juz półtora tygodnia wieczorami rozbieram zakupionego "dawcę". przy okazji wychodzi trochę małych ognisk korozji, jak i napraw które przez 40 lat miały miejsce. na szczęście całość jest zachowana w oryginale i pod warstwą ostatniego i jedynego lakieru odnajduję błękinty oryginalny kolor, który nieźle się trzyma, baa w wlelu miejscach lepiej niż ten położony na nowo - zresztą chałupniczo, w wlelu miejscach schodzi rysując paznokiem. ogólnie stan karoserii po wstępnym wyczyszczeniu oceniam na dobry. tłumaczę sobie, ze po tylu latach ciężko znaleźć coś co byłoby oryginalne bez śladu korozji, ale nie jestem balcharzem i nie wiem ile pewne naprawy mogą kosztować pracy. ważne jest że przód jest cały, ścianka grodziowa, płyta pod tylną kanapą, kosz koła zapasowego, nadkola za przednimi kołami, słupki całe, obie maski, pas tylny, przedni nie wygląda źle ale jak na moje jest wymieniony i źle wstawiony przez co maska nie pasuje idealnie. po rozbiórce będę miał sporo części na sprzedaż, gdyż są zachowane w całości nieprzerabiane i dobrym stanie. ta informacja też buduje.
zastanawiam się czy wymieniać kanały grzewcze i progi, bo widać że były niedawno wymienione ale jaki jest ich stan w srodku to ciężko stwierdzić. coprawda mam zakupione nowe ale czy jest sens wycinać tamte i wstawiać nowe?
wczoraj po wyjęciu szyb i wyczyszczeniu wokół otworów w charakterystycznych miejscach tam gdzie są dziurki na odprowadzenie wody jest nieco korozji. zastanawiam się czy tego nie zaspawać? wiem spełnia to jakieś zadanie ale może nie koniecznie jest w 100% potrzebne. ktoś z Was to usuwał? jakieś minusy tego rozwiązania?
dzisiaj ma przyjechać blacharz i ocenić stan budy, wskazać miejsca gdzie ją warto wypiaskować i jak oczyścić pozostałe miejsca. chcę jego robotę ograniczyć do minimum czyli czystej blacharki i tym samym zminimalizować koszty. zobaczymy co powie. licze na łagodny wyrok
to tyle na dzisiaj. zaniedługo postaram się jakieś foty pokazać szanownej publice
pozdr