Ponieważ obecne temperatury nie sprzyjają pracom blacharsko-lakierniczym, na stół poszedł silnik. Plan zakładał dogłębne przejrzenie silnika, przy czym jak los da, to chętnie uniknąłbym otwierania "puszki Pandory". Z tego co pamiętam, jak żabka jeszcze jeździła, sprawdzone było ciśnienie sprężania, a odczyt na wszystkich cylindrach wg książek skazywał silnik na konieczność remontu.. Nie mniej jednak żabka dawała radę
Na początek fotki silnika w stanie, w jakim został postawiony na stół:
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Wstępna ocena nie wykazała żadnych luzów poosiowych wału, mimo kilku lat stania silnik obraca się ładnie, bez żadnych niewskazanych oporów - to zwiększa szanse na brak konieczności rozpoławiania bloku. Zdjęcie osprzętu i wydechu nie przysporzyło żadnych problemów.
Zdjęcie głowic odbyło się również bez użycia pomocy w postaci gumowego młotka - wszystko zeszło wyłącznie przy życiu rąk...
Cóż, później się okazało dlaczego - olej zabezpieczył również komorę spalania
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Teraz pojawia się pytanie - co puszczało: pierścienie czy prowadnice zaworów. Bo raczej obecność oleju w komorze nie jest efektem długotrwałego stania?... Próbuję sobie przypomnieć czy żabka dymiła na niebiesko

- no może troszkę na biało...
Plus tego wszystkiego jest taki, że wszystko przez okres leżakowania było dobrze zabezpieczone. Obejrzy się dokładnie gładź cylindrów, które na pierwszy rzut oka wydają się być bez zarzutu. Może skończy się jedynie na wymianie pierścieni. W głowicach do wymiany pójdą prowadnice i gniazda.
Zdjęcie nie zachowało się
Zdjęcie nie zachowało się
Nie miałbym nic przeciwko, jakbyście zamieścili swoje opinie, bo moje doświadczenie przy rozbiórce silników nie jest jakieś przeogromne.