Strasznie długo kazałem Wam czekać.
Wracając więc do tematu jubileuszowego podsumowania.
W okresie od 10 września do dzisiaj samochód przejechał ok 6700 km. Nie jest to może dużo, ale jak się okazało, wystarczająco, żeby się nieco dowiedzieć o możliwych problemach i komplikacjach.
1. Gaźniki, dysze, regulacja.
We wskazanym okresie kilkukrotnie zmieniałem dysze. W momencie odpalania miałem jedynie 62 - zdecydowanie za duże. Gdy tylko miałem taką możliwość, wymieniłem je na mniejsze: 55. Na tych drugich całość chodziła całkiem przyjemnie, niestety zasypywało mi świece sadzą. W związku z tym zdecydowałem się przetestować mniejsze. Kupiłem dwa komplety: 46 i 52. W pierwszej kolejności zamontowałem 52, niestety gaźniki nie za bardzo poddawały się regulacji. Po wymianie na 46 - zaczęły reagować na kręcenie śrubkami. Niestety małe dysze przysporzyły sporo kłopotów. Bardzo cieżko było wyeliminować strzelanie w tłumik na jednym z cylindrów. W końcu się udało. Z tymi dyszami udało mi się pobić rekord spalania w trasie: 7,59/100 km (przy niemal nieustannej jeździe w okolicach 100 km/h, a na ekspresówkach bez przerwy 120-150, nie był to wiec rajd o kropelkę.
Ostatecznie jednak problemy z eksplozjami przy odjęciu gazu wróciły - zmieniłem dysze znów na 52, nie zmieniałem regulacji gaźników, a problemy z nikły jak ręką odjął.
2. Full flow.
Najpoważniejsza awaria, jaka mi się dotychczas przytrafiła wiązała się z zewnętrznym układem olejowym. Kupując przewody i złączniki zdecydowałem się nie oszczędzać i zakupiłem porządne zbrojone przewody w sklepie Speed Flow. Niestety mniej więcej przy 4000 km przebiegu (również dość słonej zeszłorocznej zimie), przewody zaczęły lekko ciec. Dostrzegłem zwiększony ubytek oleju, zrzuciłem go jednak na karb dziurawej miski olejowej (patrz: kilka postów wyżej). Niestety jak się okazało - nie była to miska. W drodze powrotnej z Kryspinowa dostrzegłem lekkie dymienie w tylnej szybie, kiedy mrugnęła mi lampka oleju podczas hamowania uznałem, że czas na zjazd na stację benzynową, podczas hamowania przed stacją lampka znów się zaświeciła tym razem na dobre, zgasiłem silnik i w kłębach dymu wjechałem na stację. Olej z przewodów olejowych ciurkiem leciał na wydech i, smażył się w najlepsze. Skracając narrację związaną z moim dochodzeniem do tego, czemu cieknie i skąd, napiszę jedynie, że z hotelu Oleńka w miejscowości Barak 20 km za Radomiem wyciągnął mnie Jasiek z narzędziami niezbędnymi do skrócenia przewodów o pęknięty fragment. Chwała mu za to. Okazało się, że przewody miały jakąś wadę i w miejscu zgięcia zaczęły pękać i przepuszczać olej, coraz bardziej i bardziej i bardziej. Cud, że nie zatarłem silnika. Po skróceniu przewodów o wadliwe miejsce, całość jeździ bez problemów. Nie wiem jednak, czego się spodziewać.
ilustracje:
częściowo już oczyszczony wydech:
przyczyna problemu:
3. Odma
Cóż w tym temacie tylko tyle:
lewa:
prawa:
Muszę pomyśleć o jakichś wężykach bardziej odpornych na zmiany temperatur.
4. Poduszki.
No cóż. Seryjne się skończyły... Zreszta nie były nigdy w super-stanie. Obecnie zamontowany mam mieszany zestaw gumowo-poliuretanowy. Daje radę, silnik jest sztywno, niestety trochę głośniej.
Poduszkom pomaga traction bar skonstruowany z zestawu sklepowego i odboju od malucha (patent Jaśka)
Rozwiązanie jest trochę kolizyjne z miejscem, w którym nieopatrznie umieściłem czujnik temp oleju. Wciąż tego zreszta nie zmieniłem - planuję operację przenosin połączyć z zaspawaniem dziury w misce olejowej.
W uzupełnieniu muszę jeszcze napisać o tym, co zostało zrobione w Garusie w miedzyczasie od zmiany silnika:
1. Przekładnia (a właściwie dwie). Najpierw nowa a potem stara w super stanie. Nowych nie polecam albo życzę więcej szczęścia ode mnie, ale uwaga - one nie mają tulejek w pokrywce - trzpień (czy jak to nazwiemy) chodzi bezpośrednio w tejże pokrywce.
2. Podłoga - o to Garbus prosił się od dawna, a przynajmniej od czasu w którym został opłukany wrzątkiem z pękniętej magistrali CO. Podłoga została zrobiona przez Tomka Atysa razem z progami.
Kilka ciekawostek

I najciekawsze foto. Kanał grzewczy przecięty przez jakiegoś geniusza diaksem! Najprawdopodobniej podczas jakichś drobnych porprawek blacharskich.
Po tej naprawie poczułem, ze Garbus może mieć naprawdę sprawne i efektywne ogrzewanie bez webasto i innych szmerów bajerów. Wystarczą prawdziwie szczelne kanały grzewcze.
3. Wraz z nową podłogą do Garbusa wróciły wykładziny:
nie są może szałowe, ale dobrze służą. Kupione dawno temu na allegro takie wycinane z nieprującej się tkaninki. Nie pasują do niczego - wymagają daleko idących poprawek. Ale jak już są to działają.
To tyle na dzisiaj. Jeśli mi się coś przypomni - dopiszę. Muszę zmienić temat, żeby objać nim całego Garbusa a nie tylko silnik.