Kurde, trzy razy już podchodzę do tego, żeby napisać jak to wygląda w Polsce, bo trochę Michał, sory ale pitolisz...
Gloryfikujesz niesamowicie polską myśl techniczną, jest już nas dwóch, chętnie pogadam z Tobą, chociażby o rozwiązaniach jakie zastosowałeś w skrzyni biegów tej syreny z Wartburgiem pod maską, czy rozwiązaniem kolektorów dolotowych do potrójnej eMeZty, czy chociażby o tym jak polscy inżynierowie po powrocie z włoskiej fabryki silników Fire, usiedli i w kilka miesięcy rozwiązali problemy drażniące włochów i jeszcze ulepszyli silnik, który miał być montowany w Warsie. Na te jak na wiele innych tematów bardzo chętnie z Tobą pogadam, nie na forum, bo tu garbusy, ale gdzieś tam na pewno.
Natomiast,
Po pierwsze, napisze zwięźle, bo wcześniej skasowałem jak się rozpisałem, jak jakiś "pan Zdzisiek" Zajmował się silnikami od malucha, tak, że spokojnie wyciągał 50KM i starczał na 5k km minimum, to nie zajmował się wyczynowymi silnikami w Trabancie które starczały na 5k km minimum i miały więcej niż 50km lekko. Dlatego się nie zajmował, bo "Pan Stasio", który się tym zajmował był po prostu lepszy. Każdy się znał na swojej mega wąziutkiej dyscyplinie, jeden i drugi wiedzieli po prostu ile pracy, energii, nerwów, problemów, ZDROWIA do wuja pana zdrowia, kosztowało ich zdobywanie wiedzy z zakresu rasowania tego konkretnego silnika, i mieli jedną świadomość, mieli wyrobioną markę w danej dyscyplinie. Dlatego też ktoś kto chciał mieć sportowego Trampka szedł do tego człowieka który się tym zajmował.
Teraz czasy się zmieniły, po drodze specjaliści od malucha przyuczyli się rajdowej Toyoty a trabanciarze np. wyczynowych silników offroadwych. I dalej są zajebiście dobrzy w tym co robią.
Także wierzę w to, i nie wiem dlaczego traktujesz jako sprawę oczywistą możliwość przygotowanie idealnej głowicy do wyczynowego garba.
I nie mówimy tu o domowych dłubkach, którzy z silnika maluchowego krzesali pod 30 kucy i ze spalaniem schodzili do 5 litrów z niezłym przyspieszeniem, i jeszcze tym malanem ciągali przyczepę na wczasy nad Balaton, co by sobie wrócić i amatorsko się pościgać, tylko o ekstremalnych zawodnikach, o których napisałem wcześniej. Naturalnie olbrzymi szacun dla dłubków, nigdy nic takim ludziom nie umniejszałem.
Nie wiem też dlaczego tak naskoczyłeś na ten fakt, wyjeżdżania za granicę. To autentycznie tak jak byś nigdy nie miał do czynienia z nikim kto nawet pracował przy projektach, a co dopiero wyczynowo dobierał np, sprężyny zaworowe do głowicy w 126p. Sam napisałeś, że u nas była bieda a "TAM" autentycznie były i są możliwości, i też nie do tego, żeby hydraulik nauczył się mechaniki, tylko, żeby mechanik się czegoś przyuczył. Akurat nawet z własnego doświadczenia wiem, że zaplecze naukowe nasze jest słabiutkie i jeżeli bym chciał się czegoś życiowego nauczyć warto wyjechać za granicę, gdzie jest kładziony wyższy nacisk na nauki ścisłe, praktyczny.
Więc co złego, żeby ktoś kto chciałby się przekwalifikować na silniki Garbowe miałby pojechać do Stanów i uczyć się od ichniejszych ogarniaczy tematu. Tu niestety nie mam faktów na poparcie, ale taki "pan Stefan" zrobiłby to chętnie, bo ma łeb an karku i wie ile to kosztuje samemu, żeby do tego dojść. A co do Twojego tekstu na temat mocy z 7 litrowego silnika to słaby jest, ani garb nie ma takiej pojemności, a z tego co wiem, to w tym garbowym rewirku właśnie chodzi o to, że nieduża pojemność może więcej niż 7litrów. I akurat udaje się to amerykanom, z tego co czytam, widzę i słucham!
I tak mi dużo wyszło, kij tam, chyba zrozumiale, choć rozwlekle. Po prostu ja siedzę w historii aut z KDLu, jest to mój niesamowity konik, uwielbiam słuchać ludzi lub o ludziach, którzy walczyli z tamtymi autami, bawili się w Słodowego lub zajebiaszczego sportowego ogarniacza.
Także, mimo, iż olbrzymim tuningowym ignorantem jestem, miałem coś do napisania w dziale Tuning

Ahoj!