przecież przed nami cała zabawa z podkładem, wygładzeniem powierzchni i lakierowaniem … sic !
No nic, jesteśmy w środku remontu, nie można się teraz wycofać, mimo że wszystko w koło się jebie i komplikuje. Tak, więc przechodzimy do kolejnego dużego etapu remontu, jakim jest lakierowanie. Lakiernik został wybrany trochę pochopnie, nie był zły, czy nierzetelny, jako fachowiec się sprawdził, natomiast warunki w jakich był samochód lakierowany pozostawiały wiele do życzenia, ale cóż wtedy było tak po prostu prościej. Garb został przygotowany do lakierowania bardzo dobrze, podkład i szpachla były takie jak trzeba. Lakier został położony dosyć szybko, ze względu na warunki, czyli to samo miejsce w którym był robiony remont blacharski, zimę panującą na zewnątrz i grzejnik z jednej strony samochodu… Polerka wyszła ładnie, są pewne niedociągnięcia, ale Purchli jak dotąd żadnych.
Po zabawie z blachą i lakierem pozostaje jeden już tylko etap, złożenie całości do kupy. Tutaj miałem dwie drogi, albo za niewielką opłatą samochód zostanie złożony przez mechanika, albo za całkiem darmo przeze mnie, w innym miejscu. Wybrałem opcję drugą. Podyktowane było to tym, że część rzeczy chciałem przełożyć z mojego poprzedniego garba, część rzeczy wymienić, ale totalnie mnie nie było stać na ich kupienie w danej chwili. Wszystko to złożyło się na to, że cały remont nie skończył się w dwa miesiące a trwał jeszcze kolejnych pięć.
Nie będę się rozpisywał co konkretnie zostało zrobione, powiem tylko tyle, że zainwestowałem w zawieszenie przednie, nowe uszczelki, kliny, gumy uretanowe, przełożyłem całe zawieszenie tylne wraz z skrzynią i silnikiem z jednego garba do drugiego, wymiana opon na nowe, piaskowanie i proszkowe malowanie felg, wymiana nadkoli itp. Na uwagę zasługują natomiast dwa elementy, podsufitka, dywany oraz siedzenia. Podsufitka została kupiona nowa, w 1302 obejmuje ona cały tył podszybie, podszybie boczne i słupki. Nie chcąc jej popsuć podczas zakładania zdecydowałem się na tapicera. Przy okazji dożuciłem odtworzenie foteli, na które składało się wyspawanie ich stelarza, zrobienie siedzisk z włosia oraz nowych szmat, do całości dodać trzeba położenie dywanów. No cóż, droga przyjemność, ale efekt, jeżeli idzie o siedzenia i podsufitkę bardzo pozytywny, niestety dywany zostały położone na tak zwane odwal się.
Po w sumie roku remontu, na który składały się przygotowania, główny remont, oraz uzbrajanie samochodu, będąc lżejszym o ponad 20 000 zł mogę powiedzieć, że w Polsce remontu kapitalnego garba przez przeciętnego kowalskiego zrobić tanio się NIEDA. Nie wierzcie ludziom, którzy chcą Wam sprzedać garba „po kapitalnym remoncie” w przedziale cenowym 3 000 – 8 000, bo remont taki za taka kwotę jest praktycznie niemożliwy. Oczywiście wiadomym jest fakt, że garbus to taka większa skarbonka, w którą się wkłada powiedzmy 100 zł a wyciąga 60 zł. Prawdą jest też to, że nadal można tanio kupić garba w wyśmienitym stanie, gdzie kapitalny remont sprowadzał się do wymienienia lusterka czy zderzaka, bo taki brzydki rudawy był, lub drobnych prac blacharskich, ale to nie jest kapitalny remont w dosłownym tego wyrażenia znaczeniu, a przynajmniej dla mnie.
na koniec stan przed:
http://blitzkriegbop.fotolog.pl/090107,974514,link.html
stan po:
http://blitzkriegbop.fotolog.pl/1567097,link.html
Komentarzepozytywne jak i te drugie do całego wywodu mile widziane
