Mysle ze jezeli zebralibysmy sie wczesnie, utrzymali rowne tempo (bez przedluzajacych sie postojow) to moglibysmy doterzec na wybrany wczesniej kemping w okolicy celu, przenocowac, rano udac sie na zwiedzanie (i na to poswiecic albo jeden, albo dwa dni), potem powrot.
Tylko do tego trzeba by utrzymac dyscypline w komunie, bez rozlazenia sie na postojach, bez akcji typu jedni chca jesc w maku, inni na stacji benzynowej, inni w scheratonie i w kazdym z tych miejsc sie zatrzymujemy, bez akcji typu jeden tankuje na orlenie a inny na shellu. To jest realne, ale trudne w takiej grupie. Zwlaszcza ze umawianie sie i punktualne wyjazdy sa mocna strona Garbiarni (i moja)
Zeby to wypalilo marszruta powinna byc dobrze i z gory zaplanowana a potem planowo wypelniana. Spokojna, rowna jazda.