Witajcie.
Znajoma poprosiła mnie abym poruszył dalej ten wątek.
Informacja poniżej:
"Witajcie,
Przeczytałam cały wątek dotyczący walki o ubezpieczenie z OC, jednak nie znalazłam pomocy w mojej sytuacji. W zeszły piątek mój chłopak miał czołowe zderzenie garbusem(`67, nie ma żółtych tablic) z golfem - nie ze swojej winy. Sprawca podpisał oświadczenie o winie, sprawa jest już w ubezpieczalni (HDI), w środę odwiedził nas rzeczoznawca. Niestety z miejsca orzekł szkodę całkowitą.
I tu pojawia się problem, bo widzę, że w Waszych przypadkach zawsze były to stłuczki, nie natomiast szkoda całkowita.
Póki co czekamy na wycenę rzeczoznawcy, jednak obawiamy się, że będzie to bardzo niekorzystna wycena - jak wiadomo, w takim przypadku 2tys.zł to oczywista kpina...
Rozkładamy ręce, bo nie wiemy co robić. Czy starać się udowodnić, że samochód ze względu na rocznik jest wart naprawy (opinia warsztatu, wycena części z garbatego sklepu)? A może inwestować w niezależnego rzeczoznawcę(najlepiej z PZMotu, który zajmuje się starymi samochodami), zapłacić mu 600zł i liczyć na to, że jego wycena będzie wyższa? A może sąd jest jedynym rozwiązaniem?
Walczymy choć o 5tys., tak żeby móc kupić nowego garbuska, a z wypadkowego biedaka zrobić najzwyklejszego dawcę. Choć sami wiecie, jaka to szkoda i ile pieniędzy, a przede wszystkim serca inwestuje się w takiego garbuska...
Tutaj zdjęcia biedaka(niestety tylko z komórki):
http://img850.imageshack.us/img850/4998/spa0051.jpg
http://img832.imageshack.us/img832/2503/spa0052u.jpg
Pozdrawiam
Justyna"