Nowicjusz napisał(a):DEDHI napisał(a): Taka histoira ...Jechałem góralem (zjazd) i na hopie wyskoczyłem w górę przy prędkości ok 50km/h , niestety amor nie wytrzymał i pękła mu goleń i nie opanowałem maszyny
i zaliczyłem glebę... uderzając głową (kask) . Przez moment straciłem fonię i wizję
Jak ochłonąłem zciągnąłem kask i okazało sie że kask rozpadł się przyjmując całą energię. Ale najbardziej mnie zszokował fakt ze mały kamień cały czas tkwił w kasku
Gdyby nie kask to byłbym warzywkiem a w najlepszym razie miał bym metalowa płytkę w głowie 
A zastanawiałeś się przypadkiem dlaczego tak stało? I czy przypadkiem to nie Twoja (sorki) głupota, rutyna, i brak wyobraźni doprowadziłby do tego, że byłbyś pietruszką??? I nie mów Mi teraz, aa założyłem kask i nic Mi nie jest. Proponuję zatem rozpędzić się na rowerku i walnąć w ścianę z główki.....może być w kasku.
Chodziło o to że gdyby nie kask gość by był warzywem. Kask ma chronić mu głowę w razie wypadku a nie po to żeby nim tłuc w ścianę

(strzelił mu amortyzator - dość częste zjawisko) i co to była jego wina że amorek był fatalnie wykonany albo nastąpiło zmęczenie materiału? Wczoraj jak byłem na budowie we Wrocku, każdy kto tam wchodził, miał obowiązek założenia kasku i buciorów ze wzmocnionym czubkiem. Nie zakładasz - nie wchodzisz. Za to jest odpowiedzialny kierownik budowy. Chodzi o to że jeśli komuś się coś stanie i okaże się że nie miał na głowie tego kasku to kierownik budowy idzie prosto do więzienia, nawet jeśli było by oczywiste że ten kask by go nie ochronił. Postaw się na miejscu takiego człowieka. 500 pracowników stałych na budowie, przychodzą goście, inżynierowie, urzędasy albo nawet i sami klienci czyli dziennie masz 550 osób i dopilnuj to żeby wszyscy mieli ten kawał plastiku na głowie. Wierz mi że do tego trzeba mieć nerwy ze stali. Wczoraj jeszcze mieliśmy inny przypadek na tej budowie. Jakiś cieśla szedł sobie po szczycie dachu (około 30m wysokości) z kawałkiem krokwi (belki drewnianej) a za nim ciągneła się linka, którą powinien być przypięty. Minutę później człowieka zwolnili z pracy. Nikt nie chce ponosić odpowiedzialności za ludzi, którym na życiu nie zależy. Nikt nie chce mieć wyrzutów sumienia, budzenia się po nocach że czegoś nie dopilnował lub mógł zmienić lub inaczej zareagować. Co na to twoja rodzina, masz dla kogo żyć chyba? Ja wolę żeby podatki, które płacę nie szły na leczenie ludzi, którzy świadomie narażali się na niebezpieczeństwo (nie zapieli pasów, albo jechali pod wpływem). Wolę je przeznaczyć np: na misie panda albo na lepsze drogi lub cokolwiek innego co poprawi mi i innym życie. Zaczyna mnie denerwować to co piszesz bo nie popierasz tego żadnym argumentem. To tak jakbyś komuś powiedział że jest niekompetentny nie udawadniając mu tego.
Opiszę jeszcze dwie moje historie.
1. Zaraz po zrobieniu prawka zdarzało mi się nie zapinać pasów (chyba z braku przyzwyczajenia) i któregoś dnia przydzwoniłem w tył innego samochodu dość wolno jechałem około 25km/h. Naszczęście nic nikomu się nie stało aczkolwiek z malucha, którego prowadziłem powstał twór mało przypominający to auto. Wtedy zrozumiałem że pasy trzeba mieć zapięte i po co tak naprawde one są.
2. W maju tego roku przydzwonił z kolei w tył mojego samochodu Vw Transporter, który jechał około 50km/h. Przedemną stało inne autko. Siła uderzenia z tyłu była tak silna że własnym ciałem (przemieszczając się do tyłu) wyrwałem oparcie fotela. Ułamek sekundy później mój samochód uderzył w pojazd poprzedzający i pasy zadziałały utrzymując mnie, oparcie fotela i masę bagaży, które wiozłem na tylnym siedzeniu. W samochodzie popękały podłużnice, zakleszczone zostały koła, auto zmieniło geometrię, odkształciła się butla z gazem. Generalnie z auta został wrak (mam go pod domem). Zrozum że jeśli nawet jeździsz mega bezpiecznie zawsze może trafić w ciebie ktoś inny. W moim przypadku gość zasnął za kółkiem a pasy poraz kolejny mnie uratowały.
Od tamtego czasu wsiadam do auta i nie ma przebacz pasy zapinam. Całkowicie nieświadomie to robię ale co 5 minut sprawdzam czy ja i moi pasażerowie je mają. Potwierzdzić Ci to może moja dziewczyna, którą co chwila pytam czy ma pasy zapięte i choć wiem że ma je zapięte to wolę się upewnić.
Dobra już kończę ale proponuję zrobić Ci pewien test. Wsiądz do auta i na siedzeniu pasażera postaw np: plecak lub torbę jakąś. Rozpędz się do 20km/h i daj po hamulcach ale tak na maxa. Zobacz co się stanie. W przypadku zderzenia, prędkość masz dużo większą a droga hamowania nie wynosi jak w przypadku 20km/h kilku metrów tylko kilkadziesiąt centymetrów. I teraz sobie wyobraź że ten plecak to TY.